W przyszłości wszyscy flirtują z komputerami. Recenzja filmu "ONA"

W przyszłości wszyscy flirtują z komputerami. Recenzja filmu
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
"Ona" to bardzo ciekawe połączenie filmu romantycznego z lekkim s-f. Akcja została osadzona w roku 2025. Do tego czasu świat trochę zdąży się zmienić: do mody wejdą dziwne, sztywne kurtki w pastelowych kolorach, powrócą koszulki polo, a spodnie będziemy podciągać podejrzanie wysoko. Natomiast elektronika stanie się już całkowicie wszędobylska, wspinając się na zupełnie nowe poziomy, zwłaszcza w kwestiach social media.

Bohaterem filmu jest Theodor Twombly (Joaquin Phoenix), który przed rokiem rozstał się ze swoją żoną Catherine, a obecnie prowadzi samotnicze życie. Zarabia, piszcząc dla innych kartki z życzeniami, wieczorami gra w futurystyczne gry video lub serfuje w internecie po stronach dla dorosłych. Czasem zdarzy mu się poflirtować z nieznajomą przez coś w rodzaju telefonicznego serwisu społecznościowego. Nie jest jednak w stanie pchnąć swojego życia dalej. Pewnego dnia zwraca uwagę na reklamę nowego systemu operacyjnego. Samantha (Scarlett Johansson), bo takie imię nadaje sobie OS, okazuje się bardzo inteligentną, zabawną i pomocną towarzyszką, coraz bardziej wkradającą się w życie Theodora. Ten z czasem zakochuje się w niej... lecz film wcale nie musi prowadzić do tego, czego byśmy się po nim spodziewali.

"Ona" atmosferą przypomina trochę film "Między słowami", również opowiadający o poszukiwaniu siebie w otaczającej nas rzeczywistości. Technika z jednej strony pozwala nam na ciągły kontakt z ludźmi i wszelakie interakcje z nimi, choć głównie za pomocą telefonu, komputera czy internetu, z drugiej zaś ludzie przestali sobie radzić w prawdziwych kontaktach między sobą. Ucieczka w coraz intensywniejsze kontakty ze swoimi OS dla wielu stanowi odpowiedź na wszystkie problemy. Podobnie jest z Theodorem, choć jego historia ma także drugie dno. Jak wiele innych mądrych filmów, tak i ten pozwala bohaterowi na przemianę i dorośnięcie do pewnych decyzji. Dla niego będzie to ostateczne pogodzenie się z faktem, że jego żona odeszła, a sztuczna inteligencja nigdy nie zastąpi prawdziwych uczuć, niezależnie od tego, jak prawdziwe by się one wydawały - nawet dla jej samej. Samantha również rozwija się przez cały film, zadając coraz więc pytań o to, jak to jest być człowiekiem. Nigdy się jednak nim nie stanie, co z czasem prowadzi do dość przykrych następstw.

Film sporo zyskał na wykorzystaniu plenerów współczesnego Szanghaju, który już teraz wygląda bardzo przyszłościowo i nowocześnie. Przepiękna panorama miasta, czy to słonecznym rankiem, czy rozświetloną nocą, niesamowicie współgra z bardzo spokojną, minimalistyczną ścieżką dźwiękową. Plus bardzo urokliwa piosenka "Moon Song" Karen O, którą śpiewa para bohaterów.

"Ona" nie jest typowym filmem dla zakochanych, bardziej dla tych czujących się samotnie lub będących po dotkliwym rozstaniu, jako antidotum na złe czasy. Niefortunnie film omija nasze radomskie kina, a szkoda, bo ze wszech miar jest godny polecenia. W nocy z niedzieli na poniedziałek będzie walczył o Oskary, a w paru kategoriach zdecydowanie na takie wyróżnienie sobie zasłużył.

Tomasz Woźniak

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy