Andrzej Kosztowniak: Stabilna sytuacja (WYWIAD)

Andrzej Kosztowniak: Stabilna sytuacja (WYWIAD)
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ


Jak podsumowałby Pan dwie kadencje swoich rządów?

– Te osiem lat trzeba z pewnością podzielić na kilka części. Okres od 2007 do 2009 roku to czas nauki. Kolejne dwa lata to początek nowych, dużych inwestycji oraz wprowadzenie zmian w funkcjonowaniu miasta. Druga kadencja to z kolei okres realizacji największych inwestycji, w tym infrastrukturalnych. W ciągu tych wielu lat udało nam się pozyskać dużo pieniędzy z Unii Europejskiej. Ponad 90 procent złożonych przez nas wniosków zostało pozytywnie ocenionych. Nie byłoby to możliwe bez zespołu dobrych i mądrych ludzi, z którymi współpracuję. Te ostatnie lata to także wprowadzenie w mieście debaty publicznej, dyskutowanie z obywatelami na temat najważniejszych dla miasta spraw.

A propos inwestycji - często oskarżany jest pan przez przeciwników politycznych o nadmierne zadłużenie miasta. Jaki jest pana sposób na to, aby to zjawisko zahamować?

- Należy postawić dwa pytania: czy w ogóle pożyczać pieniądze i skąd wziąć środki na inwestycje? Wielu mówi "trzeba wziąć kasę z Unii Europejskiej". Ale wspólnota nie finansuje w całości inwestycji. W przypadku obwodnicy południowej wsparcie z unii jest na poziomie 35 procent, a szkoły muzycznej - 49 procent. Sytuacja finansowa Radomia jest bardzo stabilna. Jesteśmy wśród tych miast w Polsce, które najmniej wydają na obsługę administracji samorządowej. Wiem, że lubimy porównywać nasze miasto z innymi ośrodkami. Dlatego weźmy jako przykład Toruń, który jest do nas podobny wielkością. To miasto ma miliardowy dług. U nas to zadłużenie jest na poziomie 430 mln. Kielce mają zadłużenie na poziomie 66 procent. W Radomiu ten wskaźnik wynosi 43 procent. Dług w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosi u nas 1950 zł, a w Toruniu aż 5 tys. zł. Powtarzam, że my pożyczamy pieniądze, ale ich nie przejadamy. Są one tylko i wyłącznie przeznaczane na ważne inwestycje. Wielu konkurentów politycznych zarzuca mi zadłużanie miasta. Ale nie pamiętają oni o ty, że na poziomie kraju każdy obywatel ma dług wynoszący 27 tys. 500 zł! Jeśli ktoś mówi o radomskim długu, to niech najpierw spojrzy w lustro. 

Co może pan uznać za swoje porażki ostatnich dwóch kadencji?

- Tak, jak z jednej strony wielkim sukcesem jest zbudowanie obwodnicy południowej Radomia, tak wielką moją porażką jest to, że zabrakło mi dwóch tygodni, aby ukończyć ten ważny projekt i pokazać efekt wieloletnich prac. Gdyby ktoś mi powiedział osiem lat temu, kiedy rozpoczynaliśmy projektowanie tej inwestycji, że zabraknie mi 14 dni, aby oddać obwodnicę przed wyborami, to bym nie uwierzył. Jednak życie uczy pokory. Porażką niewątpliwie jest również trasa N-S. Liczyłem na dużo szybsze przekazanie nam ministerialnego dofinansowania na przebudowę ulic Żółkiewskiego i Wojska Polskiego. Półtora roku temu można było dać nam pieniądze na ten cel, ale tego nie zrobiono. To zablokowało powstanie N-S. Ten projekt na pewno będzie realizowany w kolejnych latach. Niestety, ale w Radomiu nie powstał także ośrodek rehabilitacji. Uwierzyliśmy w obietnice innych polityków, w tym obecnej premier Ewie Kopacz. Dzisiaj sam zabieram się za projektowanie tego ośrodka. W tym miejscu muszę również wspomnieć o niedokończeniu przedłużenia Mieszka I. Tam w trakcie prac pojawiły się problemy z gruntem. Mam świadomość, że ta ulica powinna być już gotowa.

Jak dalej będzie funkcjonował dalej Port Lotniczy Radom, jeśli wygra pan wybory? Czy miasto dalej będzie dokładało do utrzymania tej spółki?

- Decyzja o tym, że przez 10 lat będziemy dokładali do tego przedsięwzięcia zapadła wtedy, gdy podjęliśmy decyzję o budowie lotniska. Tak zakłada przyjęty już dawno masterplan. Niestety, ale wiele osób zapomina o tym, albo nie nie przeczytało dokumentów. Lotnisko w Radomiu to sukces. Przez lata były tylko dyskusje na temat cywilnego portu, ale to nam udało się zmaterializować marzenia. Zrealizowaliśmy I etap inwestycji. Port został wpisany do rejestru lotnisk cywilnych. To do czego się zobowiązaliśmy zrobiliśmy. Teraz musimy zainwestować w płytę postojową, wydłużenie pasa startowego, a na to potrzebne są pieniądze. Kolejny, III etap to budowa cargo. Ubolewam nad tym, że ani samorząd województwa mazowieckiego, ani rząd nie wsparł nas finansowo przy tym projekcie. Udziałowcem lotniska w Modlinie jest samorząd wojewódzki, który wydał na ten port 255 mln zł. 11 mln wyłożyła strona rządowa. Ja nie kryję tego, że wciąż liczę na zewnętrzne wsparcie. Nie rozumiem, dlaczego inni taką pomoc dostają, a my nie możemy.

Kolejną kwestią poruszaną przez opozycję jest nepotyzm. Chodzi tu o zatrudnianie radnych w jednostkach podległych miastu oraz udzielanie zamówień radnym z PiS. Jaka jest pana odpowiedź na ten zarzut?

- Zamówienia w samorządzie są udzielane tym, którzy wygrają przetarg lub okazali się najlepsi podczas składania zapytania ofertowego. W obu przypadkach najważniejsza jest najniższa cena. I tu nie ma znaczenia, czy zwycięską okazała się akurat firma radnego. Tę kwestię regulują przepisy prawa. Co do radnych, którzy pracują w jednostkach podległych miastu, to trzeba zadać pytania: czy pracują źle i czy nie mają kwalifikacji, aby sprawować daną funkcję? Przy ich zatrudnianiu również wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Nie może dojść do takiej sytuacji, że jeżeli ktoś jest radnym, to nie może pracować w administracji. W magistracie, czy też w innych jednostkach pracują ludzie związani z różnymi partiami, ale niestety o tym często się zapomina. W ciągu ostatnich lat Platforma Obywatelska powiększyła w Polsce grupę urzędników o sto tysięcy osób. O tym jednak nikt często nie wspomina.

Ostatnio dużo mówi się o kontrolach, które przeprowadzają w magistracie różne służby, w tym CBA. Czy uważa pan, że jest to element walki politycznej?

- Taka myśl się rodzi, choć nie chciałbym jej za bardzo dopuszczać do głowy. Przez ostatnie osiem lat tak wielu kontroli nie było. Teraz jest ich bardzo dużo. Prawdą jest to, że te działania nasiliły się przed wyborami. Nie chcę wierzyć, że służby mogą być wykorzystywane przeciwko konkretnej osobie. Ale przyznam, że niektóre działania są dziwne. Przez osiem lat mój zespół pracował dobrze. Zaznaczę, że obecne postępowanie w prokuraturze na wniosek CBA nie jest prowadzone przeciwko komuś, ale w sprawie. Śpię spokojnie i jestem pewny moich współpracowników.

Ostatnio Włodzimierz Bojarski, wiceprzewodniczący rady miejskich, w gorzkich słowach wypowiedział się na temat koalicji PiS - PSL. A jak pan ocenia współpracę z ludowcami?

- Wiem, że w samym PSL są różnice co do współpracy z nami. Muszę przyznać, że oczekiwałem na większą pomoc ze strony ludowców w kontaktach z sejmikiem województwa mazowieckiego. Te dwie kadencje utwierdziły mnie w przekonaniu, że następna koalicja powinna być zawarta w celu realizacji konkretnego projektu.

A dopuszcza pan koalicję np. z PO?

- Życie nauczyło mnie, że trzeba współpracować z każdym. Ja już wiele razy zachęcałem PO do działania razem. Obawiam się jednak, że częściej wygrywa to, aby zachowania z Sejmu przenosić na poziom samorządów. W wyborach stratuje teraz dwóch posłów, którzy na naszym lokalnym podwórku próbują robić to, co w parlamencie. W samorządzie nie miejsca na ideologię.

Którego rywala w walce o fotel prezydenta obawia się pan najbardziej?

- Z szacunkiem podchodzę do każdej z tych osób i jestem w stanie rozmawiać merytorycznie z każdym z kandydatów. Jednak jestem daleki od powstania u nas bazy rakiet balistycznych, budowy metra, czy likwidacji wszystkiego wokół. Chciałbym debatować z innymi kandydatami na temat poważnych spraw, kultury, ochrony środowiska, oświaty i służby zdrowia. Niestety, często jest to niemożliwe. Obecna kampania pod względem merytorycznym jest najsłabsza.

Jak w mieście ograniczyć bezrobocie? Czy liczy pan w tej kwestii na wsparcie ze strony rządu? Czy zakłada pan powstanie Radomskiego Urzędu Pracy?

- PSL nie zależy na tym, aby powstał miejski pośredniak. Nie ma na to politycznego klimatu. Przypomnę, że zgodę na tego typu placówkę musi wydać minister pracy i polityki społecznej, a jej nie ma. Może taka szansa pojawi się za rok po wyborach parlamentarnych. Co do samego bezrobocia, to my jako Radom wprowadziliśmy wszelkie formy pomocy przedsiębiorcom, jakie są przewidziane w prawie. Jednak, aby skutecznie poprawić sytuację na lokalnym ryku pracy, potrzebny jest konkretny, rządowy program. Duże bezrobocie jest nie tylko tam, gdzie jest Kosztowniak, ale na całej Ziemi Radomskiej w takich miastach jak np. Szydłowiec, Pionki, Zwoleń, Wierzbica. Tam nie ma ani Kosztowniaka, ani PiS. To problem również w województwach łódzkim, lubelskim czy świętokrzyskim. Jerzy Buzek, obecnie polityk PO obiecywał wiele lat temu, że miasta, które stracą pozycję ośrodków wojewódzkich, otrzymają wsparcie. Prawie żadna z tych obietnic nie została spełniona. Obecny rząd uważa, że Polska ma się rozwijać dzięki pięciu, może sześciu dużym ośrodkom. Jednak my z PiS jesteśmy innego zdania i chcemy zadbać o średnie ośrodki miejskie. Ostatni kandydat na prezydenta Radomia z PO obiecuje, że stworzy osiem tysięcy nowych miejsc pracy. Jak można coś takiego deklarować, skoro przez ostatnie lata ta partia wyprowadziła lub zlikwidowała w Radomiu ok. tysiąc etatów?

Rozmawiał Mariusz Skopek, fot archiwum cozadzien.pl

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy