Wiadomości z Radomia i regionu radomskiego Marek Suski: "Tęsknię za delikatną finezją" - Radom - Co za dzień
baner

Marek Suski: "Tęsknię za delikatną finezją"


Z Markiem Suskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Maciej Dobrowolski.


Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ.

Marek Suski. Poseł Prawa i Sprawiedliwości ziemi radomskiej, polityk z krwi i kości, szlachcic. Dzień dobry, panie pośle.

- Dzień dobry.

Jak poseł Marek Suski ocenia społeczeństwo XXI wieku, a w nim nas, mieszkańców Radomia?

- Każda cząstka społeczeństwa ma swoją specyfikę. My, radomianie, trochę się różnimy od innych. Na tym polega nasze piękno. Mieszkańcy Radomia zawsze mnie interesowali, pasjonowali nawet od wielu lat, od czasów wypadków radomskich. Zawsze mówiłem: „o, tutaj są świetni ludzie, nie dają się komunie!”. A potem poznałem moją małżonkę, która była właśnie z Radomia i zobaczyłem wtedy, jacy radomianie byli naprawdę. Żona mi wiele opowiadała, jak tam „kości leciały” na strajkach w 76 roku. Już w Radomiu poznałem bardzo wielu innych, wspaniałych ludzi i jestem z tego powodu szczęśliwy - bo tutaj są naprawdę fajni ludzie.


A jak pan ocenia radomian jako przyjaciół? To są ludzie, z którymi można na co dzień pracować i konie kraść? Bo mówi się w Polsce, że jesteśmy „charakterni” i wcale niełatwo się z nami żyje.

- Jedno nie wyklucza drugiego. Poza tym ja lubię ludzi z charakterem. Nie lubię takich „śliskich”, którzy się starają przypodobać, bo tacy z reguły są fałszywi.


No, ale to jest właśnie polityka – a jej kwintesencją jest podlizywanie się czy przypochlebianie...

- Nie, nie. To nie jest polityka. To jest tak, że są ludzie, którzy mają jakieś ukryte cele i udają, że są życzliwi. A są też tacy, którzy są szczerzy, otwarci. Jak coś im się podoba, to mówią, że jest dobrze, a jak coś im się nie podoba, mówią, że jest źle. Ja wolę tych drugich, bo to pozwala ustrzec się przed błędami.


Ale przecież, gdy ktoś powie coś delikatnie „śliskiego”, lecz inteligentnego, to wtedy mówi się, że „wypowiedział się politycznie”.

- No, można to i tak interpretować. Ja tęsknię za taką delikatną finezją, za tą cienkością ripost, za pewnym zróżnicowaniem, ale takim z klasą. Dzisiaj, niestety, polityka zeszła na takie tory, gdzie główną bronią jest naparzanie się bejsbolem albo pałą. Kto komu bardziej chamsko przyłoży, ten będzie bardziej zadowolony z siebie. Ale nie wiem, czy ludzie są z tego zadowoleni? Mam nadzieję, że nie.


A pan to czasem sam nie „naparza” bejsbolem?

- Staram się nie. Próbuję się ewentualnie bronić i osłaniać jakąś tarczą. Natomiast, oczywiście, miewam ostre wypowiedzi, jednak staram się, by nie przekraczały pewnej granicy. Niestety, dziś wielu ludzi parających się polityką z łatwością, a nawet z samozadowoleniem przekracza granicę, za którą jest już tylko chamstwo.

- Pamiętam jak kilkanaście lat temu przychodził pan do redakcji Radia Rekord i razem z moją przyjaciółką, ówczesną naczelną radia Mirą Marecką rozmawialiście państwo o swoich szlacheckich korzeniach, herbach, pamiątkach rodowych. Widać było, że gdzieś tam drzemie w panu rodowe szlachectwo. A jednak szlachta to przecież ludzie wojujący…

- To prawda. Rycerstwo wywodzi się z pewnego etosu, gdzie – jak to mówiono – i szablą, i na roli. Czyli były zasady, które obligowały szlachcica do tego, by trzymać pewien poziom. Chociaż, jak sięgniemy do historii Polski, to zdarzali się ludzie z tytułami szlacheckimi, którzy niekoniecznie godnie się zachowywali.

Sienkiewicz o nich dosyć dużo pisał...

- Sienkiewicz, Żeromski, Mickiewicz i wielu innych autorów pisało o bohaterstwie, ale także o demoralizacji i zdradzie. Różnie to bywało. W wielu rodzinach były czarne owce, ale jednak był to ogólnie potępiany margines. W tym kontekście ciekawą oceną naszego społeczeństwa może być analiza Stalina. Stalin mówił, że żeby zniewolić Polskę, trzeba zniszczyć dwie rzeczy: kościół i wiarę oraz polskie ziemiaństwo i szlachtę, bo to są dwa fundamenty polskości. Wiara i szlachetność dla Polaków stanowi wzorzec postępowania. W sprawie szlachty Stalinowi prawie się udało. Została praktycznie zniszczona, a ziemiaństwo całkowicie wyrugowane i oczernione. Ale nie udało się zniszczyć etosu. W Polsce nadal ludzie odwołują się do tradycyjnej szlachetności; nie mówię tu o tytułach, tylko o wzorcach zachowań. Z kościołem i wiarą było inaczej. Pomimo ogromu prześladowań, kościół dzielnie się opierał i ostatecznie oparł się komunizmowi. Kościołowi udało się ocalić swoją tożsamość, a tym samym przechować wiarę i tradycyjne wartości dla przyszłych pokoleń. Chociaż do dzisiaj w wielu miejscach spotykamy się z atakami na kościół. Wciąż pobrzmiewa pokłosie stalinowskiego komunizmu.


Jest pan człowiekiem wierzącym?

- Tak.

Głęboko? Czy ma pan czasem wątpliwości?

- Trudno jest samemu ocenić głębokość wiary. To ewentualnie oceni ktoś tam, na górze. Nie wiadomo za jak długo. Może za parę godzin? Bo nie znamy swojego dnia ani godziny. Więc trzeba tak żyć, jakby to miała być nasza ostatnia godzina. Dlatego trzeba w każdej chwili pamiętać o tym, żeby zachowywać się przyzwoicie.


Panie pośle, mówiliśmy trochę o przeszłości, mówiliśmy o rzeczach związanych choćby z kulturą szlachecką, ale pójdźmy do przodu. Jak pan wyobraża sobie Polskę za pięć lat?

- Jak sobie wyobrażam Polskę? Jako kraj, który liczy się bardziej na arenie międzynarodowej, który należy do grupy G20, który jest silny siłą ducha swoich obywateli, który ma też silną armię, gotową do odstraszania potencjalnych przeciwników. Wyobrażam sobie Polskę jako kraj, w którym jest zdecydowanie mniej biedy... Co prawda, bieda już w tym roku została mocno zredukowana - raport ONZ mówi, że w Polsce nastąpił największy skok pod względem likwidacji chociażby głodu wśród dzieci. Ale mam nadzieję, że to nie jest ostatnie działanie, jakie jesteśmy w stanie w tej materii zrobić. Myślę, że za pięć lat będziemy mieć społeczeństwo lepiej wykształcone i bogatsze. A u nas, jestem przekonany, że za tych pięć lat będziemy wreszcie jeździć pociągiem do Warszawy i z powrotem z prędkością 160 km na godzinę. Mam też nadzieję, że dużo szybciej niż za pięć lat będzie oddana do użytku obwodnica i że będziemy mieli trasę S7 praktycznie na całej długości aż do Krakowa. A więc atrakcyjność Radomia zwiększy się, bo jak jest łatwy dojazd, to jest większa atrakcyjność. Mam też nadzieję, że za pięć lat będzie lepszy prezydent Radomia niż obecnie.

A kto nim będzie?

- A to już jest kwestia dla wróżki.

Może Andrzej Kosztowniak?

- Nie jest to wykluczone, ale też nie jest to przesądzone. Dzisiaj jeszcze nie podjęliśmy decyzji, kto będzie naszym kandydatem. Na pewno jeśli wygra, będzie to zdecydowanie lepszy prezydent niż obecny. Jeśli chodzi o podejście do ludzi, inwestycje, poprawę infrastruktury, budowę wielu instytucji publicznych, zdobywanie środków zewnętrznych itd., to bilans Kosztowniak jest bardzo korzystny. Chociaż – jak każdy – Andrzej Kosztowniak ma swoje słabości. Np. nie potrafi obiecywać rzeczy niemożliwych. Może właśnie dlatego przegrał z obiecanym przez PO metrem.

Panie pośle, wypowiedział pan słowo „słabość” I to jest rzeczywiście taki haczyk – że jak się wypowie jakieś słowo, to trzeba wiedzieć, że ono może być użyte przeciwko panu. Proszę wymienić swoje słabości.

- Mam ich bardzo wiele. Ale pozwoli pan, że sam siebie nie będę krytykował.

