RÓWNY TYDZIEŃ: Jak się pracuje twarzą, czyli felieton na piątek

RÓWNY TYDZIEŃ: Jak się pracuje twarzą, czyli felieton na piątek
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
TROCHĘ KLASYKI, CZYLI JAK SIĘ PRACUJE TWARZĄ

Od tygodni biegam z kolegami na spotkania i konferencje prasowe z kandydatami na prezydentów i radnych i od jakiegoś już czasu odczuwam coś, co Rzymianie nazywali „nausea” i co było określeniem morskiej choroby (nauseam miewali nautae, czyli żeglarze), a co dziś najlepiej przetłumaczyć po prostu jako mdłości.

Rodzina patrzy na mnie dziwnie; nie rozumie, dlaczego chodzę taki skwaszony. No, ale żeby zrozumieć, musiałaby rodzina posłuchać tych wszystkich pierdół, tych intelektualnych aberracji, obiecanek cacanek, tych cynicznych przekłamań, zwykłych kłamstw i kompletnych idiotyzmów, którymi częstują nas kandydaci. Nie mówię, że wszyscy i że zawsze. Ale ogółem – tak.

Jest takie klasyczne stwierdzenie - robić coś ad nauseam, czyli do znudzenia, do obrzydzenia. Oni tak będą ad nauseam do listopada? Nie wiem, czy wytrzymam.

System wyborczy (wybiera demos, czyli lud) i współczesne media wymagają, żeby ubieganie się o publiczne stanowisko było show. U nas jest to show siermiężny, powiatowy. No, przykro mi.

Zresztą, nie to jest najgorsze. Znieść by można przecież te źle dopasowane garniturki, dekolty za głębokie, te rączęta odpowiednio - „po telewizyjnemu” na biurku złożone, ten głos łamiący się podczas wystąpień, to dukanie z kartki. Przecież można być przyzwoitym człowiekiem radnym, prezydentem, nie mając talentu do publicznych wystąpień. W porządku.

Ale braku merytorycznego przygotowania wybaczyć już tu nie można. Żeby chociaż kandydat na radnego wiedział, jakie są kompetencje rady. Żeby ten, co chce prezydentem być, kojarzył, czym się zajmuje samorząd, a czym urzędy centralne. Uff!

Dlatego dzisiaj nic o kandydatach, nic o polityce. Dziś zajmiemy się materią lekką i płochą, materią nie powodującą mdłości i fałdowania mózgu. Czyli plotkami. Przyznam, że nie doceniałem tej dziedziny wirtualnego świata. Ale ostatnio, uciekając od polityki, włączyłem plotkarski portal i zrozumiałem, że będę to robił częściej. To odpręża.

Taka wiadomość, na przykład, że kiedy Kasia Cichopek wychodziła z gmachu Telewizji Polskiej, „uwagę zwracała jej wychudzona buzia oraz wyjątkowo imponujący tego dnia biust”. Proszę bardzo! Od razu rozmarzam się o imponującym biuście i nawet nie przeszkadza mi myśl, że on był imponujący „tego dnia”. W końcu nie moja to rzecz, że kiedy indziej może być imponujący mniej.

Albo: „Nicki Minaj w weekend podczas imprezy w Club 79 w Paryżu tańczyła w zielonym komplecie – obcisłych spodniach i za krótkim golfie, spod którego wystawał jej biust…”. Nie mam zielonego pojęcia, kim jest Nicki Ninaj, ale jej zielony, przykrótki golf również świetnie działa na moją wyobraźnię. O wiele lepiej, niż za duże garnitury i źle dobrane garsonki wspomnianych wyżej kandydatów.

Z plotkami mam tylko tego rodzaju problem, że właśnie często nie wiem, kim są ich bohaterowie. Czasami też nie rozumiem używanych tutaj słów – widocznie brak telewizora powoduje u mnie straty wiedzy nie do odrobienia. Taki news, na przykład, „Honorata »Honey« Skarbek dość niespodziewanie pożegnała się z 15. edycją »Tańca z gwiazdami« (...) Młoda szafiarka nie ukrywała swojego rozgoryczenia takim obrotem sprawy...”.

To jest duży problem dla starego człowieka. Bo ja się mogę z tego tekstu domyśleć, że pani Honorata jest szafiarką. Ale kto to, u licha, jest szafiarka? Mało tego - z kolejnej plotki dowiaduję się, że istnieją różne typy szafiarek: „Na gali zaśpiewała Margaret, która również została nagrodzona. Śpiewająca szafiarka pojawiła się w białej sukni w czarny oryginalny wzór...”. Wiem już więc, że Honorata i Margaret są szafiarkami, że jedna jest śpiewająca, a druga chyba nie. Ale niewiele mi to wyjaśnia, zwłaszcza, że jedyna Margaret, jaką kojarzę, to Thatcher. Nie pomaga mi też wiedza, że imię pochodzi od łacińskiej (a jeszcze wcześniej – greckiej) margarity, czyli perły. Czuję się bezradny.

Dalej jest jeszcze gorzej, bo okazuje się, że do Polski wróciła niejaka Jola Rutowicz i – uwaga! - „musi teraz rywalizować z innymi ambitnymi dziewczynami, które zdążyły wskoczyć na jej miejsce, jak Natalia Siwiec czy »Wagina« Pietrasińska”. Co takiego robiła Jola Rutowicz, że na jej miejsce wskoczyła „Wagina”? Pytanie jest bolesne i pozostaje bez odpowiedzi. A Siwiec kojarzy mi się tylko z Markiem Siwcem. Doprawdy, jestem zepsuty polityką.

Ale ostatecznie dobiła mnie wiadomość, że pisarz Michał Witkowski zaczął się pojawiać na imprezach z nowym kochankiem 22-letnim Gabrielem. I Gabriel, zapytany przez dziennikarkę o karierę, powiedział, że „cały czas pracuje twarzą”.

Od razu przypomniała mi się pewna modelka, która stwierdziła, że została „twarzą rajstop” i nagle zatęskniłem za powiatowymi konferencjami kandydatów. Teraz będę jednak chodził na nie z większą ochotą...

Sebastian Równy

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

#WieszPierwszy

Najczęściej czytane

Polecamy