Recenzja "W ukryciu", filmu nakręconego w Radomiu

Recenzja
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
W środę 15 stycznia o godz. 18:30 w kinie Helios odbył się specjalny pokaz filmu "W ukryciu" Jana Kidawy-Błońskiego, reżysera "Różyczki". Film powinien być bliski mieszkańcom naszego miasta - w Radomiu półtora roku temu nakręcono większość scen, głównie wokół ulicy Rwańskiej i Rynku. Na radomską premierę przyszło nam czekać długo. Sala była prawie pełna. Czy warto było czekać?

Film rozpoczyna się komputerowo wygenerowaną lokomotywą, która wyłania się z tunelu i sunie po torach dalej, przez lasy i łąki, aż w końcu znika w kolejnym tunelu. Następnie rozpoczyna się właściwa akcja: Janina, młoda kobieta, powraca w czasie niemieckiej okupacji do rodzinnego miasta, w którym mieszka jej ojciec, prowadzący zakład fotograficzny. Na miejscu okazuje się, że ojciec ukrywa w swoim mieszkaniu córkę swojego przyjaciela, żydówkę imieniem Ester. Gdy zostaje zgarnięty z ulicy przez żołnierzy, to Janinie przypada rola zaopiekowania się  gościem. Z czasem pomiędzy nimi rodzi się przyjaźń. Ester marzy o końcu wojny i odnalezieniu swojego ukochanego. Janina, która na skutek utraty ojca z czasem coraz bardziej zaczyna odcinać się od świata zewnętrznego, postanawia za wszelką cenę zatrzymać swoją przyjaciółkę, którą obdarza miłością i obsesyjną chęcią posiadania. A to prowadzi do zbrodni...



Film mi się nie podobał. Jest po prostu... nudny. Wiele scen zamiast chwytać za serce i poruszać, drażni. Może nie znam się na talencie aktorskim Magdaleny Boczarskiej (Janina) i Julii Pogrebińskiej (Ester), ale o ile epizodyczne występny Tomasza Kota, Jacka Braciaka i Agaty Kuleszy były bardzo przyjemne i dobrze zagrane, tak para głównych bohaterek, na barkach których powinien spoczywać cały ciężar filmu, w ogóle mnie nie przekonały. Cały ten wątek ich miłości wyrósł jakby znikąd. Niby fajnie rozwiązano pogłębiającą się obsesję Janiny na punkcie Ester, ale zabrakło "tego czegoś", co uczyniłoby film przynajmniej dobrym thrillerem. Wszystko wydaje się być pozbawione emocji i głębszego wyrazu. Postać Ester est męcząca. Jej lęk przed światem zewnętrznym wydaje się sztuczny, podobnie jak i rodzący się z czasem strach przed własną "opiekunką".
W dodatku aktorka co parę minut świeci cyckiem, co wydaje się nachalne i pozbawione działającej na wyobraźnię erotyki, która pomogłaby zbudować pełne emocji postacie.

Zastosowane tu i ówdzie efekty komputerowe są tanie, zupełnie niepotrzebne i czynią dane sceny jakby odrealnionymi. Samego miasta również niewiele pokazano: raptem fragment jednej uliczki i widok z okna na rynek. Promocja dla Radomia to żadna, tym bardziej, że prawie cały film dzieje się w zamkniętych pomieszczeniach. Nie czułem również grozy okupacji - widzimy raptem paru niemieckich żołnierzy, później, już po wojnie, radzieckich.
Przysięgam, plusów filmu praktycznie nie widzę. "W ukryciu" wnosi naprawdę niewiele do polskiej kinematografii i zostanie prawdopodobnie szybko zapomniane. Nie mam więc żalu, że nie grają go w kinach bez przerwy. Ostatnia scena filmu to ta sama sekwencja z pociągiem z jego początku. Najwyraźniej ma to nam zasugerować, że po tych niecałych dwóch godzinach spędzonych w kinie nic nie osiągnęliśmy i wróciliśmy do punktu wyjścia. Po prostu rewelacja...

Tomasz Woźniak

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy