Idziemy na grilla, czyli Równy na długi weekend

Idziemy na grilla, czyli Równy na długi weekend
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
IDZIEMY NA GRILLA, CZYLI RÓWNY NA DŁUGI WEEKEND

 

Maska samochodu ciut się już rozgrzała, ale Rudy przezornie wziął kuchenną ścierkę, więc posłużyła za obrus. Olo rozłożył na niej kiełbasę i chleb, Malina przyniósł też ketchup i musztardę.

Maliny akurat ani Rudy, ani Olek nie lubili. No ale... Przydał się. Grilla miał nowego, dużego.

- I do tego składany, w sam raz na piknik! – chwalił się.

No to go wzięli. Zwłaszcza, że reszta chłopaków porozjeżdżała się po świecie za robotą, albo po różnych więzieniach. A co to za grill we dwójkę. Jak, kurde, geje jakieś. Więc wzięli Malinę na trzeciego, z tym jego grillem nowym, składanym.

Słońce grzało pięknie i mocno, jak to na początku maja potrafi, a piwo było chłodne. Malina rozpalił węgiel, Olek włączył na cały regulator hip-hopowy kawałek, z komórki. - Szkoda, ze radia nie ma – spojrzał smętnie do wnętrza samochodu.

- Szkoda – odburknął Rudy.

- A miałeś się rozejrzeć...

- Ty taki mądry nie bądź, ludzie się pilnują, mało kto teraz radia zostawia.

Kiełbasa na ruszcie zaczęła pękać i strzelać przezroczystym płynem.

- Więcej wody w tym niż mięsa – Rudy po uwadze Ola o radiu zupełnie stracił humor. – Co oni teraz sprzedają ludziom...

- Z reklamacją trzeba by iść – stwierdził Malina – No, ale kto by tam z kiełbasą leciał...

- Z reklamacją ? – zadrwił Olek. - Że co, pani Halinko, wynieśliśmy pani 2 kilo ze sklepu, ale niedobrej jakiejś?

- Właśnie, Olo, trzeba było patrzeć, coś brał – Rudy zrewanżował się za radio.

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjciIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+PHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjciIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+PHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+

- No jak, no jak poznasz, jak to wszystko w foliowych paczuszkach, ani powąchać, ani dotknąć. No niby kiełbasa, napisane, że pierwsza klasa. Może jakbyś dłużej tę Halinkę zagadywał, to bym coś wybrał lepszego. A tak, łapu – capu za pazuchę i chodu.

Może by się i o kiełbasę pokłócili, ale na piaszczystej ścieżce nieopodal pojawiła się postać, na którą musieli zwrócić uwagę. Zwłaszcza, że się nie spodziewali żadnych postaci. Była to babina, z długim, siwym, potarganym włosem, zgarbiona niemożliwie, okręcona szarą, postrzępioną chustą, w dziurawych trampkach. I co najlepsze, targała na plecach wiązkę chrustu.

- Ja pierdzielę, Baba Jaga – zaśmiał się Olo. Gapili się jak na postać z baśni.

Tymczasem babka potknęła się o kamień i wyrżnęła w piach drogi. Olo i Rudy przysiedli na masce, dla spokojniejszego oglądu.

- To drzewo na plecach ją przygniotło chyba. Nie wstanie - zawyrokował Olo. 

- Ee, da radę – sprzeciwił się Rudy, widząc jak stara podnosi się na łokciu.

Jednak nie dała. Opadła bez sił i zaczęła pojękiwać.

- Pomóc by trzeba chyba – z wysiłkiem wystękał w końcu Malina.

Tamci spojrzeli na niego.

- No, to pomóż.

Malina podszedł do babiny, zdjął z niej chrust i pomógł wstać. Powoli podeszli do samochodu.

-  Dziękuję chłopcy, dziękuję - babcia czegoś ożywiła się. – Gdyby nie wy, to już bym tak chyba w tym piachu została...

