Od dzieciństwa mam ADHD - wywiad z Sebastianem Cybulskim

Od dzieciństwa mam ADHD - wywiad z Sebastianem Cybulskim
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Zaczynał jako statysta w „Pannie z mokrą głową”. Przygodę ze szklanym ekranem rozpoczął dzięki zespołowi „Fasolki”, w którym śpiewał i tańczył. Swój kunszt aktorski prezentuje nam dziś w serialach i teatrze. Z Sebastianem Cybulskim - aktorem współpracującym z radomskim teatrem - rozmawia Milena Lis.

Co wpłynęło na pańską decyzję o aktorstwie?

- Z aktorstwem łączą mnie dwie historie. Pierwszą wiążę się z rodziną, gdzie od zawsze przejawiałem zapędy popisywania się jako dzieciak. Występy w programie, jakim był „Tik-tak” pozwoliły mi na zasmakowanie telewizji. Jednak muszę przyznać, że większe zainteresowanie wzbudzało we mnie to, co znajdowało się po drugiej stronie, w tzw. reżyserce. Druga historia miała miejsce w liceum, gdzie sprowokowany przez kolegów
z klasy, zostałem wręcz wepchnięty na przesłuchanie do szkolnej akademii. Okazało się, że jest deficyt panów, zostałem wybrany i byłem takim rodzynkiem wśród grupy dziewczyn. Po pewnym czasie zadałem sobie pytanie: „Dlaczego nie?” i zacząłem zdawać do PWSFTviT w Łodzi.

Jak wspomina pan swój pierwszy dzień na planie filmowym?

-Odkąd pamiętam, mam ADHD (śmiech). Zawsze i wszędzie było mnie pełno. Już jako dziecko byłem statystą w „Pannie z mokra głową”. W tym filmie miałem swój pierwszy w życiu epizod. Nie widziałem żadnego problemu w zagraniu sceny dialogowej. Traktowałem to jednak jako formę zabawy. Później, trafiłem na plan filmu „Pianista” Romana Pogańskiego. Tam dosłownie byłem tłumem, ale bardzo miło wspominam to wydarzenie. Samo spotkanie z Polańskim czy Pawłem Edelmanem, którzy rozmawiali z każdym ze statystów indywidualni... Podczas studiów, pojawiły się kolejne epizody - w „Magdzie M”, czy w „Sforze”. Nie ukrywam, iż byłem wtedy zafascynowany ludźmi z dużego ekranu. Było to zderzenie rzeczywistości moich wyobrażeń z lat młodości z rzeczywistością na ówczesne czasy. Muszę przyznać, że było ono dosyć niszczące (śmiech).

Sebastian Cybulski jest kojarzony przede wszystkim z postacią Ksawerego Rybińskiego z „Barw szczęścia”. Czym jest dla pana granie w serialu? Zwykłą popularnością czy może jednak czymś więcej?

- Aktor poprzez granie w serialu codziennym zostaje rozpoznawany przez masę ludzi. Jest to bardzo miłe i przyjemne uczucie, ale ma też swoje ciemne strony. Gra w serialu daje możliwość obycia z kamerą, jest też swego rodzaju zabezpieczeniem na życie, chociażby i przede wszystkim ze względów finansowych. Serial pozwolił mi na podjęcie tego ryzyka, jakim jest oddanie się teatrowi i jeżdżeniu po Polsce.

Jak brzmi motto życiowe Sebastiana Cybulskiego?

- Kiedyś brzmiało ono: "Bądź spontaniczny w monotonii swojego życia", czyli nie należy się poddawać codzienności i zawsze trzeba mieć jakieś marzenia, żeby móc do nich dążyć; impulsy, które prowokują do działania. Jednak najważniejsze jest to, abyśmy doszukiwali się pozytywów w każdej sytuacji. To, co się dzieje jest po coś. Staram się być zawsze optymistą i właśnie to uważam za moje największe motto. Na jeden sukces, składa się dziesięć porażek, po których nie należy się poddawać.

Gdy mam wolną chwilę to …?

- W obecnym czasie mam ich naprawdę niewiele. Jeśli się zdarzają to w przerwach między spektaklami. W wolnych chwilach próbuję mieć czas dla siebie, rodziny i najbliższych. Alei moi znajomi świetnie gospodarują moim wolnym czasem (śmiech).

Jak wyglądają najbliższe plany współczesnego aktora?

-Przede wszystkim odpoczynek. Obecny sezon był bardzo obfity w premiery i przedstawienia. Muszę trochę odpocząć. Jak mówi moja dziewczyna – częściej w domu mnie nie ma, niż jestem. Mimo to nie narzekam, bo wszystkie te wydarzenia są moim zawodem. Chciałbym, żeby ten stan różnorodności z poprzedniego sezonu trwał jak najdłużej. Niech się dzieje, ale to już po wakacjach.

.

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy