RÓWNY TYDZIEŃ: Hubercik wraca z pracy, czyli felieton na piątek

RÓWNY TYDZIEŃ: Hubercik wraca z pracy, czyli felieton na piątek
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
HUBERCIK WRACA Z PRACY

(dedykowane radomianom, którzy codziennie dojeżdżają pociągiem do pracy i właśnie dowiedzieli się, że linia kolejowa do Warszawy zostanie zmodernizowana najwcześniej w 2020 roku)

Hubercik już wcześniej jakieś podejrzenia miał. Ale co innego mieć podejrzenia, a co innego poczuć coś z całą mocą i całym sobą. Hubercik poczuł właśnie tego wtorku, 21 października o godz. 20.23. Właśnie wtedy otworzył drzwi do toalety w przyspieszonym pociągu relacji Warszawa – Radom i oczom jego ukazała się wielka kałuża moczu, wody i prawdopodobnie rzygowin. Kałuża zdecydowanie i – użyjmy animizacji – ze spokojną godnością broniła Hubercikowi dostępu do sedesu, a tym samym nie pozwalała mu na pozbycie się z pęcherza moczowego trzech wypitych już w pierwszej godzinie podróży piw marki Argus. Mówiąc wprost – Hubercik zrozumiał, że nie chce w tym brodzić po kostki.

Takie widoki nie były mu obce, do takich widoków (i woni) w osobowych składach relacji Warszawa - Radom zdążył się już przez lata przyzwyczaić. Ale akurat wtedy coś w nim pękło i coś go olśniło. Tak bywa; zapewne Państwo miewali takie stany i też nie znali dokładnych przyczyn. Najprawdopodobniej nagłe pęknięcia i olśnienia są spowodowane osiągnięciem – dla każdego innej - masy krytycznej określonych zdarzeń i przemyśleń. W sumie nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Wracając do Hubercika... Wtedy właśnie, o godz. 20.23 zrozumiał, że cofa się w czasie. Mało tego - że świat, w którym żyje, cofa się w czasie razem z nim.

Są państwa rozwijające się i państwa zwijające się – przypomniał sobie stary dowcip z Kabaretu pod Egidą. - Są więc również ludzie rozwijający się i zwijający się – skonstatował.

Kabaretu pod Egidą słuchał w latach 80. XX wieku – przypomniał sobie Hubercik i doznał konfuzji podwójnej. Bo jeśli wtedy drwiono z krainy, w której żył, jako tej zwijającej się, to co zaszło przez kolejne 30 lat? Kraina rozwinęła się, żeby znów zacząć się zwijać? Czy może zwija się cały czas?

Przemyślenia te przyprawiły Hubercika o skurcz w gardle i w pęcherzu. Ruszył więc w poszukiwaniu kolejnej toalety.

Jeszcze 10 lat temu był akademickim wykładowcą, dorabiającym sobie w lokalnych gazetach – czas poszukiwań umilał sobie Hubercik rekapitulacją zdarzeń. – Miał dość pieniędzy i dużo czasu na refleksję i spotkania z przyjaciółmi. Był zdrowy, wysportowany i zadowolony z życia. Rzeczywistość obdzierała go jednak z kolejnych dobrodziejstw: pracy na uczelni (niż demograficzny), pracy w gazetach (kryzys), wolnego czasu (konieczność pracy w Warszawie w agencji PR) i zadowolenia z życia (wszystkie powyższe).

- Cofam się. Jak Benjamin Button? – przypomniał sobie o filmie, który kiedyś oglądał w pociągu na swoim laptopie. Laptop zastawił w lombardzie, kiedy okazało się, że szef agencji PR za pensje jego i jego kolegów wyjechał na stałe, najprawdopodobniej do RPA (być może to tylko plotki). W każdym razie był to ciężki okres, do którego Hubercik myślami nie lubił wracać. Udało mu się na szczęście w ciągu kilku tygodni i dzięki przespaniu się z pewną starą (dosłownie) znajomą załapać do roboty w centrum przetwarzania czegoś tam. I jest w tej robocie do dziś. Kładzie kable (nauczył się kłaść kable, co zaliczyć należy na plus), serwisuje sprzęt, nie ma czasu, pieniędzy i znajomych.

Do ery kamienia łupanego cofa się osobista rzeczywistość Hubercika, ale też rzeczywistość wokół niego. Jeszcze kilka lat temu przecież – przypomniał sobie – do Warszawy jeździło się bombardierami. Były wygodne, czyste i podróż nimi trwała krócej. Dziś rzeczywistość śmierdzi, jest twarda, odrapana, brudna i jedzie bardzo długo. Jeszcze kilka lat temu jego towarzysze niedoli w pociągu byli czyści, ogoleni, zdrowi. Jeśli któryś pił podczas podróży, to piwo i z rzadka. I w tajemnicy przed konduktorem. Dziś ci sami ludzie łoją z plastikowych kubeczków wódę i na konduktora nie zwracają uwagi. Ich cera jest blada, włos rzadszy, brzuchy napuchnięte.

Tu Hubercik pomyślał również o swoich włosach, brzuchu i cerze. W tym momencie dotarło do niego, że doszedł do końca składu i nie znalazł drugiej toalety. Za oknem było już ciemno.

- Pociąg osobowy relacji Warszawa - Radom wjeżdża do kolejnego kręgu piekła - powiedział głośno Hubercik do siebie i nie wiedzieć czemu zdanie to rozśmieszyło go. Gdy się śmiał, poczuł mocne szarpnięcie, w środku. Nadszedł wreszcie rozległy zawał, którego Hubercik już od jakiegoś czasu się spodziewał.

- Czy od teraz czas będzie dla mnie biegł do przodu? – zdążył pomyśleć.

Sebastian Równy

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy