W Radomiu, w 14. pod względem wielkości mieście w Polsce, od dawna było… płasko jakoś. Nisko. Zwyczajnie. No, że wieżowców przez duże „W” nie było – o to mi się rozchodzi! Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że rozmiar ma znaczenie! Ale może to już koniec małych rozmiarów i prowincjonalności, a początek wielkiego City (przez duże „C”)? Nie tak dawno temu dowiedzieliśmy się bowiem, że inwestor, który w lutym kupił działkę przy ul. Malczewskiego, zwrócił się do Rady Miejskiej Radomia o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego tak, aby... mógł tam wybudować coś monumentalnego. Coś Mega – przez duże „M”. Nawet bardziej monumentalnego i bardziej mega niż pierwszy w Polsce rodzimy pomnik pary prezydenckiej.
Ale, zanim wejdziemy na wyżyny (dosłownie), zacznijmy od odrobiny historii. Chyba wszyscy pamiętają, od ilu lat snute były plany, aby w Radomiu powstał duży hotel lub przynajmniej zamaszysty biurowiec. Początkowo planowano budowę takiego obiektu na działce obok NOT-u. Niestety, nic z tych planów nie wyszło. Sytuacja zmieniła się w lutym, kiedy to radomska spółka Combo wygrała przetarg na zakup pobliskiej działki - przy ul. Malczewskiego, oferując prawie 3,5 mln zł. Była to druga próba sprzedaży tego terenu. Do przetargu, jak to czasami w takich wysokobudżetowych przedsięwzięciach bywa, zgłosił się tylko jeden oferent. W pierwszym przetargu również wpłynęła tylko jedna oferta, ale była z błędami i z tego powodu komisja ten przetarg unieważniła. I znowu zrobiło się płasko. Nowy właściciel terenu planował tam wybudować nowoczesny biurowiec wraz z częścią mieszkalną. Na parterze miały być lokale usługowe, na pierwszym piętrze - przestrzenie biurowe, a wyżej lokale mieszkalne. Pod budynkiem z rozmachem zaplanowano dwukondygnacyjny parking. W końcu jak jest w górę, to musi być i w dół.
Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko się cieszyć i skakać… wysoko! Jednak i tak znajdą się malkontenci. O co im konkretnie może chodzić, skoro ma być tak pięknie i podniebnie? Według obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego na tej działce można postawić budynek, który swoją wysokością zahaczyć może co najwyżej o skrzydło motyla kapustnika, a nie orła. Nie może mieć więcej niż 33 metry wysokości. Teraz inwestor postanowił na działce wybudować budynek ponaddwukrotnie większy - o wysokości 71 metrów. I właśnie o zmianę maksymalnej wysokości zabudowy w planie zagospodarowania przestrzennego ów inwestor wystąpił. No i niektórym właśnie to zaczęło przeszkadzać. Bo przecież jak inwestor kupował działkę, wiedział, jaka może być maksymalna wysokość zabudowy, a teraz chce zmiany. A po co on chce zmiany? Komu to potrzebne? Niżej, czyli bezpieczniej i o czym tu deliberować??? Wiadomo, mogą teraz paść argumenty, że może gdyby plan zagospodarowania wcześniej był inny, to byłoby więcej zainteresowanych zakupem działki, a i sama jej wartość byłaby znacznie wyższa. A ja zapytam się zatem - co z tego? Jest ryzyko, jest zabawa, a kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Przecież nabywca, wydając prawie 3,5 mln wcale nie miał żadnej gwarancji, że plan zostanie zmieniony, a jednak zdecydował się wyłożyć tak duże pieniądze. I po diabła aż tak gmerać? Może po to, by wkurzyć i wykurzyć inwestora? A jak już sobie odejdzie, na działce postawić karmniki dla… motylków – kapustników, bo orłów tam przecież nie będzie. Bo za nisko. Szczerze powiedziawszy, sam chciałbym dysponować taką ilością gotówki, aby móc w ten sposób ryzykować i mierzyć wysoko. Innym potencjalnym inwestorom przecież nikt takiego ryzyka nie zabraniał. O co chodzi? Skąd te nerwy? Sam nie wiem. Może chodzi o zazdrość, bo ktoś kupił i teraz chce zmian, a ktoś inny nie wyczuł w tym biznesu, bo latał za nisko? Jedno jest pewne. Za gapowe się płaci.
Cieszmy się zatem, że w naszym mieście – daj, Panie Boże - wreszcie powstanie budynek wyróżniający się na tle innych wysokością. Miejmy nadzieję, że nie tylko wysokością, ale i ciekawą formą architektoniczną. Być może znajdą się w nim przestrzenie, stwarzające nowe możliwości dla rozwoju w Radomiu wielu firm i tworzenia nowych miejsc pracy. I żeby światowo i ładnie było (przez duże „Ł”). W końcu 14. pod względem liczby mieszkańców miasto w Polsce również zasługuje na to, aby w centrum stały drapacze chmur. No, może to zbyt wielkie słowa, ale jeśli inwestorowi by się udało zrealizować ten wysoki cel, mielibyśmy taki nasz mały jednobudynkowy Manhattan (przez wielkie „M”).














Napisz komentarz
Komentarze