Radio Rekord Radom 29 lat z Wami Radio Rekord Radom 29 lat z Wami
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjEiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo=
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjEiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo=

Legendy radomskie. Skąd się wzięła nazwa wsi Cerekiew?

Legendy radomskie. Skąd się wzięła nazwa wsi Cerekiew?

Jak Iwo Daniłowicz burmistrzankę z rąk zbójców oswobodził

 

Już po raz dziewiąty zmierzał Iwo Daniłowicz wąską dróżką ku widniejącym w dali czerwonym murom miasta Radomia, na próżno szukając sposobu, którym mógłby przezacnych ojców grodu na czele z burmistrzem, o słuszności swej sprawy przekonać. Rzecz wlokła się już dobrych kilka lat, od czasu, gdy po zwycięskiej bitwie z Krzyżakami, król Władysław Jagiełło przyznał wyróżnionej grupie Litwinów niewielki obszar ziemi. Nowi przybysze, gdy tylko pobudowali pierwsze domy, rychło pomyśleli też o wystawieniu cerkwi. Cóż kiedy o pieniądzach na jej budowę król jakoś zapomniał, a ojcowie miasta ani myśleli popierać budowli kojarzącej się z religią prawosławną. Stąd też budowa cerkwi wlokła się latami i biedny Iwo Daniłowicz, którego raz po raz wysyłano do burmistrza, daremnie łamał sobie głowę nad rozwiązaniem problemu. Idąc teraz spoglądał smutno w stronę miejskiego ratusza, przy którym zgromadził się spory tłum mieszczan. Wzburzone głosy zebranych nie wróżyły nic dobrego, toteż Iwo podchodząc bliżej zagadnął przezornie:

—Cóż to, nowe święto?

—Bodaj z takim świętem! —odburknął niechętnie zapytany.

—Rankiem Rudobrody ze swoją bandą napadł i burmistrzankę w las uprowadził. Teraz zaś żąda sowitego okupu!

—То сі dopiero! —Iwo nie krył zdumienia.

—Nareszcie —pomyślał —stary sknera mieszek otworzy!

Tymczasem okazało się, że burmistrz nawet ani myśli sam płacić, całą bowiem sumę polecił rozłożyć na wszystkich mieszkańców miasta. Okrzyki niezadowolonych były więc coraz głośniejsze, zanosiło się na niezłą awanturę.

—Nic tu dzisiaj po mnie! —pomyślał w duchu Iwo. Rozmowę tak czy inaczej należało odłożyć, toteż markotny opuścił mury miasta, kierując się z powrotem w stronę lasu. Niespieszno mu jednak było do wsi, jako że ponownie z niczym wracał, pogrążony zatem głęboko w myślach tu i tam wśród drzew jeszcze kluczył.

—Gdyby tak —myślał —burmistrzankę oswobodzić?! Burmistrz złota by wówczas nie pożałował. Tylko jak...? Wejść w układ z Rudobrodym? Mowy nie ma! Stanął bezradny. Ledwie widoczna ścieżka dawno w gąszczu drzew zginęła. Rozejrzał się. Wśród gęstych krzaków leszczyny ujrzał nagle przyczajoną postać mężczyzny. Ciemna, żubrza skóra, spod której wystawały duże żylaste ręce, ledwie kryła sylwetkę nieznajomego. Na wpół dzikie, głęboko osadzone oczy patrzyły ponuro.

—Dokąd to? —mruknął groźnie w stronę Daniłowicza.

—Z grodu idę...! —zaczął niepewnie Iwo.

—Masz okup?!

—Nie twoja to rzecz! Prowadź! —Iwo starał się zachować stanowczy ton. „Jak nic, pierwsze straże Rudobrodego!" —pomyślał.

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjciIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjciIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+

Na szczęście rozmowa na tym się skończyła, zbój odwrócił się i poprowadził, a Iwo podążył za nim. Uszli tak spory kawał drogi, aż w końcu puszcza zaczęła powoli rzednąć, a oczom Daniłowicza ukazała się niewielka polanka. Pod rozłożystym dębem, na stosie skór siedział Rudobrody. Iwo rozpoznał go od razu, cała bowiem twarz herszta ginęła w czerwonym zaroście. Na widok przybyłych banda opryszków zerwała się z legowiska.

—No i co tam?! Dla jedynej córki burmistrz złota nie poskąpił! He! He! He! —zaśmiał się. —To był, przyznasz, pomysł! Samą córkę burmistrza...! Siadaj, Rudobrody źle swoich gości nie przyjmuje, racz więc dokończyć ze mną kolacji. Co prawda spóźniłeś się, ale są jeszcze gotowane jajka. A zatem jedz i opowiadaj z czym przybywasz?

Iwo, strudzony wypadkami dnia, rad był, że sprawa narazie taki obrót przybiera, bez pośpiechu więc zabrał się do jedzenia. Reszta bandy ciekawa wieści okrążyła ich ciasnym kołem.

—A więc...? —zaczął zniecierpliwiony Rudobrody.

—Ano, ojcowie miasta myślą, aby się jakoś rozmówić. Za oddanie burmistrzanki obiecują darować wam niektóre przewinienia... —zaryzykował Iwo.

—Darować?! —Rudobrody aż podskoczył. —Więc przyniosłeś okup, czy nie?!

—...ponadto burmistrz pyta, czy nie zmniejszycie okupu, jako że skarbiec miasta pusty...! —ciągnął niepewnie.

