Bo i w dziedzinie mostowej mamy czym się pochwalić. No, może nie mostem, ale... kładką dla pieszych nad ul. Szarych Szeregów. Sama kładka kojarzyła mi się od początku ze Złotymi Wrotami w San Francisco z powodu zarówno wiszącej konstrukcji, jak i koloru. Na wizualizacjach wszyscy widzieli, że miała być koloru zielonego, a wyszła... prawie zielona, czyli pomarańczowa. Rodzima Golden Gate i poza konstrukcją jest wyjątkowa, bo od zakończenia prac (czyli od ponad roku) jest kładką nieużywaną. Aby nikt chodząc nierozważnie i nieodpowiedzialnie budowli mostowej nie zniszczył („gdyż obiekt grozi zawaleniem”), jest całodobowo strzeżona. I właśnie dzięki tej nieukończonej konstrukcji prezydent mógł stworzyć trzy miejsca pracy – z tych obiecanych 8 tys.
- Panie, powiedz pan, co z tą kładką? Kiedy ją wreszcie otworzą – pytają się mnie taksówkarze Rekord Taxi, z którymi czasami przejeżdżam pod konstrukcją grożącą (w niesprzyjających okolicznościach) zawaleniem. I co mam im odpowiedzieć? To, że prezydent i wiceprezydent dali ciała i niezbyt starannie nadzorowali inwestycję, mimo że mieli informację od firmy budującej ową kładkę, że projekt jest wadliwy? Że miały być zamontowane tłumiki drgań, które jeszcze nie zostały wyprodukowane, mimo że już dawno powinny się na kładce zadomowić? Szczerze, to nie wiem, co mam odpowiedzieć. Chyba pozostaje skierować ich pytania do jednego z wiceprezydentów. Tego najwyższego (wzrostem), który czasami, aby dobrze wypaść przed kamerą, staje w rozkroku. Może kiedyś (choć wątpię) wykaże się odwagą i odpowie mieszkańcom, dlaczego nie nadzorował wydawania grubych milionów z budżetu miasta na Złote, przepraszam, Pomarańczowe Wrota.
Pozostaje jeszcze jedno pytanie... Po co cieć w tej cieciówce stojącej pod mostem siedzi? I to nie jest głupie pytanie. Bo zwróćmy uwagę, że kładka jest chroniona tylko od strony kościoła. Jeśli zatem ktoś na nią wejdzie z przeciwnej strony, to czy ktoś go zatrzyma, czy też zostanie schwytany dopiero po niedozwolonym przejściu, gdy owego przejścia dokona? Patrząc na sprawę z drugiej strony (tej strony, gdzie owa cieciówka się znajduje), co zrobi cieć, gdy ktoś będzie chciał pp partyzancku przebiec przez kładkę? Czy będzie go gonił przez budowlę, na którą jest zakaz wstępu? A co z przepisami BHP? Przecież ów stróż nie powinien wchodzić na konstrukcję, która (w niesprzyjających warunkach) może grozić zawaleniem. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby zabezpieczenie samej konstrukcji tak, jak to miało miejsce podczas jej budowy.
I jeszcze jedna nieostrożna myśl przychodzi mi do głowy... A może ten most wcale taki potrzebny nie był? Całkiem poważnie się nad tym zastanawiam. Bo skoro by była aż tak wielka potrzeba za tyle milionów, to może ktoś by tej inwestycji porządnie pilnował? Może i ktoś by w końcu za brak nadzoru i popełnione błędy odpowiedział? A tak mamy wydane 4 mln zł na coś, z czego nikt nie korzysta i kolejne pieniądze wydawane miesiąc w miesiąc na jej pseudoochronę. Jedno jest pewne - dzięki tej drogiej inwestycji mamy teraz nasz lokalny, powiatowy Golden Gate Tower Bridge i Most Brookliński w jednym. Może dzięki temu o naszym mieście znowu będzie głośno? Głośniej, niż dzięki lotnisku, chytrej babie czy „sile w precyzji”? Nie od dziś wiadomo, że w prowizorkach siła!














Napisz komentarz
Komentarze