– Co dalej z lotniskiem? – pytają ludzie w całej Polsce. Pomysłów jest wiele. Na jednym z branżowych portali wróciła idea uruchomienia cargo, do którego jednak konieczne są olbrzymie inwestycje. Oczywiście, obecny stan rzeczy, z wizerunkowego punktu widzenia, jest strzeleniem sobie w stopę. Bo jak inaczej nazwać fakt, że nikt (zarówno zarząd spółki Port Lotniczy Radom, jak i właściciel) nie zadbał o to, żeby po zakończeniu umowy z jednym przewoźnikiem, od razu na jego miejscu pojawił się drugi? Wtedy loty odbywałyby się w sposób ciągły, a pasażerowie by nie uciekli. Teraz trwają negocjacje zarówno z potencjalnymi przewoźnikami, jak i inwestorami. I tylko szkoda, że chętni do latania z Radomia zostali zawieszeni w próżni. Oficjalnie nie wiadomo nic. No, może prawie nic, bo wszystko skrywa tzw. tajemnica handlowa. Wiemy jedynie, że izraelski inwestor się wycofał, a miasto prowadzi negocjacje z Przedsiębiorstwem Polskie Porty Lotnicze. Nieoficjalnie można usłyszeć, że zainteresowanie PPPL-u zawdzięczamy PiS-owi. A mówiąc prościej – spółka kierowana przez ludzi partii rządzącej ma przykaz solidnego inwestowania w naszym mieście, co może tylko cieszyć. Potencjalny przewoźnik pozostaje jednak czystą zgadywanką. Osobiście obstawiam, że z Radomia najpierw zaczną latać czartery (wyrzucone z Okęcia), a potem, także kierowany przez ludzi PiS-u, LOT albo/i słoweńska Adria, lub utworzony przez byłych pracowników LOT-u Enter Air. Adria ma takie samoloty, które mogłyby latać bez przedłużania pasa i zabierać większą liczbę pasażerów, co w obecnej sytuacji Sadkowa jest niezwykle istotne. Jedno jest pewne – inwestycje są konieczne. Nadal bowiem nie doczekaliśmy się przedłużenia i przebudowy pasa startowego, wybudowania dodatkowych płyt postojowych oraz uruchomienia systemu ILS. Na to, niestety, miasta, jako jedynego właściciela, nie stać. Co więc robić dalej? Czekać na jakąś jasną polityczną decyzję, w momencie gdy prezydent sam jej podjąć nie potrafi? Czy czekać na moment, aż negocjacje z potencjalnym przewoźnikiem się zakończą i coś z Radomia znów zacznie latać? Mimo, że politycy różnych opcji stają na rzęsach, aby radomskie lotnisko uratować (albo zamknąć), śmiało mogę powiedzieć, że rzęsy najlepszym fundamentem nie są. A może się mylę? Może już niebawem dowiemy się czegoś, co nas bardzo zaskoczy i Radom stanie się drugim po Okęciu lotniskiem na Mazowszu, z którego co kilkanaście minut będą odlatywać samoloty? Oby tak się stało! Wtedy z całą odpowiedzialnością powiem, że mój sceptycyzm co do słowności polityków był błędny. Może lotnisko jest nam potrzebne tylko po to, by do niego dopłacać? Jeśli prezydent nie potrafi podjąć męskiej decyzji, co dalej, to podpowiem – trzeba z mieszkańcami zagrać uczciwie i odsłonić karty: tajemnic handlowych i masterplanu. Powiedzieć wprost, ile jeszcze musimy do lotniska dopłacać. Wtedy pomocne będzie referendum. Przecież prezydent tuż po objęciu urzędu dał lotnisku czas na uruchomienie lotów do końca 2014 roku. A ja, widząc ten marazm, również daję czas na przekonanie mnie do słuszności pomysłu lotniska cywilnego w Radomiu. Do końca roku. Później oczekuję konkretów.
I piszę to ja – ktoś, kto nasze lotnisko kocha od dziecka.














Napisz komentarz
Komentarze