Cztery ostatnie filmy, superprodukcje kasowe, które w ciągu kilku godzin od premiery zwracały się z nadwyżką, oflagował swoją twarzą Daniel Craig. Jak jednak rok temu zapewnił, dłużej jako James występować nie będzie. Właściwie w trybie natychmiastowym internauci na całym świecie zaczęli spekulować, kto mógłby stać się nowym wcieleniem agenta. Wśród propozycji były te niedorzeczne, jak i bardzo prawdopodobne – niektórzy twierdzili nawet, że może by złamać nieco kanon i wprowadzić czarnoskórego aktora na miejsce Craiga. Na liście bardzo często pojawiał się Idris Elba, który jak sam twierdził „szpieg może mieć każdy kolor skóry”.
Najchętniej jednak na temat swojego udziału wypowiedział się Chris Hemsworth, który za sprawą ostatnich superprodukcji „Avengers” i roli nordyckiego boga Thora, jest na fali.
„Fakt, nie znam wielu ludzi, których na to [zagranie roli Bonda] stać. Wiem też, że zagranie Bonda może być przerażające i zniechęcające, ale z drugiej strony, która rola taka nie jest?”
Czy pasuje na Bonda? Klasycznego bryta, męskiego w każdym calu, silnego jak wół, inteligentnego jak Hawking i mającego libido stada byków? Tego nie wiem. Jedyne czego chce – to kolejnej historii ze szpiegiem w Jej Królewskiej Mości.














