Moya Radomka Radom przeżywa jeden z najtrudniejszych momentów w ostatnich latach. Klub oficjalnie poinformował o rozstaniu z trzema zawodniczkami - Julie Lengweiler, Martyną Piotrowską i Weroniką Szlagowską - nie wykluczając kolejnych zmian w składzie, a całą sytuację tłumaczy koniecznością wdrożenia planu ratunkowego. Jak podkreślono w oświadczeniu, decyzje personalne mają bezpośredni związek z problemami finansowymi, które pojawiły się po tym, jak zapowiadane przed sezonem wsparcie od dużego partnera nie weszło w życie, a także po braku uruchomienia rządowego programu wsparcia dla klubów grających w europejskich pucharach.
Do całej sytuacji na konferencji prasowej odnieśli się Łukasz Kruk, dyrektor klubu oraz Piotr Zaniat, pełnomocnik zarządu.
Łukasz Kruk, dyrektor Radomki: - Te decyzje zostały podjęte przede wszystkim po to, aby klub nie powiększał zadłużenia. Mogę to powiedzieć z pełną świadomością. Poza jedną zawodniczką wszystkie kontrakty były do tej pory regulowane na bieżąco. Podjęte ruchy mają sprawić, że zadłużenie spółki nie będzie rosło. Bez nich w czerwcu mogłoby ono przekroczyć milion złotych. Liczymy też, że wydarzenia z ostatnich dni przyniosą pozytywny odzew. Pojawiają się sygnały ze strony firm, które deklarują chęć pomocy. W optymistycznym wariancie pozwoliłoby to zamknąć sezon z bilansem bliskim zera. Sezon na pewno zostanie dokończony, a te decyzje dają nam możliwość myślenia także o kolejnym. Mamy już podpisane pewne umowy oraz mamy zapewnienia sponsorów.
W przestrzeni publicznej często pojawia się zarzut, że jeśli nie ma podpisanych umów sponsorskich, nie powinno się zawierać kontraktów z zawodniczkami. W realiach siatkówki wygląda to jednak inaczej. Na przykład w męskich rozgrywkach czołowi zawodnicy są zakontraktowani już w listopadzie czy grudniu, przy braku pełnej wiedzy o tym, w jakiej kondycji finansowej będą sponsorzy za kilka miesięcy. Gospodarka bywa zmienna i zdarza się, że firmy, mimo wcześniejszych deklaracji, ograniczają wsparcie z powodu gorszej koniunktury. W takich sytuacjach klub nie idzie do sądu, tylko próbuje dostosować się do realiów i szukać rozwiązań.
O udziale w europejskich pucharach mimo braku ministerialnego programu Poland Travel:
W przestrzeni publicznej pojawiały się informacje, że program Poland Travel został zakończony, a w kuluarowych rozmowach, m.in. podczas spotkań prezesów klubów z ligą, mówiło się o próbach jego przywrócenia. Dotyczyło to nie tylko siatkówki, ale także innych dyscyplin, ze szczególnym naciskiem na piłkę nożną. Ostatecznie program nie został uruchomiony. Pojawiały się jeszcze pomysły innej formy wsparcia, choćby dotacji na pokrycie kosztów wyjazdów, jednak również one nie doszły do skutku.
Decyzja o zgłoszeniu zespołu do rozgrywek Pucharu CEV zapadła wcześniej, wiosną ubiegłego roku, bo do maja obowiązywał termin zgłoszeń. Budując drużynę i prowadząc rozmowy ze sponsorami, klub zakładał, że udział w europejskich pucharach zwiększy wartość medialną Radomki. Zespół grający w Europie jest atrakcyjniejszy zarówno dla partnerów biznesowych, jak i dla zawodniczek, które chętniej wybierają kluby rywalizujące na arenie międzynarodowej.
Dwie rundy Pucharu CEV aktualnego sezonu, które Radomka ma już za sobą, nie generowały jeszcze kosztów mogących zachwiać finansami klubu. Były to wydatki odczuwalne, ale mieszczące się w ówczesnych założeniach. Kluczowym problemem okazał się brak wsparcia z programu Poland Travel, na które klub liczył, podejmując decyzję o udziale w europejskich rozgrywkach.
O aktualnej sytuacji i planach na kolejny sezon:
Łukasz Kruk: - W ostatnich latach Radomka zajęła szóste miejsce, które pozwoliło na grę w europejskich pucharach, a w sezonie poprzednim uplasowała się na piątej pozycji. Biorąc pod uwagę poziom pozostałych halowych zespołów w Radomiu, to i tak była najwyższa lokata. Władze klubu potrzebują teraz czasu, żeby ocenić sytuację po ostatnich ruchach kadrowych. Sprawy związane z Moniką Gałkowską powinny wyjaśnić się do końca tygodnia, a następnie zarząd zbierze informacje o brakujących środkach, które pozwolą wyjść na zero finansowo - być może już do końca czerwca.
Równocześnie trzeba już myśleć o budowie składu na kolejny sezon. Ale tutaj teraz nie chcemy mówić, że będziemy robić słabszy zespół na kolejny sezon. W sporcie, a w naszej dyscyplinie szczególnie, decyzje podejmuje się z dużym wyprzedzeniem - menadżerowie zawodniczek wysyłają już informacje, że kluby podpisują kolejne kontrakty. Przykładem jest jedna z siatkarek, która niedawno odeszła z Radomki i już wcześniej poinformowała, że podpisała umowę w innym klubie na nowy sezon. To pokazuje, w jak dynamicznej i wymagającej sytuacji operuje klub.
Piotr Zaniat, pełnomocnik zarządu Radomki: - Sponsorzy, którzy są z nami obecnie, deklarują, że pozostaną przy klubie, za co oczywiście jesteśmy bardzo wdzięczni. Jednocześnie wszystkie decyzje i ruchy kadrowe, były podejmowane po to, aby w obecnej kondycji finansowej ustabilizować sytuację i zapewnić dalsze funkcjonowanie klubu.
Jeśli chodzi o przyszły sezon, będziemy musieli zrewidować swoje plany. Dziewczyny zawsze walczyły na parkiecie o jak najwyższe cele, a teraz prawdopodobnie skupimy się na miejscach w 6-10, pozostawiając jednak miejsce na niespodzianki. Zawodniczki, które obecnie spędzają więcej czasu na ławce, mogą okazać się równie wartościowe. Dobrym przykładem jest Norbert Huber, który kiedyś wszedł do Czarnych jako junior, a dziś jest czołową postacią reprezentacji Polski.
Reakcja klubu była konieczna. Od dwóch sezonów prowadziliśmy rozmowy z dużym sponsorem, który miał wesprzeć nas już w poprzednim sezonie. Choć były zapewnienia, ostatecznie wsparcie nie pojawiło się, a podobna deklaracja na obecny sezon również nie została sfinalizowana w formie podpisanej umowy. Ponieważ nie mieliśmy gwarancji finansowych, nadszedł moment, w którym trzeba było działać - czekanie i "zaciemnianie" sytuacji byłoby nieuczciwe wobec klubu i zawodniczek.
Nie mogliśmy dopuścić do sytuacji, w której płynność finansowa Radomki byłaby zagrożona, a klub stałby się niewypłacalny. Dlatego w styczniu, gdy stało się jasne, że umowa z dużym sponsorem nie zostanie podpisana, podjęliśmy decyzję o przeorganizowaniu klubu i wyznaczeniu nowych celów. Naszym priorytetem jest, aby Radomka pozostała stabilną, silną marką i firmą działającą na wysokim poziomie.
O ekwiwalencie reklamowym generowanym przez Radomkę:
Łukasz Kruk: Wczoraj otrzymaliśmy ekwiwalent reklamowy za grudzień. Nasz klub osiągnął w tym miesiącu wartość 24 miliony, podczas gdy drugi w lidze DevelopRes - 12 milionów. Wynika to m.in. z trzech dobrze oglądanych meczów, które przyciągnęły ponad 60 tysięcy widzów.
Obecnie Radomka ma największy ekwiwalent w lidze - 47 milionów po trzech miesiącach. Chcieliśmy tym pokazać, że nasz klub i drużyna skutecznie promują miasto, a gra w europejskich pucharach dodatkowo zwiększa jego rozpoznawalność. Wydaje się też, że inne halowe drużyny długo nie będą mogły powtórzyć takich wyników medialnych. Dobrym przykładem jest również Radomiak, którego występy w pucharach pozytywnie wpływają na wizerunek miasta.
To pokazuje wartość, jaką ma Radomka, i dlaczego warto wspierać klub. Dlatego, jak wspomniał Piotr, podjęte decyzje finansowo-księgowe miały na celu zapewnienie stabilności klubu, aby żadna z zawodniczek, sztab ani kontrahenci nie zostali poszkodowani i otrzymali swoje wynagrodzenia po zakończeniu sezonu.
Jak występy w europejskich pucharach przełożyły się na umowy sponsorskie?
Łukasz Kruk: Trudno dokładnie wyliczyć, jak udział w europejskich pucharach przełożył się na umowy sponsorskie, ale w zeszłym roku po naszej dobrej grze, nawet w przegranym meczu z Vasasem Budapeszt, udało mi się podpisać trzy nowe kontrakty. Były to umowy drobniejsze - nie sponsor tytularny czy strategiczny – ale bardzo cenimy również wsparcie lokalnych sponsorów, którzy płacą tysiąc czy dwa tysiące miesięcznie i budują wokół klubu społeczność. Wielu z nich regularnie przyjeżdża na mecze, a część planuje nawet wyjazd na rewanżowy mecz w Rumunii w trzeciej rundzie Pucharu CEV.
Decyzja o zmianach kadrowych została przyjęta ze smutkiem, ale też ze zrozumieniem. Otrzymaliśmy też pozytywny odzew ze strony ludzi z ligi i osób związanych ze sportem, którzy podkreślali, że klub miał odwagę podjąć taką decyzję. Wiele innych klubów w podobnych sytuacjach próbuje przetrwać okres kryzysu, zadłużając się i licząc na środki z kolejnego sezonu. W Radomce podjęto decyzję, żeby przerwać ten cykl, wyprostować sytuację finansową i zacząć budować klub od nowa.
O problemach, z jakimi boryka się Tauron Liga.
Łukasz Kruk: - Nie chcę wypowiadać się za inne kluby. 12 lutego odbędzie się zebranie prezesów ligi, na którym te tematy będą poruszane, bo wyzwań w Tauron Lidze jest bardzo dużo. Jednym z największych jest odpływ zawodniczek do Turcji czy Grecji. Nie jesteśmy w stanie konkurować z tymi krajami - tamtejsze kluby płacą nie tylko więcej niż w Polsce, często dwukrotnie więcej, a dodatkowo oferują lepsze warunki życia. Ten trend prawdopodobnie długo się nie odwróci.
Coraz trudniej jest też pozyskiwać prywatnych sponsorów, a Spółki Skarbu Państwa wspierają kluby dużo mniej niż w poprzednich latach. Dyskutowane są różne pomysły na poprawę sytuacji, np. zwiększenie limitu do czterech zawodniczek zagranicznych, ponieważ brak siatkarek z polskim paszportem powoduje wzrost kosztów kontraktów. To w pewnym sensie nakręca spiralę zadłużenia, bo każdy klub chce utrzymać się w lidze.
Na spotkaniu 12 lutego zobaczymy też, jakie propozycje padną ze strony prezesów ligi. Wiem, że trwają też rozmowy nad programem ministerialnym związanym ze szkoleniem młodzieży i przewidziana jest pewna pomoc dla klubów, choć nie mogę zdradzać szczegółów.
Ogólnie sytuacja w żeńskiej Tauron Lidze nie jest obecnie dobra. Nie chcę oceniać innych klubów pod kątem zaległości finansowych, ale trzeba zaznaczyć, że w Radomce w ciągu ostatnich dziesięciu lat zdarzały się opóźnienia, np. dwumiesięczne. Struktura finansowa naszego klubu jest jednak inna - zawodniczki zawsze otrzymują środki, np. ze stypendiów miejskich. Obecnie dostają też wsparcie z dotacji, co pozwala w dużej mierze zabezpieczyć wypłaty dla zawodniczek. Ta forma pomocy, choć może nie odpowiadać wszystkim prezesom czy dyrektorom, pozwala przede wszystkim, aby środki trafiały bezpośrednio do zawodniczek
O Akademii Radomki:
Łukasz Kruk: - Praca Akademii Radomki jest na bardzo wysokim poziomie. Mogę to ocenić z własnego doświadczenia - kiedyś przez rok pełniłem funkcję dyrektora Akademii i wtedy w niej trenowało nieco ponad czterdzieści dziewczynek, a dziś jest ich ponad trzysta. Problemem jest to, że najlepsze zawodniczki już od pierwszej klasy liceum trafiają do innych klubów. Mimo że coraz więcej dzieci przychodzi do Akademii i szkolenie jest coraz lepsze, wciąż trudno stworzyć struktury porównywalne z warszawskimi klubami, które są nastawione wyłącznie na szkolenie młodzieży. Mają one klasy sportowe, szkoły, internaty i przyciągają dziewczynki nie tylko z Mazowsza. Rodzicom bardzo utalentowanych zawodniczek łatwiej przekonać je do przejścia do takich ośrodków, gdzie mogą kontynuować intensywny rozwój. Z tego powodu obecnie trudniej jest bezpośrednio wspierać pierwszą drużynę młodymi zawodniczkami z Akademii - poziom nie jest jeszcze wystarczająco wysoki, żeby mogły od razu wejść do seniorskiego składu.
Co teraz czeka Radomkę?
Piotr Zaniat: - Projekt sportowy w tym momencie będzie realizowany w mniejszym zakresie niż projekt finansowy - na tym się teraz przede wszystkim koncentrujemy. Widzieliśmy, co dzieje się w innych klubach, np. u Czarnych, i jak trudna potrafi być sytuacja finansowa w sporcie. Dodatkowo obecny okres nie jest łatwy dla firm i działalności gospodarczej, dlatego trzeba zareagować szybko, żeby nie popełnić błędów, które czasem doprowadzały inne kluby do problemów. Czasem oznacza to też odłożenie ambicji sportowych na bok.
Chcę podkreślić ogromne zaangażowanie Łukasza, który jako sportowiec doskonale rozumie całą sytuację i aktywnie uczestniczy w planowaniu kolejnych kroków. Wierzymy, że w ciągu najbliższego roku, półtora do dwóch lat, klub odbuduje swoją pozycję i wróci do pełnej siły. Chcemy to zrobić jak najszybciej, ale wymaga to czasu i przemyślanej pracy.
Łukasz Kruk: - Myślę, że osoby odpowiedzialne za sport w Radomiu znają nasze problemy. Nie możemy jednak narzekać na poziom finansowania sportu w mieście - pojawiają się konkursy i doraźne formy wsparcia. Oczywiście zawsze mogłoby być więcej, i w takiej sytuacji możemy jedynie apelować do władz miasta o większą pomoc. Powiem wprost - wolimy iść drogą, o której wspomniał Piotr i zarząd. Jeśli kiedykolwiek będziemy oficjalnie prosili miasto o wsparcie, chcemy przyjść z klubem, który jest finansowo uporządkowany, ma wsparcie sponsorów i nie ma narastającego długu, zamiast przychodzić z ponadmilionowym zadłużeniem.
Podstawą naszego funkcjonowania jest też firma prywatna Moya, która wspiera nas od lat i nadal będzie to robić. Dzięki temu, nawet jeśli po sezonie pojawi się potrzeba dodatkowej pomocy miasta, klub będzie przygotowany i stabilny do takiego rozwiązania.















Napisz komentarz
Komentarze