—Pusty powiadasz? —wściekły wzrok Rudobrodego zatrzymał się na leżących jajkach.

—Więc każę mu i za te jajka zapłacić i to tak, że długo mnie popamięta! Ile to jajek zjadłeś?

—Ano cztery! —westchnął markotnie Iwo.

—Zatem powiedz burmistrzowi, że z czterech jajek miałbym cztery kury, te zaś znosiłyby mi jajka, z których znowu byłyby kury, z których...?! —Rudobrody nagle zarechotał głośno. —Klnę się, że za to wszystko burmistrz mi jeszcze zapłaci!

Iwo słuchał, a w głowie zaczęło mu się coraz bardziej mącić z tego wszystkiego. Oto w jaki sposób przez swą lekkomyślność naraził i siebie i burmistrza. Słysząc słowa herszta westchnął:

—Jakże mam obliczyć, za ile jaj i kur trzeba płacić?

—Obliczyć? Słusznie trzeba obliczyć! —Rudobrody przestał się nagle śmiać. Na jego twarzy widać było niebywały wysiłek.

—Cztery jajka, cztery kury, jajko z kury, kura z jajka... —mamrotał licząc. Jego kompani patrzyli niepewnie. Rudobrody męczył się tymczasem najwyraźniej, ognista broda jeszcze bardziej mu poczerwieniała, a dziki wzrok utkwił w kompanach. W końcu zerwał się i zaczął biegać wokół drzewa.

—Cztery gotowane jajka, cztery kury, cztery kury, osiem jajek, kur szesnaście...? —powtarzał. Nagle popatrzył w stronę Daniłowicza.

—A dlaczego ja mam liczyć? Co? Sam oblicz!

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjQxIiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0K
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjQxIiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0K

—A i obliczę —rzekł rezolutnie Iwo —ale nie za darmo. Dacie burmistrzankę to obliczę!

—Kpisz sobie?! Skoro ty potrafisz, potrafię i ja! —Rudobrody nie dawał za wygraną. —Jajka, kury, kury, jajka...! —zaczął. Upłynęło tak sporo czasu, gdy goniąc prawie resztkami sił westchnął:

—Niemożliwe, tego nikt nie jest w stanie obliczyć!

—Ja obliczę, jak rzekłem —Iwo znowu na to. —Jutro skoro świt przyjdę z gotowym rachunkiem, lecz jak powiedziałem, burmistrzanka moja! Po Rudobrodym coraz bardziej widać jednak było, że chęć rozwiązania zagadki bierze w nim górę nad zdobyciem sowitego okupu. Spojrzał w stronę kompanów. Ci jednakże milczeli.

—Dajesz zbójeckie słowo, że burmistrzankę zwrócisz? —ponaglił Iwo.

—Daję! —prawie jęknął Rudobrody.

—A zatem do jutra! —mówiąc to Iwo przezornie zniknął z oczu oszołomionej bandy. Nie uszedł jednak daleko, lecz skrył się w koronie rosnącego obok drzewa i tam rana oczekiwał. O świcie cała banda zebrała się na polanie, Iwo tymczasem nie spiesząc się, cierpliwie na drzewie siedział, aż słońce zajrzało na polankę. A gdy zniecierpliwiony Rudobrody pokrzykując na kompanów zaczął ich do drogi zbierać, Iwo udając zdyszanego ruszył ku zbójom.

—Nie spieszyłeś się zbytnio! —Rudobrody nie ukrywał zdenerwowania.

—Spieszyłem jak mogłem —odparł sapiąc ciężko Iwo —ale z rana gotowany groch sadziłem...!

—Co, gotowany groch? Do reszty ci się w głowie przewróciło. Gotowany groch! —wołał Rudobrody. —Toż każdy głupiec wie, że z gotowanego grochu nic nie wzejdzie!

—Az gotowanych jaj, którymi wczoraj mnie raczyłeś, czy będą te twoje kurczaki?! —na to Iwo. —Nie obliczenia są zatem tutaj potrzebne, ale zwykły rozum. Ot i cała odpowiedź. Zgodnie więc z umową burmistrzanka moja! Rudobrody aż przysiadł ze zdumienia, a potem jak nie ryknie śmiechem, a banda mu zawtóruje. Śmiali się i śmiali, aż echo niosło go na wiele mil. Nawet zdumione zwierzęta z ciekawością nastawiały uszu. Iwo oczywiście —zgodnie z umową —burmistrzankę otrzymał i wesół do miasta powrócił. A burmistrz stosowną sumę dukatów wypłacić mu musiał za uwolnienie córki. Pieniądze te mógł wreszcie przeznaczyć na budowę cerkwi. Stąd też od owego pamiętnego wydarzenia radomianie ich osadę nie inaczej, jak „Cerekiew" nazwali. I nazwa ta po dziś dzień pozostała.

https://www.cozadzien.pl/legendy-radomskie/legendy-radomskie-czarodziej-i-marysienka/70150

 Źródło: Zenon Gierała "Baśnie i legendy ziemi radomskiej".

Legend radomskich  można słuchać w każdy poniedziałek i wtorek o godz. 20.30 w Radiu Rekord.

 

 

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".

Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjMiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo=
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjMiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo=

#WieszPierwszy

Najnowsze wiadomości

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE1IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0K
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE1IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0K

Najczęściej czytane

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0K
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0K

Polecamy