Nie powie pan nawet np. tego, że lubi jeść słodycze?

- Niespecjalnie lubię. Najlepsze słodycze to schabowy z kapustą (śmiech). Uwielbiam bigos - sam zresztą gotuję. Właśnie w jedną słabość pan trafił - lubię pojeść.

Ponoć faceci są najlepszymi kucharzami. Ja nigdy nie mogłem pojąć tego fenomenu. Naprawdę gotuje pan?

- Tak. Czasami, bo jednak czasu mam mało.

I nie jest panu szkoda, że stoi pan pół dnia przy garach, a potem je w 15 minut to, co pan tyle czasu gotował?

- Jak gotuję bigos, to się nie da go zjeść w 15 minut, bo to jest duży garnek. Żona część później w słoiki zamyka i jest na dłużej.

Czyli bigos mogę panu zaliczyć jako słabość?

- To słabość? Niech tak będzie. Lubię smaczne, polskie jedzenie.

A propos polskich rzeczy... Co pan sądzi o tym, że ceny nad polskim morzem wzrosły ostatnio dramatycznie? Nadchodzący sezon będzie niesamowity dla tych, którzy robią tam biznes, bo w tych niebezpiecznych czasach coraz trudniej jest spędzić spokojny urlop w Egipcie czy Turcji. Świat nam zupełnie oszalał. Czy pan również odnosi takie wrażenie?

- Tak, zdecydowanie świat oszalał. Ale ma to też swoje dobre strony. Polskie morze jest piękne i atrakcyjne. Tymczasem w czasie wakacji Polacy bardzo często wybierali zagraniczne kurorty i tam wywozili miliardy złotych. Jeśli te miliardy zostaną w Polsce, to nasza gospodarka będzie silniejsza. Będziemy nieco bogatsi. Doceniajmy to, co jest nasze. Polska jest piękna.


A pan jeździ nad polskie morze?

- Byłem kilka dni temu nad polskim morzem, dokładnie w Gdańsku. Chociaż nad samym morzem nie byłem. Wyjazd był związany z komisją Amber Gold i ze spotkaniami z ludźmi, którzy potrafią powiedzieć, z czego ta afera się wzięła i jak przebiegała. Tak że nie była to wizyta na plaży, ale w sensie geograficznym byłem nad Bałtykiem. Natomiast jeśli chodzi o urlop, to my mamy dość mało czasu. Ostatni urlop spędziłem w domu. Zrobiłem mały remont domu, bo dach przeciekał...


Dach??? To nie był urlop!

- Dlaczego? Ja się z tym bardzo dobrze czułem. Lubię takie prace; ja się przy nich relaksuję. Odpoczywam od świata polityki, zajmując się sprawami – jak ktoś mógłby powiedzieć – przyziemnymi. Ale te przyziemne sprawy są ważne dla rodziny i dla lepszej jakości życia po prostu. Bo w odnowionym mieszkaniu człowiek czuje się lepiej. W zeszłym roku właśnie odnawiałem mieszkanie, a w tym naprawiłem cieknący dach i ogarnąłem problemy z kominem. Dwa lata temu też wybrałem się na „urlop wewnętrzny” - malowałem freski na ścianie. Takie rzymskie. Czułem się trochę jak na wczasach w starożytnym Rzymie.

„Urlop wewnętrzny”. Ładnie pan to określił. Bo pan maluje, panie pośle?

- Staram się. Ale czasu mi brakuje.

A to nie jest tak, że gdyby kiedyś coś się w pana życiu zmieniło i trzeba byłoby powiedzieć: „OK, zostawiam politykę, nie mam siły, nie chce mi się. Biorę się za malowanie” to zacząłby pan - jak Kusy z „Rancza”?

- Kusy? Nie znam. Mało oglądam telewizji.

Nie oglądał pan „Rancza”?

- Nie. Nie wiem, kto to jest Kusy.

Czyli nie ugania się pan, panie pośle, za popkulturą? Kusy to jeden z głównych bohaterów serialu „Ranczo”, który odkrywa w sobie talenty malarskie. Robi wielką karierę i dzięki temu zarabia przyzwoite pieniądze, wszyscy go kochają i żyje długo i szczęśliwie.

- Ja, zanim zostałem posłem, trochę malowałem. No i jakoś można było wyżyć. Może nie były to wielkie pieniądze, ale dom, w którym mieszkam, kupiłem nie z polityki, ale właśnie z tego zajęcia. Dużo malowałem i do tego lubiłem to robić. Przychodziłem po pracy - pracowałem w firmie, takiej czy innej, bo zmieniałem pracę... Przychodziłem więc do domu, siadałem przed sztalugą i malowałem obrazy. Co tydzień jeden, przez wiele lat. Często jeden sprzedawałem za sumę większą niż wynosiła miesięczna pensja, więc biedy nie miałem. Pewnie też miałem mniej wrogów.

Mówi się, że miarą wielkości człowieka jest liczba jego wrogów… Panie pośle, jakie są pana marzenia?

- Moje marzenia? Żeby w Polsce wreszcie doszło do zgody w najważniejszych sprawach. Żebyśmy zgodnie potrafili budować wspólnotę. I nie chodzi mi o zgodę w rozumieniu Komorowskiego za pomocą „walenia dechą”, tylko o wzajemny szacunek.

Czyli niekoniecznie, żeby nie było opozycji w ogóle, tylko, żeby się wzajemnie nie żreć, jak to jest teraz?

- Nie chciałbym, żeby nie było opozycji. Tylko chciałbym, żeby to była opozycja, a nie rewolucjoniści, którzy chcą rząd obalać siłą, bo nie mają pomysłu na Polskę. I chciałbym, żeby opozycja była twórcza, żeby nam pokazywała, co jeszcze należy zrobić i jak to zrobić. Taka opozycja byłaby bardzo pożyteczna. Obecna do takich, niestety, nie należy.

Kiedy zapytałem o pana marzenie, rzucił pan odpowiedź z dziedziny polityki. A życiowe, takie zwykłe marzenie Marka Suskiego, nie posła Suskiego?

- Życiowe marzenie? Niech to zostanie moją prywatną tajemnicą.

Jest pan introwertykiem - kimś, kto dużo rzeczy trzyma w sobie, a nie obnosi się z nimi na prawo i lewo. To do polityka niepodobne. Chyba, że jest to przemyślana strategia?

- To nie strategia. Mam tak od urodzenia. Mój dom to moja twierdza. Co w mojej rodzinie i co dotyczy mojego życia osobistego, to moja prywatna sprawa. Nie narzucam się z tym, nie opowiadam, nie wpuszczam dziennikarzy do fotografowania domu. Nie afiszuję się z rodziną, nie eksponuję jej specjalnie, bo to jest sfera osobista.

Panie pośle, mówiliśmy o Radomiu, o Polsce, o polityce, o wakacjach, o kuchni, o marzeniach. A teraz pytanie związane z okresem okołowalentynkowym. Co prawda, jest to angielskie święto, ale akurat za takim świętem, które przynosi trochę więcej uśmiechu, a nie jest rdzennie rodzime, to i ja jestem. Pamięta pan swój pierwszy pocałunek?

- To było bardzo dawno.

I zapadła cisza. Bo prawdziwy facet nie rozpowiada takich rzeczy. Ma pan rację, panie pośle. Czapki z głów. A tak na koniec... Lubi pan na siebie patrzeć w telewizji?

- Nie.

I znowu mnie pan zaskoczył (śmiech).


Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ.



red.


Wasze komentarze liczba komentarzy: 42
Marek Suski: \"T?skni? za delikatn? finezj?\"
Wysłany 2017-02-20 06:08 J. napisał:
\"My, radomianie\" Kto to jest my a kto radomianie? Czyżby kolejny radomianin?
Wysłany 2017-02-19 17:21 napisał:
No cóż, iście odkrywcza wypowiedź : delikatna finezja, a może : masło maślane? Pan poseł nie grzeszy zbytnią elokwencją, osobiście polecam \"Słownik wyrazów bliskoznacznych\", niewątpliwie pomoże!
Wysłany 2017-02-19 10:02 CIA napisał:
Czyżby CBŚ z ABW namierzyło rodzinną spółkę w USA Siuśki&córka&Company wia radio maryja Canada
Wysłany 2017-02-19 10:02 CIA napisał:
Czyżby CBŚ z ABW namierzyło rodzinną spółkę w USA Siuśki&córka&Company wia radio maryja Canada
Wysłany 2017-02-19 10:02 CIA napisał:
Czyżby CBŚ z ABW namierzyło rodzinną spółkę w USA Siuśki&córka&Company wia radio maryja Canada


baner
baner
Polecany artykuł

Marcin Kępa - rozmowa w studiu lokalnym Radia Rekord Gościem studia lokalnego Radia Rekord był Marcin Kępa, prezes Radomskiego Towarzystwa...

x