
W wypowiedziach radomskiego zespołu da się odczuć niedosyt po środowym widowisku. Zawodnicy zgodnie podkreślają, że zabrakło niewiele, by sprawić ogromną niespodziankę i pokonać drużynę, która zajęła pierwsze miejsce w tabeli PlusLigi po fazie zasadniczej.
Choć to Resovia w sobotę będzie mogła cieszyć się atutem własnej hali, zapewne po brzegi wypełnionej kibicami, "Wojskowi" nie zamierzają ułatwić rywalom zadania. Radomianie pokazali już, że są w stanie zagrozić wicemistrzom Polski, choćby patrząc na czwarty set ostatniego spotkania (Czarni wygrali 25:20 - przyp.), czy pozostałe partie, których losy rozgrywały się w końcówkach. Warto wspomnieć także mecz sezonu zasadniczego sprzed miesiąca, kiedy to zawodnicy Andrzeja Kowala wygrali we własnej hali dopiero po tie-breaku.
- Resovia będzie faworytem, zrobi wszystko, by wygrać w dwóch meczach. Zapewniam jednak, że łatwo skóry nie sprzedamy. W środę popełniliśmy kilka niewymuszonych błędów. Jeśli je wyeliminujemy, wcale nie stoimy na straconej pozycji. Wszystko może jeszcze się zdarzyć. - powiedział Wojciech Żaliński, przyjmujący radomskiej ekipy, który w pierwszym meczu zdobył 19 punktów.
Jeżeli podopiecznym Roberta Prygla uda się pokonać faworyzowaną drużynę "Pasów", w niedzielę (1 marca) o godzinie 14:45, również w Rzeszowie dojdzie do decydującego starcia obu ekip. Zwycięzca awansuje do półfinału, w którym
będzie walczył z triumfatorem pary Jastrzębski Węgiel - Cuprum Lubin (pierwszy mecz Cuprum pewnie wygrało 3:0). W wypadku przegranej, radomianom przyjdzie walczyć o miejsca 5-12, a ich przeciwnikiem będzie wygrany z pary AZS Politechnika Warszawska - Indykpol AZS Olsztyn (w pierwszym meczu 3:2 dla Olsztyna).
Początek spotkania Asseco Resovia Rzeszów - Cerrad Czarni Radom w sobotę, 28 lutego o g. 17:00 w rzeszowskiej hali Podpromie.












