baner

Nie było Teleranka


Pamiętam… To był mroźny dzień, bardzo zimny dzień grudniowy. Miałam tylko 8 lat,
a jednak bardzo dobrze go pamiętam, może dlatego, że w wyobraźni dziecka, w jego poukładanym świecie z codziennymi rytuałami coś się zachwiało.


Zazwyczaj niedzielny poranek w naszym domu był gwarny i wesoły - mama przygotowywała śniadanie, a tata krzątał się koło kominka. Ja i moje rodzeństwo czekaliśmy niecierpliwie na Teleranek… ale nie tej niedzieli - tej niedzieli Teleranka nie było, tego dnia wszystko było inne…Obudziły mnie konspiracyjne szepty rodziców, mama smutnym głosem pytała tatę, co teraz będzie i jak przetrwamy. Chyba się bała, a tata zdenerwowany próbował ją pocieszyć, potem starał się nam wytłumaczyć, dlaczego w telewizji zamiast naszego ulubionego programu jest jakiś pan w mundurze i czołgi na ulicach. Wtedy w domu często padało słowo Solidarność i wojna. Kiedy spytałam tatę, co to jest Solidarność - mówił mi o ruchu ludzi walczących o równe prawa pracownicze, o wolność - wtedy niewiele z tego rozumiałam, ale z rozmów dorosłych dowiedziałam się, że moi rodzice należą do tego ruchu i że to niedobrze. Dziadek tłumaczył, że Polska jest w stanie wyjątkowym nazwanym stanem wojennym i nie wolno nam, dzieciom, nikomu mówić o tym, że nasi bliscy należą do Solidarności, bo obecne władze zamykają za to do więzienia.

Bardzo dobrze to pamiętam, ponieważ dwa dni później mama nie wróciła na czas z pracy. Była godzina 22.30, już po godzinie policyjnej. Wiedziałam, że mogło ją coś złego wtedy spotkać. Tata wyszedł po nią do pracy, z nami została babcia. Siedziałam skulona na łóżku i płakałam, po tym co usłyszałam wcześniej, bałam się, że już mamy nie zobaczę. Na szczęście wróciła cała i zdrowa - tłumaczyła babci, że nie było jej autobusu i musiała wracać piechotą, omijając patrole milicji.
Po tamtym dniu wydoroślałam. Jeszcze przez wiele wieczorów towarzyszył mi ten niepokój, że moi najbliżsi nie wrócą na czas do domu.

Dopiero wiele lat później dowiedziałam się o działalności w Solidarności mojego ojca i o tym, że wtedy, kiedy mama nam mówiła, że wyjechał na kilka dni w delegacje, on siedział w areszcie - przeszedł tzw. ścieżkę zdrowia. Wrócił wymęczony i obolały. Czy było warto…
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że moi rodzice, ich przyjaciele i wiele innych ludzi zapisało się na kartach historii.
Teraz już wiem, czego byłam świadkiem i cieszę się, że pamiętam…

ABS


Polecany artykuł

Charytatywny off-road na Koniówce Warkot silników, emocje i śnieg zmieszany z błotem. W niedzielę, 4 grudnia na Koniówce była...

x