Radio Rekord Radom mobilne Radio Rekord Radom mobilne
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjEiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo8c2NyaXB0IGFzeW5jIHNyYz0iLy9yLmNvemFkemllbi5wbC9zZXJ2ZXIvd3d3L2RlbGl2ZXJ5L2FzeW5janMucGhwIj48L3NjcmlwdD4=
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjEiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo8c2NyaXB0IGFzeW5jIHNyYz0iLy9yLmNvemFkemllbi5wbC9zZXJ2ZXIvd3d3L2RlbGl2ZXJ5L2FzeW5janMucGhwIj48L3NjcmlwdD4=

Lozano: W Polsce czuję się pewnie

Lozano: W Polsce czuję się pewnie
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Jak pan spędzi święta?

- W Radomiu. W środę (23 grudnia) przyjeżdża do mnie żona z synem. Zatem będzie rodzinna atmosfera, a dodatkowo będą nam towarzyszyć nasi polscy przyjaciele, których poznałem jakiś czas temu.

Czy polskie święta bardzo się różnią od tych argentyńskich?

- Największą różnicą jest pogoda. W Argentynie święta wypadają latem, zatem temperatury sięgają 30-35 stopni. Jeżeli chodzi o potrawy, to w Argentynie dominuje kuchnia europejska. Wiele dań zaczerpnęliśmy z kuchni włoskiej czy hiszpańskiej, ale nie ma u nas tradycji 12 potraw. Kolejną różnicą jest podejście do świąt. W Polsce Boże Narodzenie to bardzo rodzinne wydarzenie, natomiast w Argentynie święta są połączone z imprezowaniem. Młodzież w moim kraju po pierwszej gwiazdce wychodzi na imprezy i bawi się do rana.

W Polsce mieszka pan bez rodziny. Nie brakuje panu najbliższych, nie tęskni pan za ojczyzną?

- Oczywiście, że brakuje mi rodziny i tęsknię za krajem. Ale taką mam pracę, a siatkówka to moja wielka pasja. Od wielu lat pracuję poza granicami Argentyny i już się na rozłąkę uodporniłem.

Od 12 lat nie pracował pan z drużynami klubowymi, tylko prowadził reprezentację, a wtedy chyba większość czasu spędzał pan w Argentynie.

- Dokładnie. Praca z klubami zajmuje zdecydowanie więcej czasu. Przygotowania i liga zajmują zazwyczaj od ośmiu do dziesięciu miesięcy, a reprezentacje taką samą liczbę spotkań rozegrają w ciągu trzech miesięcy. To pozwala na prowadzenie normalnego życia i ja tak miałem w ostatnich latach, bo po raz ostatni z klubem pracowałem w 2003 roku.

Dlaczego po tylu latach zdecydował się pan wrócić do pracy w klubie, a nie objął jakiejś reprezentacji?

- Przede wszystkim nie miałem żadnej oferty od reprezentacji. Do pracy wróciłem po dłuższej przerwie, bo przez dwa i pół roku nie prowadziłem żadnej drużyny. Wszystko przez zamieszanie z federacją niemiecką, z którą długo się sądziłem. W czasie trwania procesu nie mogłem pracować w zawodzie, bo w umowie miałem zapis, który gwarantował mi zakontraktowaną wypłatę. Gdybym w tym czasie objął jakiś zespół, to straciłbym te pieniądze, więc najnormalniej mi się to nie opłacało. A dlaczego wróciłem do pracy z klubem? Byłem w Polsce w czasie trwania mistrzostw świata i prowadziłem rozmowy z kilkom zespołami, ale Radom był najbardziej zdeterminowany, żeby mnie pozyskać i przedstawił najbardziej konkretną ofertę.

Ale miał pan również ofertę prowadzenia reprezentacji Polski kobiet...

- Faktycznie były takie rozmowy. Dyskutowałem na ten temat z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej, który nakłonił mnie do startu w konkursie. O posadę selekcjonera reprezentacji Polski kobiet ubiegało się wraz ze mną trzech albo czterech trenerów. PZPS stworzył grupę, która miała nas oceniać. I ci eksperci odrzucili kandydaturę pana Barboliniego i moją, a selekcjonerem został Jacek Nawrocki.

Żałuje pan, że nie dostał tej posady? Jakie są różnice między prowadzeniem drużyny kobiecej a męskiej?

