Zaczarowany zagajnik, czyli felieton na piątek

Zaczarowany zagajnik, czyli felieton na piątek
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ


Dawne to były czasy, gdy w centrum radomskiego grodu zieleniał sławny na całe województwo zagajnik, w którym to kwitły różowe magnolie i złote grusze, a w koronach dumnych sosen gniazda budowały orły bieliki. Dziatwa chętnie bawiła się tu w berka, dziewice wiły wianki, a żacy toczyli gnojowe kule, by dla uciechy ciskać je w przechodniów. Kasztelan Pieniążek sam często przechadzał się ukwieconymi ścieżynami i gdy patrzył, jak lud sielsko spędza czas na kraciastych kocykach, uśmiech ukontentowania malował się na jego twarzy.

Traf chciał jednak, że dnia pewnego przejeżdżał przez zagajnik na bułanym koniu sam deputat grójecki Bobrzec, a jeden z orłów bielików, któren wcześniej porwał z pobliskiego targowiska nieświeżą rybę, rozwolnił się niefortunnie na futrzaną czapę jegomości.

Bobrzec – człek dumny, a przy tym raptus – strasznie kasztelana Pieniążka obsobaczył.

- Żeby na deputata orli srali, to dla miasta hańba i dla ciebie, kasztelanie cięcie po premii. Zróbże coś z tym, bo jakem Bobrzec, na każdym skrzyżowaniu w grodzie ci postawię pomnik członka swojej rodziny. A wiesz, że rodzinę mam wielką! – tak rzekł do Pieniążka i trzasnął drzwiami.

Kasztelan nie na żarty przejęty zwołał zaraz pachołków i kazał im przebrać się za myśliwych, wystrugać flinty i mierzyć w ptaszyska. Orły jednak nie w ciemię bite, pachołków rozpoznały i tylko pusty śmiech w nich wezbrał. Zrozumiał tedy kasztelan, że tu poważniejszą akcję trzeba zrobić. I wtedy na iście szatański pomysł wpadł burgrabia Pałkiewicz:

- Zróbmy rewitalizację. Ścieżyny w zagajniku się poszerzy i wyłoży kostką, spychaczem po trawniku przejedzie, a ptaszyska odlecą, bo hałasu nie lubią. A za wszystko jeszcze zapłaci w złocie Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Ja już dobry wniosek napiszę, bo skrybę mam wielce zdolnego.

Pieniążek zdziwił się nieco, bo zazwyczaj burgrabia pomysłów żadnych nie miał i nie wychylał nosa znad misy pełnej tłustego mięsiwa. Ale teraz przyklasnąć tylko musiał.

Najpierw ogłoszono przetarg, w którym wygrała spółdzielnia kmieciów, którą to prowadził szwagier burgrabiego Pałkiewicza.

- I dobrze, bo rodzinę lepiej kontrolować - ucieszył się kasztelan Pieniążek i poszedł nad Mleczną przyglądać się pracującym w kucki praczkom, bo bardzo lubił tę robotę.

Spychacz pożyczono aż z Krakowa, na łopaty i grabie zrzuciła się dziatwa okolicznych szkół. Z włoskiej Carrary udało się nawet sprowadzić słynne marmury do budowy murku wokół zagajnika. Ruszyły tedy prace z kopyta. Stało się jednak, że kmiecie ze spółdzielni kmieciów szwagra wiadomokogo cosik pijani byli, a i nadzorca zdaje się miodu nadużywał. Dość powiedzieć, że spychaczem cały teren wyrównali aż nadto, ścieżki im się zapadły, a kostkę brukową rozkradli. Na kacu dla niepoznaki wysypali więc cały zagajnik popiołem.

W dodatku pewnej nocy burgrabia, by wychodek elegancko sobie obłożyć, wywiózł cichcem marmury z Carrary i zastąpił je chińskim styropianem.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Murek ze styropianu rozpadł się po tygodniu, a po pierwszych roztopach zagajnik zamienił się w błotniste bajoro. Lud zaczął szemrać. Pałkiewicz rozesłał tedy heroldów po grodzie, by ogłaszali, że pod zagajnikiem pojawiła się niemiecka glina, która nie przepuszcza wody i dlatego zamiast spacerować, można sobie w zagajniku na rowerkach wypoczywać, nomen omen wodnych właśnie. Jako że mieszkańców grodu to nie przekonało, kasztelan Pieniążek obniżył opłaty za wywóz śmieci, co na czas jakiś uspokoiło ruchawki.

Po roku korzenie dumnych sosen zgniły i drzewa padły. I w końcu odleciały bieliki, by uwić gniazda gdzieś pod Kielcami.

    - Uff, udało się – ucieszył się kasztelan Pieniążek.

Sebastian Równy

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy