
Szyc dwa lata temu skończył ze swoimi ciągami alkoholowymi, a jak sam wspomina nie miał wyjścia, bo to negatywnie wpływała na jego karierę zawodową i życie osobiste. Potrafił na ten przykład awanturować się na planie o to, że to on jest wielkim aktorem… a zdjęcia ruszały dopiero jak wytrzeźwiał. Prze alkohol najbardziej jednak ucierpiały jego relację z 11-letnią obecnie córką, Sonią. Zostawił ją zaraz po urodzeniu, a później mimo że próbował się nią zajmować, jakoś mu się to nie udawało.
„Przestałem chlać, ale zrobiłem jeszcze parę innych ważnych rzeczy. Oczywiście, Sonia była najmocniejszym bodźcem do tego, żeby ogarnąć wreszcie swoje życie. Ale przez wiele lat po jej narodzeniu wciąż byłem kompletnie nieogarniętym chłopaczkiem, który płynie sobie przez życie. Ja byłem wtedy niegotowy do kwadratu. Rozimprezowany i rozlatany. W wielkim uderzeniu, w momencie największego rozwoju kariery i popularności. Nie sprzyjało to byciu "fajnym tatą". Ale od samego początku poczułem z córką ogromną więź. Miałem wtedy w sobie mnóstwo dziecka. Dalej zresztą je mam, ale dziś jest go chyba jednak nieco mniej. Myślę, że aby zostać ojcem, musisz najpierw poradzić sobie samemu z sobą.”- czytamy w magazynie Uroda Życie.














