
Prawo jazdy otrzymujemy raz i warto zadbać o to, aby nigdy go nie stracić. No bo i po co dodatkowa, papierkowa robota, wydawanie pieniędzy na kolejny egzamin, a do tego ostracyzm społeczeństwa? W końcu po co utrudniać sobie życie, jeżeli wystarczy postępować zgodnie z zasadami?
No cóż, Borys Szyc przez pewien okres swojego życia nie przykładał zbyt wielkiej wagi do odpowiedzialności jaką jest posiadanie prawa jazdy - szybko też przekonał się, że jak każdy człowiek, tak i znany aktor musi przepisów przestrzegać. Osiem lat temu został przyłapany przez stróżów prawa na jazdę pod wpływem alkoholu, za co swoją licencję utracił... a jak się okazało wcale nie tak łatwo zrobić nową. Szyc przystąpił do egzaminu w pierwszym możliwym terminie, jednak go nie zaliczył - przede wszystkim dlatego, że egzaminatorzy wyjątkowo bacznie przyglądają się kierowcom, którzy już raz utracili swój dokument. Jednak aktor zawziął się i egzamin ukończył, co potwierdza przestroga jaką zamieścił na Facebook'u.
"Wino równa się powrót taksówką! Zawsze! Nauczka na całe życie i przestroga dla wszystkich. Nie rób głupot, jak ja kiedyś."
Natomiast z katolickiego tabloidu dowiadujemy się, że kiedy było mu wyjątkowo źle, szukał pocieszenia w wierze.
"Niemożliwe, żeby przeżyć to, co ja, gdyby nie opiekował się mną ktoś z góry. W walce z uzależnieniem warto zwrócić się o każdą pomoc. Łatwiej jest, kiedy się wierzy, kiedy można się na kogoś zdać."
Pozostaje nam tylko trzymać kciuki, aby Borys Szyc pamiętał o własnych przestrogach.













