O Robercie Lewandowskim i jego żonie Ani, strasznie głośno ostatnimi dniami. Trochę trudno się dziwić. Przez ostatnich dziewięć miesięcy opinia publiczna wstrzymywała oddech przed nadejściem „Royal Baby”, bo takim górnolotnym sformułowaniem określono dziecko piłkarza i blogerki.
W szale gratulacji i wciąż przed „baby shower”, życzenia wszystkiego co najlepsze złożyła im inna celebrytka, gwiazda muzyki popularnej (lat X temu) Edyta Górniak.
Wspaniale! Życzę im szczęścia. Wspaniale, że zostali rodzicami. Cudowny czas przed nimi.
Oczywiście, w tym samym wywiadzie dla SE.pl (bo po co miałaby składać życzenia osobiście? To już passe przecież), poinformowała o tym, że Prima Aprilisowy żarcik, wcale nie jest żarcikiem. Mowa tutaj o duecie GÓRNIAK-DONATAN, czyli Górniatan (nazwa autorska, nie bić mnie proszę). Na wspólnej płycie miałyby pojawić się także kawałki… z Robertem Lewandowskim.
Wspólny duet z Robertem? Myślę, że to całkiem możliwe. Jestem przekonana, że Robert by sobie lepiej poradził w studiu przed mikrofonem z moją pomocą niż ja na boisku z jego pomocą. Allan już dziś nie szaleje tak za piłką nożną jak kiedyś. Dziś zdecydowanie wolałabym wyprodukowanie piosenki dla Roberta. A najchętniej spotkałabym się z jego żoną, żeby jakieś brzuszki porobić. Przydałoby mi się.
To ja (może nie osobiście, ale o to byłoby trudno) składam Lewandowskim kolejne, gorące życzenia "wszystkiego najlepszego" i mam nadzieję, że Robert "swoim floł położy wszystkich łaków". Czy jakoś tak.












