RÓWNY TYDZIEŃ: Naiwność boleśnie utracona, czyli felieton na piątek

RÓWNY TYDZIEŃ: Naiwność boleśnie utracona, czyli felieton na piątek
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
NAIWNOŚĆ BOLEŚNIE UTRACONA

„Frekwencja w wyborach samorządowych osiągnęła ostatecznie 116 procent, a największą niespodzianką jest jednogłośne wybranie Hanny Gronkiewicz-Waltz wójtem gminy Siepraw”, „Najnowsze dane z PKW: Piechociński papieżem!”, „Kim Dzong Un przyjedzie w grudniu do Polski – na szkolenie jak się przeprowadza wybory”, „Wybory samorządowe 2014 – baza wirusów została zaktualizowana” - takie to zjadliwe dowcipy krążyły w sieci właściwie już od pierwszego dnia po wyborach samorządowych Anno Domini 2014. To jednak - przy całym szacunku dla dowcipu autorów tych skeczy – wcale śmieszne nie było, że po raz kolejny dowcipem właśnie musimy się bronić przed rzeczywistością.

W poniedziałek nie obudziliśmy się w nowej Polsce. Nie żebym się spodziewał, że tak będzie. W końcu po 89 roku Polacy przeżyli tyle wyborczych zawodów, że zmian na lepsze spodziewają się już tylko młodzi naiwni (co nie jest oczywiście inwektywą, raczej wyrazem zazdrości tych, którzy naiwność dawno i boleśnie utracili). Ale nie wiem, czy w tym roku ktoś spodziewał się czegoś takiego.

Siostry zakonne z Krakowa, które grupowo zagłosowały na jednego kandydata, dowiedziały się, że oficjalnie na tegoż kandydata w ich komisji głosu nie oddał nikt. Zresztą takie przypadki w całej Polsce zgłaszane były masowo. W pewnym momencie system wskazał, że wybory na prezydenta Szczecina wygrał niejaki Krzysztof Woźniak. Problem w tym, że pan Woźniak na prezydenta Szczecina nie kandydował. W Warszawie protokoły z dzielnicowych komisji wyborczych nie zgadzały się z protokołami z komisji obwodowych. W środę Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła miażdżące zwycięstwo PSL w województwie świętokrzyskim: prawie 50 proc. głosów na podstawie danych z 80 proc. protokołów. A zaraz potem zastępca przewodniczącego Wojewódzkiej Komisji Wyborczej w Kielcach stwierdził, że do Warszawy nie wysłano... żadnego protokołu. I tak dalej, i tak dalej... Jeśli na to nałożyć jeszcze system liczenia głosów, który wywalił się natychmiast po próbie ich przeliczenia, ataki hakerskie i dziadków z PKW, którzy jeszcze w czwartek przed wyborami zapewniali, że wszystko jest świetnie przygotowane – to mamy obraz kompletnego chaosu, po prostu zapaści państwa.

Należę do tych, którzy co parę lat namawiają rodzinę i znajomych, żeby jednak, mimo wszystko, do wyborów poszli.

Co tu gadać - od 17 listopada argumentów właściwie nie mam już żadnych, a im więcej doniesień mediów z frontu liczenia głosów, tym bardziej wychodzę na idiotę.

Lokalnie – to samo. Patrzę na listę nowych radomskich radnych. Przykład tego, który otrzymał najwięcej głosów, jest jeszcze budujący – to młody człowiek, który w swojej dzielnicy rzeczywiście coś robi i najwyraźniej przekonał wyborców, że będzie z niego prawdziwy społecznik. Ale poza nim, kogo mamy w radzie? Kilku politycznych bulterierów, kilku starszych cwaniaków, kilka osób, które wiadomo, że mandaty oddadzą, a na listy wyborcze wpisano je tylko po to, żeby znanym nazwiskiem ciągnęły resztę... Zgadzam się – znajdę w tej grupie i osoby merytoryczne, i myślące. Ale przykro mi - liczba ich znikoma, i ogólnego - dość smętnego - obrazu to nie poprawia.

Co zabawne, w ponaddwustutysięcznym mieście większość radnych będzie mogła się pochwalić mandatem wynikającym z dwustu, trzystu, czterystu oddanych na nich głosów.

- Mam sześciuset znajomych na Facebooku. To gdybym ich skrzyknęła, mogłabym być radną. I przez cztery lata zarabiałbym więcej niż teraz, harując po 10 godzin dziennie – zauważyła genialnie jedna moja znajoma.

No, niestety, takie łatwe to nie jest. Bo jeszcze trzeba być na odpowiedniej liście w odpowiednim miejscu. Trzeba jeszcze zdać sobie sprawę z wynaturzeń demokracji i te wynaturzenia polubić, ukochać je i odpowiednio wykorzystać.

Co nie zmienia faktu, że – niestety – dotąd i tak od demokracji niczego lepszego nie wymyślono Jeszcze troszeczkę będę się przy tym upierał. Wbrew namowom monarchistów.

I przepraszam wszystkich, którzy uwierzyli w moje zapewnienie sprzed tygodnia, że dziś nie pisnę ani słowa o wyborach. To była właśnie taka przedwyborcza obietnica.

Sebastian Równy

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy