Wszyscy byli przekonani, że to jednak tylko taki staromodny sposób na podtrzymanie fleszy, które coraz rzadziej błyskały wokół celebrytki. Okazuje się jednak inaczej.
"Romain przyjechał z Miami niedługo przed świętami. Chcieliśmy, jak zawsze, wybrać się w góry, spotkać z rodziną, wynająć dom i pobyć razem. Jednak on zachowywał się inaczej niż zwykle. To nie był Romek, którego znałam przez 10 lat. Myślałam, ze jest zmęczony, że coś się dzieje u niego, gorzej się czuje. Kiedy pojechał na zajęcia z jujitsu, zaczęłam analizować sytuację i napisałam do niego SMS, pytając, czy jest jakaś inna kobieta. Zadzwonił: "Nie ma innej kobiety, ale chcę rozwodu". Słuchawka wypadła mi z ręki, myślałam, że zemdleję. Romain nie chciał rozmawiać o przyczynach swojej decyzji, ani o terapii małżeńskiej, którą proponowałam. Powiedział "To koniec" i to było wszystko, co od niego usłyszałam. Wiem jednak, ze przechodził trudne chwile, jakiś osobisty kryzys. Sądziłam jednak, że w takich momentach nikt nie chce być sam i nie wystawia za drzwi swojej żony. Nie wiem tego na sto procent, ale mam wrażenie, że był ktoś inny. Ktoś o bardzo złym sercu namieszał mu w głowie, choć nie sądzę, żeby wdał się w romans." - czytaliśmy w okolicy połowy czerwca w Vivie.
Jak dowiadujemy się dalej z magazynu, artystka nie chce już nawet myśleć o swoim mężu, i teraz to ona żąda rozwodu. Nie zastanawia się również nad pobudkami Romaina z którym spędziła 10 lat i nie planuje naprawiać małżeństwa.
"Dała mu miesiąc. Jeśli
będzie się ociągał, przestanie być dla niego miła. Jeśli Romain jej nie
zawiedzie, to będzie z nim w kontakcie nawet po rozwodzie. Jemu bardzo
na tym zależy, bo nagle doszedł do wniosku, że nie potrafi żyć bez Joanny." - czytamy w ostatnim wydaniu Faktu.
I weź tu bądź człowieku mądry i pisz wiersze.














