Nie ten klub, nie ta nagroda, czyli felieton na piątek

Nie ten klub, nie ta nagroda, czyli felieton na piątek
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
NIE TEN KLUB, NIE TA NAGRODA


Niedawno jeden z moich – i chyba mojego pokolenia – ulubionych poetów Marcin Świetlicki poprosił na Facebooku, żeby nie dawać mu Nagrody Nike.

Moja książka poetycka »Jeden« została nominowana do Nagrody Nike, a ja wolałbym nie. Nie chcę uczestniczyć w konkursie organizowanym przez instytucję, która wytacza procesy poetom za to, co myślą” - tak napisał Świetlicki, dołączając do bardzo wąskiego grona artystów, którzy uprzedzają nawet (właśnie!) myśl ich nagrodzenia.

Zdecydowanie częstsze są jednak przypadki odmowy przyjęcia wyróżnienia już przyznanego. Na polskim podwórku wzorcem takich zachowań był Kazik, który regularnie bojkotował galę Fryderyków i w ogóle występy w „mainstreamie”. „Kto tam się pokazuje, tego ja nie szanuję”- tłumaczył to prosto w piosence. Ale chyba mu się znudziło, bo jakiś czas temu widziałem go w Sopocie. W każdym razie wychodzi na to, że Świetlicki miał rację, zarzucając kiedyś Kazikowi hipokryzję. Ja jakoś cenię i jednego, i drugiego.

Powody wzgardzenia nagrodą – i to czasami bardzo cenną – bywają przeróżne.

Skoro już mówiliśmy o hipokryzji, to przywołać muszę przykład jednego z moich antybohaterów – Sartre’a, który nie przyjął oferowanych mu Nagrody Nobla, Legii Honorowej oraz profesury w Collège de France. Mimo niechęci, muszę przyznać - gest to on miał! A tłumaczył go tym, że żaden twórca nie powinien być „uwieczniany” za życia.

Pięć lat temu Andrzej Seweryn odmówił przyjęcia Nagrody Specjalnej im. Zbyszka Cybulskiego, przyznanej mu przez Fundację Kino, bo uznał, że wyróżnia się go nie za artyzm, a za politykę. Wybredny...

Z kolei dwa lata temu Donald Tusk nie przyjął finansowej części Nagrody Europejskiej. 50 tysięcy franków szwajcarskich poszło więc na rzecz trzech polskich fundacji. Dlaczego premier pieniędzy nie wziął, nie pomnę, ale też przykład ten – jak i dwa poprzednie - skłania mnie do przekonania, że z nagród rezygnują raczej ci, których na ten gest stać.

Osobną kategorię tworzy tu dla siebie genialny rosyjski matematyk Grigorij Perelman, który ponoć wraz z matką mieszka dziś w niewielkim mieszkaniu w bloku w Sankt Petersburgu i prowadzi ascetyczny tryb życia. W 2005 roku z dnia na dzień porzucił rozwijającą się w astronomicznym tempie karierę naukową. A później odmawiał przyjmowania nadawanych mu za wcześniejsze osiągnięcia medali i wyróżnień, w tym Nagrody Tysiąclecia Instytutu Matematycznego Clay’a w wysokości miliona dolarów.

No, ale cóż zrobić? Jak ktoś nie chce miliona i zaszczytów, nie ma co go zmuszać. Podobnie, gdy ktoś zapragnie zmienić towarzystwo. Zmiana towarzystwa to nie jest czasami rzecz łatwa. Ba, to nawet może wymagać odwagi i bezkompromisowości! Oto przykład: „Miło mi poinformować, że pod koniec tygodnia złożę rezygnację z członkostwa w młodzieżówce Twojego Ruchu (...) Jednocześnie mam odwagę stwierdzić, że tak słaby wynik wyborczy koalicji Europa Plus - Twój Ruch to efekt współpracy z politykami starej daty, którzy swoje w polityce już zrobili. Nie da się ukryć, że próbowano zniszczyć SLD. Na szczęście SLD przetrwało, a E+TR rozpoczęła proces zatapiania. Wyborcy wybrali prawdziwą lewicę, czyli SLD. Wynik sojuszu uważam za dobry przy tak niskiej frekwencji, za rok na pewno będzie jeszcze lepszy. Ludzie którzy mieli pełnić rolę koni pociągowych w E+TR, sprowadzili ten okręt na dno. Na przykładzie tych wyborów łatwo można dojść do wniosku, że sama nadmierna walka z kościołem i próba legalizacji związków homoseksualnych to są nieodpowiednie kroki. Pozdrawiam K.W. (już niebawem działacz SLD)”.

K.W. tak naprawdę podpisał się pełnym imieniem i nazwiskiem; ja litościwie podaję tylko inicjały. Nie mam pojęcia, dlaczego wysłał taki list do naszej redakcji. Ja, który do SLD mam taki sam stosunek, jak do Sartre’a, mogę tylko Sojuszowi doradzić - przyjmujcie takich ludzi, przyjmujcie...

A samemu panu K.W. – bezkompromisowemu i odważnemu – dedykuję bon mocik nieśmiertelnego Groucho Marksa (nie mylić z Karolem Marksem!): „Nigdy nie zapisałbym się do klubu, który przyjąłby na członka kogoś takiego jak ja”.


Sebastian Równy

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy