We wtorek, 27 listopada odbyła się nadzwyczajna sesja rady miejskiej. Radni Prawa i Sprawiedliwości odrzucili wniosek prezydenta na wypuszczenie obligacji komunalnych na kwotę 39,5 mln zł. W piątek tłumaczyli dziennikarzom swoją decyzję. - W kuluarach zapytałem prezydenta, na co potrzebne są pieniądze. Usłyszałem, że potrzebuje 145 mln zł na wypłaty - mówi Łukasz Podlewski, radny Prawa i Sprawiedliwości. - Teraz z urzędu dostaliśmy wstępne wyliczenia, z których wynika, że na płace prezydent potrzebuje do końca grudnia 46 mln zł. A do końca roku wyda prawie 29 mln zł na inne wydatki. Nikt nam nie wyjaśniał, na co konkretnie pójdą te pieniądze.
W zestawieniu, które otrzymali radni Prawa i Sprawiedliwości, można przeczytać, że do końca 2018 roku miasto musi wydać ponad 74 mln zł na inwestycje. - Chcemy zobaczyć konkretne faktury, na co pójdą te pieniądze. A jeśli nie zdoła ich wydać, czemu nie może ich przesunąć na inne wydatki? – pytał inny radny PiS, Marcin Majewski.
Radni PiS-u zainteresowali się również różnicą pomiędzy obligacjami a kredytem. - Ostatnio od prezydenta usłyszeliśmy, że kredyt jest zły, a obligacje dobre. Natomiast ten sam prezydent w projekcie uchwały budżetowej na rok 2019 wpisał zły i niekorzystny kredyt i to na kwotę 86 mln zł. Dlaczego tym razem nie zdecydował się na obligacje? Ja w tym nie widzę żadnej logiki i oczekuję, że prezydent nam to wyjaśni – powiedział Łukasz Podlewski.
Radni PiS-u stwierdzili, że „nie ma ich zgody na żonglowanie wydatkami dla robienia polityki”. Uważają, jeśli mają wyrazić zgodę na przesunięcia w budżecie, wszystko muszą mieć czarno na białym.














Napisz komentarz
Komentarze