Robert Dębicki: Radom jak biznes (WYWIAD)

Robert Dębicki: Radom jak biznes (WYWIAD)
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Na czym opiera pan nadzieję, że ludzie zagłosują na kogoś, kto dotąd w polityce nie istniał?

- Liczę na to, że ludzie są bardzo zmęczeni właśnie walką polityczną. Taką walkę codziennie serwują im dwa ugrupowania, które zawłaszczyły sobie polityczną arenę. Ja chcę przekonać radomian, żeby w wyborach samorządowych głosowali nie na partie, ale na ludzi, których znają i którzy coś w życiu osiągnęli.

A w pana przypadku to...

- W moim przypadku to fakt, że przez 25 lat jestem w stanie zadbać o siebie, o swoją rodzinę. Mój sukces jest sukcesem biznesowym, który zresztą wielu radomian zna – wystarczy policzyć osoby, które choćby odwiedziły mój klub Archiwum. Ta działalność mówi za mnie - jak podchodzę do biznesu, do zarządzania, do zasad.

Wraz z żoną mamy dwójkę dzieci, córka jest studentką czwartego roku medycyny w Warszawie, syn studiuje matematykę w Berlinie – one świadczą o tym, że najpierw poświęciłem im czas, żeby otrzymały dobre wychowanie i wykształcenie. Potem zbudowałem dom, zadbałem o biznes i w końcu chcę teraz zrobić coś dla miasta. Tak powinna wyglądać kolej rzeczy. Pokazałem, że potrafię zrobić coś dla siebie i teraz jestem w stanie zrobić coś dla innych.

Dzieci pewnie do Radomia nie wrócą?

- Bardzo je do tego namawiam. Ale one mówią: tutaj nic się nie dzieje, nie mamy tutaj perspektyw. Trudno im się dziwić, bo obecna władza stworzyła obraz Radomia jako zaścianka, z którym nikt nie chce się identyfikować. Kto podpisuje się dziś pod „Siłą w precyzji” lub tęskni za „Chytrą babą”?

Nie ma pan doświadczenia w administrowaniu samorządem. Dlaczego akurat panu ma się udać poprawa wizerunku i funkcjonowania Radomia?

- Andrzej Kosztowniak został wybrany prezydentem miasta w 30 roku życia i nie podejrzewam, że miał wtedy kompetencje do sprawowania tej funkcji. A jednak sporo się nauczył i dziś jest sprawnym politykiem, choć bez zdolności zarządzania w biznesie. Więc brak doświadczenia nie ma tu znaczenia. Jestem dość inteligentny i szybko się uczę. A chwilowy brak kompetencji nadrobię szerokimi konsultacjami ze specjalistami.

No właśnie, przejdźmy do pana zaplecza. Na konferencjach prasowych otacza się pan bardzo młodymi ludźmi. To oni mają być pana najbliższymi współpracownikami, wiceprezydentami?

- Spokojnie, na listach Kongresu Nowej Prawicy są doświadczeni przedsiębiorcy, prawnicy, ekonomiści, biegli księgowi. W moim otoczeniu są ludzie działający od lat biznesie, mający mnóstwo kontaktów. Oni byliby w stanie promować miasto i wziąć czynny udział w jego zarządzaniu. Znają się na marketingu zewnętrznym, inwestowaniu, prawie. Politycznie nie są dziś bardzo czynni, ale pójdą za mną i są w stanie z Radomia zrobić świetnie prosperujące przedsiębiorstwo.

Do tego musi mieć pan również poparcie radnych...

- Powiem trochę jak Janusz Korwin – Mikke: Dla zmian na lepsze i dla rozwoju miasta jestem w stanie rozmawiać z każdym. Zresztą, mam wykształcenie mediatora, pracuję jako mediator i potrafię znaleźć kompromis, porozumienie. O współpracę z radą miasta się nie boję.

A co, jeśli nie zostanie pan prezydentem? Spróbuje pan w kolejnych wyborach?

- Wielu ludzi z mojego otoczenia żywi nadzieję, że nam się uda i że to będzie sukces dla Radomia. I trochę byłoby nieelegancko zostawiać ich z takimi nadziejami. Jak się powiedziało „a”, trzeba walczyć do końca. Ale dziś jestem dobrej myśli. Na razie chcę pokazać jakiś nowy pomysł na miasto.

Ciężko będzie wygrać, jeśli mówi pan o likwidacji Straży Miejskiej i cięciach biurokracji. Od razu wiadomo, ile osób na pana nie zagłosuje...

- Ja nie chcę robić czystek, nie chodzi mi o bezmyślne cięcie urzędników. Są w magistracie fachowcy, którzy muszą funkcjonować, bo musi funkcjonować urząd. Ale też trudno mi się ubiegać o głosy ludzi zatrudnionych już w administracji. Myślę, że oni i tak będą głosować na swojego pracodawcę, czyli będą cementować ten układ, który istnieje – to zrozumiałe, w końcu boją się o pracę.