- Nie mogę żałować czegoś, czego nigdy nie spróbowałem. Natomiast jeżeli chodzi o pracę z kobietami, to na początku mojej kariery prowadziłem żeński zespół Estudiantes de La Plata, a potem jeszcze przez krótki czas pracowałem z kobiecą reprezentacją Kenii. Natomiast jeżeli chodzi o różnice, to wydaje mi się, że praca z kobietami jest trudniejsza. A co do reprezentacji Polski... Ten zespół ma duży potencjał, ale jest trochę jak stół, który nie ma jednej nogi. Żeńska kadra ma podobne warunki do męskiej, ale nie potrafi ich wykorzystać.


Galeria zdjęć



Wrócił pan do Polski po siedmiu latach przerwy. Co w tym czasie zmieniło się w naszym kraju?

- Od tego czasu w waszym kraju bardzo wiele się zmieniło. Zacznijmy od siatkówki. W porównaniu do 2005 roku, kiedy przyjechałem tu po raz pierwszy, powstały aż 24 nowe hale, na inny poziom weszła również oprawa spotkań, bo obecnie każdy mecz to spektakl. Liga bardzo się wzmocniła; praktycznie co roku jakiś wasz zespół dociera do turnieju finałowego w europejskich pucharach, a wcześniej tego nie było.
Natomiast jeżeli chodzi o sam kraj, to dostrzegam wiele zmian. Teraz są autostrady, a w 2005 roku jeszcze ich nie mieliście. Ciągle budowane są nowe drogi. Słyszałem, że macie wiele stref ekonomicznych i przemysłowych. Ten kraj ciągle się rozwija. Pamiętam, że w 2005 roku po waszych ulicach jeździło wiele polonezów, a teraz chciałem ten samochód pokazać znajomemu z Argentyny i nie mogłem żadnego znaleźć. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Warszawy, dopiero powstawała tam pierwsza galeria handlowa, a teraz tego typu obiekty są niemal w każdym mieście. Zauważyłem też, że w Polsce po cichu rozwija się przemysł turystyczny; macie naprawdę bardzo dobrą bazę hotelową. Podsumowując - w waszym kraju wszystko się rozwija jednocześnie. Przez te pięć, sześć lat, kiedy mnie nie było, wszystko bardzo się zmieniło.

W jaki sposób został pan przyjęty przez Polaków po powrocie? Bo żegnał się pan w dosyć nieprzyjemnej atmosferze. 

- Zostałem przyjęty bardzo dobrze. Przez całe życie starałem się jeździć w takie miejsca, gdzie czuję się dobrze. W ostatnich latach miałem oferty z wielu państw: Szwajcarii, Włoch czy Niemiec, ale wybrałem Polskę, bo tutaj czuję się pewne. I nie chodzi tu o wygodę komunikacyjną, bo nie mówię po polsku i za każdym razem muszę mieć przy sobie tłumacza; dodatkowo jestem daleko od rodziny, bo mój syn kończy studia i żona musiała z nim zostać w Argentynie. Za przyjęciem pracy w Radomiu nie przemawiały również względy ekonomiczne. Kluczowe przy przyjęciu oferty z Polski było to, że jestem tutaj doceniany - w każdym mieście, w którym się pojawię, jestem szanowany. I to sprawia mi wielką radość. Wielu moich znajomych pyta mnie, dlaczego zdecydowałem się pracować za stawkę zdecydowanie niższą niż zazwyczaj, a ja wtedy opowiadam im pewną historię. W 2014 roku byłem na mistrzostwach świata na meczu w Krakowie. Spiker mnie zauważył i powiedział, że na trybunach jest Raul Lozano, a 12 tysięcy osób zaczęło bić brawo. Po chwili spiker zdradził, że dziś są moje urodziny. Wtedy wszyscy wstali i zaśpiewali dla mnie „sto lat”. To było coś niesamowitego; miałem gęsią skórkę. Poczułem się wtedy doskonale i zrozumiałem, że w tym kraju wszyscy mnie doceniają.

Jak się panu podoba Radom?

- Czuje się tu bardzo dobrze. Fajnie pracuje mi się z zespołem z Radomia; duży wpływ ma na to praca, którą wcześniej wykonali Wojciech Stępień i Robert Prygiel. To oni stworzyli ten zespół kilka lat temu i nadali mu mocne podstawy. Od strony organizacyjnej wszystko jest tutaj bardzo dobrze ułożone. Natomiast dla mnie nie ma większego znaczenia, gdzie mieszkam, bo czy prowadzę drużynę z Radomia czy z Nowego Jorku, nie mam wiele czasu na zwiedzanie miasta. W Radomiu mieszkam blisko hali. Po treningach wracam do domu i szykuję się do kolejnych zajęć. W zasadzie mam tylko jeden dzień wolny w tygodniu, chętnie wybrałbym się wtedy do kina, ale, niestety, nie rozumiem polskiego, a filmów hiszpańskojęzycznych raczej tutaj nie puszczają.

Ale czasem widać pana na meczach ROSY Radom. Jak ocenia pan ten zespół?

- Byłem na dwóch meczach w hali i kilka oglądałem w telewizji. Nie jestem ekspertem od koszykówki, ale wydaje mi się, że ROSA mocno skoncentrowana rozpoczyna każde spotkanie, a później przychodzi lekki kryzys. Jeżeli to wyeliminują, będą w stanie wygrywać jeszcze więcej meczów. Kiedy oglądam polską ligową koszykówkę, widzę dużą różnicę poziomów pomiędzy NBA czy europejskimi pucharami. Tak samo jest w piłce nożnej. Pojedynek Barcelony z Manchesterem jest na zdecydowanie wyższym poziomie, niż chociażby mecz zespołu z Warszawy i Kielc. Natomiast w siatkówce nie widać wielkiej różnicy między meczami Ligi Mistrzów, ligi rosyjskiej czy włoskiej, a pojedynkami w PlusLidze. Naprawdę siatkówkę w Polsce macie na najwyższym światowym poziomie.

A jak na tle najlepszych zespołów w naszym kraju przedstawia się Cerrad Czarni Radom?

- Aktualnie zajmujemy trzecie miejsce w tabeli. Zrobimy wszystko, żeby tę pozycję utrzymać. Do tego potrzebujemy konfrontacji z najlepszymi zespołami w kraju, bo tylko takie mecze pokażą nam, gdzie jesteśmy. Do tej pory przegraliśmy z trzema z czterech najlepszych zespołów w tej lidze, czyli ZAKSĄ, Treflem i Skrą, ale pokonaliśmy mistrza. Jesteśmy o krok od grania na równi z najlepszymi. Jeżeli już nie grami na równi z nimi.

W czym tkwi sukces prowadzonych przez pana drużyn?

- Przepis na sukces jest bardzo prosty - trzeba dużo pracować i ciągle dążyć do poprawiania się. Jeżeli wszyscy w zespole - siatkarze, trenerzy i działacze - zgodzą się na ciężką pracę, to wtedy przyjdą wyniki.

Czy jest pan już selekcjonerem reprezentacji Iranu?

- Chciałbym podkreślić jeszcze raz - na razie nie podpisałem żadnej umowy. W najbliższych dniach wybiorę się do Teheranu i będę rozmawiał z członkami irańskiej federacji o szczegółach mojego kontraktu. Jednym z moich warunków było to, że nie zostawię Czarnych w środku sezonu. Chce być uczciwym wobec zespołu i nie zostawię chłopaków tylko dlatego że gdzieś mam dostać cztery razy wyższą wypłatę. Ale nie ukrywam, że chcę poprowadzić reprezentację Iranu, bo jednym z moich marzeń jest zagranie na trzecich igrzyskach olimpijskich.

A czy w przyszłym sezonie będzie pan nadal trenerem Cerradu Czarnych Radom?

- Moja umowa z radomskim zespołem wygasa z końcem sezonu. Z kadrą Iranu będę związany do końca igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. A co będzie później? Zobaczymy.


Wywiad można również wysłuchać:


Krzysztof Domagała / fot. cozadzien.pl

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjMiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo8c2NyaXB0IGFzeW5jIHNyYz0iLy9yLmNvemFkemllbi5wbC9zZXJ2ZXIvd3d3L2RlbGl2ZXJ5L2FzeW5janMucGhwIj48L3NjcmlwdD4=
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjMiIGRhdGEtcmV2aXZlLWlkPSI0NGIxNzY0MWJjOTg4OTU5NmEyZDdiN2ZkNTRiNWZlNSI+PC9pbnM+DQo8c2NyaXB0IGFzeW5jIHNyYz0iLy9yLmNvemFkemllbi5wbC9zZXJ2ZXIvd3d3L2RlbGl2ZXJ5L2FzeW5janMucGhwIj48L3NjcmlwdD4=

#WieszPierwszy

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE1IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE1IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjE5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+

Polecamy