Wiadomości z Radomia i regionu radomskiego Felieton: Choroba miejska albo oczy w chodnik - Radom - Co za dzień
baner

Felieton: Choroba miejska albo oczy w chodnik


Piękna złota polska jesień. Liście spadają z drzew, w marketach oprócz promocji na znicze pokazały się pierwsze czekoladowe Mikołaje, a w telewizji zaczął się sezon na reklamy leków na grypę i przeziębienie. A że akurat zgrałem się z sezonem reklamowym i właśnie dopadło mnie jakieś przeziębienie, to tym razem poruszę temat pewnej choroby. Choroby miejskiej.


Jest to choroba ciężka i przewlekła, z którą nasze miasto od wielu, wielu lat nie może sobie poradzić. I choć prób walki z nią było wiele, to efektu terapii nadal nie widać. Jak zatem nazywa się owa choroba? To szyldoza. Wredna, obrzydliwa, dokuczliwa i chyba nieuleczalna. Ze szpecącymi reklamami bowiem włodarze naszego miasta nie potrafią (albo nie chcą) definitywnie się rozprawić. A przecież chaos reklamowy w Radomiu jest przytłaczającym problemem. Przykładów miejsc szczególnie zaśmieconych reklamami, gdzie nasze poczucie estetyki wyje z bezsilności, jest mnóstwo. Nawet główne ulice miasta, jak Żeromskiego czy Moniuszki i Piłsudskiego są pełne szpecących szyldów i reklam. Najjaskrawszym przykładem tego dramatu jest kamienica Dowkontta 4, gdzie wiszą aż 22 potworne reklamy. (Co wrażliwszym radzę, by omijali to wstydliwe miejsce z daleka. A jak już musicie, to jak najszybciej przemykajcie z oczami wbitymi w chodnik.) Właśnie ten odstraszający budynek zainspirował mnie trochę do poruszenia tego tematu. Ostatnio bowiem na facebookowym profilu „Radom Retrospekcja” zostało zamieszczone zdjęcie z albumu okolicznościowego Zakładów Metalowych. „Aż trudno wyobrazić sobie dziś tę kamienicę bez banerów” - tak podpisano owo zdjęcie. Owszem, obecnie jest to trudne, jednak archiwalne fotografie mogą nam w tym pomóc. Chaos reklamowy i ogólna brzydota jest również w okolicach marketów lub też miejsc szczególnie się korkujących. Przyczepy reklamowe na parkingach czy też szpecące billboardy to już niemal standard krajobrazu Radomia. Niestety. 


A miało być tak pięknie. „Za rok powinna być gotowa uchwała krajobrazowa, likwidująca chaos reklamowy w Radomiu” – pisaliśmy na portalu Co Za Dzień w marcu 2016 roku. W uchwale, którą miała przygotować Miejska Pracownia Urbanistyczna, miały się znaleźć zasady i warunki sytuowania obiektów małej architektury, szyldów, tablic reklamowych i urządzeń reklamowych oraz ogrodzeń. Dwa lata już prawie minęły, a czy ktokolwiek słyszał, by taka uchwała była przygotowywana i weszła w życie? Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie, jak postępują nad nią prace? Jeśli miałbym napisać, co od tego czasu się w tej kwestii w mieście zmieniło, to mógłbym śmiało zostawić znaczącą pustkę. Bo nie zmieniło się nic. Przegłosowano jedynie uchwałę intencyjną. Co to znaczy? Uchwała intencyjna ma taką samą moc, jak list intencyjny – działa to mniej więcej tak, że ktoś zamierza coś zrobić. Jednak kiedy i czy w ogóle coś zrobi lub zmieni, pewności nie mamy. Mogę śmiało napisać, że moją intencją jest zarabianie tyle, ile prezydent lub prezes spółki, który owe listy intencyjne podpisuje. Jednak to jest tylko intencja. Tak samo jak intencją byłego prezesa lotniska były choćby loty do Egiptu lub współpraca z nieistniejącymi liniami lotniczymi 4 You Airlines. Intencją był też izraelski inwestor dla radomskiego lotniska. Tak więc w naszym mieście dobrych intencji było mnóstwo, jednak mało z nich wynikało konkretów. 


baner
Konkret w walce z szyldozą jednak był. Co prawda, bardzo mały i skromny, konkrecik raczej. W ubiegłe wakacje jedna z lokalnych agencji reklamowych ogłosiła konkurs „Zaszyldowani”. W ramach tego konkursu radomscy przedsiębiorcy otrzymali szansę na odmianę swoich siedzib i wymianę starego szyldu na nowy. Wystarczyło zgłosić się do konkursu i zdobyć poparcie mieszkańców Radomia. Do konkursu zgłosiło się 13 radomskich właścicieli sklepów i punktów usługowych. Wtedy zwycięzcą konkursu została słynna od 1946 roku cukiernia „Oleńka” z ul. Focha, zbierając 214 głosów. 


Jedna jaskółka wiosny nie czyni, choć lepsze to, niż nic. Co z tego, że jeden obiekt wypiękniał, kiedy miejsc szpecących w naszym mieście mamy setki lub nawet tysiące, a z chaosem reklamowym władza wyraźnie sobie nie radzi lub nie chce poradzić? A wstyd i niesmak jak był, tak jest. Jak informuje Portal Samorządowy, 20 października po raz drugi obchodzimy w Polsce Święto Krajobrazu. Może warto, by krajobraz naszego kochanego Radomia był wolny od szpetnych reklam i by rzeczywiście już za rok było co świętować?

Adam Hildebrandt


Wasze komentarze


baner
baner
Polecany artykuł

Gwiazdka na Deptaku. Przyjedzie autor paszkwilu o Radomiu Prezydent Radosław Witkowski zaprosił do Radomia na Gwiazdkę na Deptaku autora „słynnego”...

x