Chwilę później w Internecie pojawiły się przeróbki – „twojej” zamieniono na „straconej”. Później zaczęliśmy się reklamować w równie nietrafiony sposób: „Radom - tu chcę mieszkać”. Dlaczego nietrafionym? W tym właśnie okresie sporo znajomych, aby znaleźć pracę, uciekło z Radomia. Wyjeżdżali wszędzie, gdzie - w przeciwieństwie do Radomia - pracy nie brakowało, a i zarobki były wyższe. Na koniec poczęstowano nas kolejnym - „Radom - siła w precyzji”. Uff... „Precyzji”? A w czym, że tak bezczelnie zapytam?
Co się zatem zmieniło przez te lata? Czy m.in. przez tego typu hasła staliśmy się lepiej postrzegani i lubiani w Polsce? Czy „toto” rozbudziło naszą dumę z miejsca, w którym żyjemy?
Radom przez długi czas, zamiast z dziwnymi hasłami (bo trzeba przyznać, że są one dziwne), był kojarzony w Polsce z chińską zupą. Później swoje pięć minut miała Chytra Baba. Teraz nieustającym powodem do obśmiewania stało się martwe, a przy tym bardzo drogie, lotnisko. Czy słusznie? Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami. Pewne jest, że gdy w warszawskich redakcjach muszą napisać prześmiewczy tekst, zawsze mogą odgrzać kotleta usmażonego na radomskim lotnisku. Godzina jazdy samochodem ze stolicy i już możemy stanąć przed prawie pustym budynkiem terminalu. Prawie, bo w środku krzątają się tylko niemający co zrobić z czasem pracownicy, i aż szkoda, że legalnie nie mogą sobie tam postawić stołu do ping-ponga albo choćby hamaków, żeby się pobujać... Po zakończeniu współpracy z liniami SprintAir wszyscy mieliśmy nadzieję, podsycaną poprzez niedomówienia polityków i samorządowców, że niedługo poznamy nowego przewoźnika i nową siatkę połączeń. Niestety, tak się nie stało, a samo lotnisko znów może być powodem do drwin.
Nie tak dawno pewien dziennikarz z „miasta krawatów” napisał tekst „Odwiedziłem najsmutniejsze lotnisko w Polsce”. Ów żurnalista (ot, niby nic) pomylił prezydenta z burmistrzem. I co z tego wynikło? Sprostowanie, że... w Radomiu mamy prezydenta, a w zamian za to sam burmistrz, przepraszam, prezydent zaprosił autora na Gwiazdkę na Deptaku. „(…) skorzystał z mojego zaproszenia i przyjedzie do naszego miasta ponownie, na Gwiazdkę na Deptaku” - napisał prezydent. Radosław Witkowski na miejską imprezę zaprosił również wszystkich radomian. „17 grudnia przed Urzędem Miejskim! To bardzo dobra okazja, aby udowodnić panu Danielowi, że Radom to świetne miasto ze wspaniałymi mieszkańcami” - możemy przeczytać. Ależ to poprawne politycznie! Poprawne, że aż strach! Czy sama wigilia wystarczy, żeby nasze miasto było postrzegane pozytywnie i pan dziennikarz Daniel nas pokochał? Nie wiem jednak, czy dla dziennikarza ogólnopolskiego medium zostały przewidziane dodatkowe atrakcje, choćby spotkanie na żywo z Chytrą Babą i pokazanie kolejki stojącej do odprawy na lot z Radomia do Londynu? Przypuszczam jednak zrzędliwie, że samo zapchanie panadanielowego brzucha bigosem i grochówką zjedzonymi w towarzystwie rozentuzjazmowanego (mam nadzieję) tłumu, może być nieco za małym impulsem do tego, żeby na Radom spojrzał łaskawszym okiem.
To jaki może być skuteczny sposób, by zmienił zdanie, a razem z nim cała Polska? Może zamiast pisać durne i oderwane od rzeczywistości hasła promocyjne, powinniśmy sami zacząć PRACOWAĆ nad zmianą naszego miasta? Bo, mimo nadal niewyremontowanego rynku czy też pl. Jagiellońskiego, nasz mimo wszystko ukochany Radom był i ciągle potrafi być piękny. Także pięknem swoich mieszkańców. Nie wstydźmy się tego, skąd jesteśmy lub też gdzie mieszkamy! To my musimy samym sobie pokazać to, co pozytywnego w Radomiu. Zacznijmy od usunięcia wszystkiego, co brzydkie, żenujące czy wręcz głupie. Posprzątajmy (dosłownie) własne podwórka i chodniki przed domami. Odmalujmy okna, posadźmy kwiatki i drzewka. Usuńmy wołającą o pomstę do nieba i niespotykaną w żadnym innym tak dużym mieście ohydną szyldozę. Skupmy się na zrobieniu pięknego i tętniącego życiem rynku, a nie na kolejnych idiotycznych projektach jego rewitalizacji. Dogadajmy się z LOT-em i wykorzystajmy gigantyczny potencjał naszego lotniska, który przełoży się na ogromny i błyskawiczny rozwój Radomia.
Bo wizerunku nie zbuduje się liczbą lajków pod postami prezydenta czy radnych na Facebooku ani też hasłami czy miejskimi wigiliami, na które zaprasza się nieżyczliwych dziennikarzy. Buduje się go pracą wszystkich nas. Do roboty, kochani radomianie! A potem zaprosimy dziennikarzy albo sami przyjadą i potem napiszą prawdę, czyli… dobrze napiszą.














Napisz komentarz
Komentarze