Pobicie fotografa, ignorowanie dziennikarzy, plucie na fanów i sikanie do doniczek. Tak do niedawna wyglądała rzeczywistość jednego z najbardziej rozpoznawalnych celebrytów młodego pokolenia Justina Biebera. I tak jak nie promujemy tego typu zachowań (z oczywistych chyba względów), tak nie popieramy też kolejnej decyzji jaką podjął wokalista.
Tym razem DżejBi postanowił pójść w odwrotnym kierunku niż wskazywałaby na to logika i zdrowe myślenie – zakazał swoim fanom robienia sobie z nim zdjęć. Ale chwila… podsumujmy i spróbujmy odnaleźć się w jego położeniu. Jesteś gwiazdą światowego formatu Czytelniku, a o sławie marzyłeś/łaś od dziecka. Masz wokalne umiejętności, które pozwalają Cię kochać, a medialny szum pozwala Cię nienawidzić. Kontrowersja goni kontrowersję, aż w końcu zna Cię większość, a prawie każdy kto jest odrobinę zaznajomiony z muzyką popularną co najmniej kojarzy. Piosenką Baby osiągasz miliard trzysta milionów odsłon… po czym decydujesz, że jednak nie chcesz być sławny. Dziwne prawda?
A jak to komentuje sam zainteresowany?
„Jeśli zdarzy się, że kiedyś gdzieś mnie zobaczysz, musisz wiedzieć, że nie robię sobie już zdjęć z fanami, skończyłem z tym. Moja decyzja ma związek z tym, że ludzie nie chcą się ze mną przywitać ani nie rozpoznają mnie jako człowieka. Czuję się jak zwierzę w ZOO i chcę utrzymać moje zdrowie psychiczne. Wiem, że ludzie będą zawiedzeni, ale nie jestem im winien żadnego zdjęcia. Wiem, że będą ludzie, którzy powiedzą: "Ale ja kupiłem Twój album". Dobrze, więc musisz wiedzieć, że zapłaciłeś ZA ALBUM. Nigdzie nie napisano, że w tej samej cenie dostaniesz moje zdjęcie, kiedy mnie tylko zobaczysz.”
No tak. Ktoś tu liczył jedynie na „plusy” bycia celebrytą.