- A to babcia tak sama w lesie żyje? – zainteresował się Olo.

- A sama, samiuteńka, odkąd mąż, świeć panie nad jego duszą... O jagodach i grzybach człowiek żyje. Dobrze że chociaż emeryturę przyniosą raz w miesiącu... A może piękni chłopcy odwiedzą starowinkę? Niedaleko. Herbaty zrobię miętowej...

Na wzmiankę o emeryturze oczy Olowi błysnęły. Przejął od Maliny chrust, zarzucił sobie na plecy i zaordynował:

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjQxIiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjQxIiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+

- No, jak tak babcia zaprasza, nie można odmówić. Rudy, zamknij samochód w razie co.
- A grill? – zmartwił się Malina.

- A kto ci tu grill zapieprzy w lesie? Zresztą, herbatkę wypijemy i zaraz wracamy. Prawda, babciu?

- A tak tak, herbatkę...

Chata rzeczywiście nie była daleko i wcześniej nie zauważyli jej tylko dlatego, że, zbudowana z pociemniałego drewna, cała omszała, częściowo zarośnięta winoroślą, zlewała się z lasem, jakby zamaskowana. A wnętrze rzeczywiście przypominało chatkę Baby Jagi. I kot był chudy, i miotła postrzępiona, i pajęczyny.

Babka sprawnie i szybko napaliła w kuchni i postawiła na ogniu czarny od sadzy czajnik. Olo tymczasem razem z Rudym zachwycać się zaczęli a to starym kredensem, a to wiązką czosnku wiszącą u powały, a to skrzynią malowaną. Myszkować zaczęli po całym domu. Malina zaś próbował nawiązać konwersację. Babce ani jedno ani drugie jakoś nie przeszkadzało. W końcu gospodyni postawiła na stole trzy parujące kubki. Pierwszy spróbował Olo.

- Dziwnie pachnie...  – rzucił niepewnie.

- Nie bądź cham. Trzeba z babką najpierw po dobroci pogadać – syknął Rudy i łyknął sporo.

- Dobre, dobre, sama ziółka rwałam – babka ucieszyła się, widząc, że i Malina popija herbatkę.

Na efekty długo nie trzeba było czekać. Pierwszy Olo zdrętwiał i wydał z siebie krótki dźwięk, jakby kwiknięcie. Zaraz to samo z Rudym i Maliną. Wszyscy trzej padli na podłogę. Kurczyć się zaczęli i porastać szczeciną. Twarze się im pomarszczyły dziwnie, uszy powiększyły i oklapły. Trwało to wszystkiego z piętnaście minut. Babka zatarła ręce. A potem pozbierała z podłogi ubrania, portfele i telefony, zapędziła trzy warchlaczki do zagrody za chatą, wyjęła zza pazuchy komórkę i wyszukała numer.

- Waldek? Samochód jest do wzięcia. Volkswagen passat. Nie, na części. Nie bój, nie bój, drogo nie chcę. A, i  jak byś kupca znalazł na dwa świniaki... 

Rozłączyła się i spojrzała na ryjące w ziemi, pochrumkujące zwierzaki. Jeden, z rudą szczecią na grzbiecie, spojrzał na nią małymi oczkami. Uśmiechnęła się do niego:

- A trzeciego to sobie na święta zostawię, utuczę. Jeść przecież trzeba...

Sebastian Równy

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjMiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo8c2NyaXB0IGFzeW5jIHNyYz0iLy9yLmNvemFkemllbi5wbC9zZXJ2ZXIvd3d3L2RlbGl2ZXJ5L2FzeW5janMucGhwIj48L3NjcmlwdD4=
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjMiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo8c2NyaXB0IGFzeW5jIHNyYz0iLy9yLmNvemFkemllbi5wbC9zZXJ2ZXIvd3d3L2RlbGl2ZXJ5L2FzeW5janMucGhwIj48L3NjcmlwdD4=

#WieszPierwszy

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE1IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE1IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+

Polecamy