
Tak przedstawiona historia zdaje się być zapowiedzią przygnębiającej sztuki na jesienny wieczór. Nic bardziej mylnego. W trakcie 1,5 godzinnego monodramu śmiechom publiczności nie ma końca. Wszystko to za sprawą znakomitej gry aktorskiej Izabeli Brejtkop, która wciela się w rolę Angeli. Aktorka daje odczuć widzowi pustkę, jaka towarzyszy porzuconej kobiecie. Izabela Brejtkop jednocześnie wzrusza i bawi. Niewiarygodnie skupia uwagę widza, ani na chwilę nie pozwala mu się nudzić. Stworzyła postać Angeli, która po rozwodzie nie zatraciła radości i dystansu do samej siebie. Aktorka odgrywa główną bohaterkę, ale w trakcie monodramu wciela się również w inne postaci, jak chociażby w zagraniczną asystentkę swego lekarza. Te karykaturalne przedstawienia innych osób nie tylko urozmaicają sztukę, ale przede wszystkim ukazują kunszt warsztatu aktorki.
Zmienia się nie tylko bohaterka, ale i sceneria w jakiej przebywa. Za sprawą Izy Toroniewicz widz przenosi się ze skromnego, przyciemnionego pokoju do wyuzdanych pomieszczeń sex shopu. Zarówno sceneria, gra świateł, jak i monologi aktorki wpływają na bardzo intymny, kameralny nastrój. "Mój boski rozwód" w reżyserii Zbigniewa Rybki to wartościowa komedia, która nie tylko bawi, ale i niesie głębokie prawdy w doskonałych monologach Izabeli Brejtkop. To sztuka o życiu po rozwodzie, samotności, dystansie do świata i drugiej szansie na szczęście.