Ja odwołuję się w dużej mierze do ludzi przedsiębiorczych, którzy wiedzą jak powinna funkcjonować firma, którzy widzą, jak źle jest zarządzane miasto, jak się bez sensu wydaje tu pieniądze. Wystarczy wymienić Park Kościuszki, który za 7 mln zł tonie w błocie, Straż Miejską, która wraz z mandatami kosztuje nas rocznie 6 mln zł, czy pomysł utworzenia miejskiego urzędu pracy, gdy ten powiatowy i tak kosztuje miliony, mimo, że nie pomaga szukać pracy. Trzeba znać umiar, nie można szastać tak pieniędzmi z naszych podatków. Jeśli mamy grubo ponad 400 mln zł długu, a pan prezydent mówi, że dalej będziemy inwestować i zaciągać kredyty, to ja tego nie rozumiem. W co będzie inwestował? W klomby i wylewanie asfaltu? Nie kwestionuję tego, że w mieście jest zielono i że jest posprzątane. Ale to nie przyniesie nowych miejsc pracy.

A jak pan by stworzył miejsca pracy?

- To kwestia przychylności dla biznesu. Znam wielu inwestorów, którzy chcieli w tym mieście coś zrobić i odbili się od biurokratycznego muru. Tym ludziom nie dano szansy na rozwój biznesu, bo kiedy dowiedzieli się o warunkach, na jakich w Radomiu mają go prowadzić, dali sobie spokój i zaczęli robić interesy np. w okolicznych gminach.

Np. z tego co wiem, do Radomia chciał wejść - jako właściciel większościowego pakietu spółki Port Lotniczy - jeden z największych przewoźników cargo. Ale... został odprawiony z kwitkiem i poszedł do Łodzi. Nie rozumiem tego. Przecież to byłby impuls do rozwoju tego miasta. Położenie Radomia w centrum Polski na przecięciu dróg północ- południe i wschód zachód jest idealne do powstania baz cargo, baz przewozowych i wykorzystania potencjału lotniska. Cywilne lotnisko, żeby się opłacało, musi przewozić milion osób rocznie. To jest w Radomiu nierealne.

Więc trzeba po prostu chcieć stworzyć warunki dla przedsiębiorców. Co jeśli np. powiem dziś firmom, że zwalniam je z podatku od nieruchomości albo z podatku od środków transportowych, ale w zamian muszą zatrudnić kilka nowych pracowników? Wystarczy kalkulacja. Nowi zatrudnieni płacą przecież podatki dochodowe, nie trzeba im płacić zasiłków dla bezrobotnych. Zwiększa się konsumpcja, bo kiedy ludzie mają pieniądze, to je wydają w sklepach czy restauracjach... To są tak proste mechanizmy, aż dziwi, że w Radomiu się ich nie wykorzystuje.

Dlaczego?

- Bo ludzie, którzy rządzą miastem są oderwani od rzeczywistości. Widać, że w życiu nie prowadzili żadnego biznesu. Są po prostu członkami jakiejś partii i żyją z pracy innych. Ja nauczyłem się odpowiadać za moją firmę, za moich ludzi i to się przełoży na zarządzanie samorządem. To są proste rzeczy. Podam przykład. Dziś MPK kupuje kolejne autobusy, więc rozumiem, że mamy coraz więcej przewozów po stronie miasta. Ale dlaczego inwestuje miasto, a nie prywatny przedsiębiorca? Ja rozumiem, że musimy mieć zachowane bezpieczeństwo transportowe w mieście, ale przecież można odwrócić proporcje. Jeśli połowę transportu mieliby prywatni przedsiębiorcy, miasto zaoszczędziłoby na tym kilkadziesiąt milionów zł rocznie.

Ale wtedy trzeba by zwolnić paru urzędników obsługujących system...

- Do tego zmierzam, że paru urzędników musiałoby zacząć pracować na własny rachunek. Przydało by się. W zarządzaniu miastem chciałbym wprowadzić zasady i konkursy menedżerskie. Dajemy komuś zadanie i czas na jego wykonanie. Jeśli coś nie jest wykonane, to zmieniamy menadżera i idziemy dalej.

Pan i KNP krytykujecie nepotyzm, ustawianie przetargów, lokowanie „swoich” ludzi w spółkach. Ale wszyscy idą do wyborów, zapowiadając, że będą czyści i transparentni. Dlaczego uważa pan, że właśnie panu uda się przestrzec swoich ludzi przed korupcją i nepotyzmem?

- Nie jestem uwikłany w żaden układ, w żadną partyjną zależność. Ja dziś jestem człowiekiem bezpartyjnym i to, że Kongres Nowej Prawicy daje mi poparcie, nie znaczy, że ja mam wobec niej zobowiązania tego typu, że muszę ich nagradzać stanowiskami. Jak każdy w zarządzaniu muszę mieć ludzi, do których mam zaufanie. Ale najwyższą formą zaufania jest kontrola.

Powtórzę: nie głosujmy na partie, ale na ludzi, którzy coś w życiu osiągnęli. I na młodych – w przeciwnym wypadku oni stąd odejdą. To oni mają pomysły, entuzjazm i nowoczesną wiedzę. Te wybory to szansa tchnięcia nowej energii w miasto.

Rozmawiał Sebastian Równy

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy