Nic bym nie zmienił – wywiad z dyrektorem radomskiego teatru

Nic bym nie zmienił – wywiad z dyrektorem radomskiego teatru
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Zbigniew Rybka - dyrektor Teatru
Teatr Powszechny im. J. Kochanowskiego w Radomiu zakończył kolejny sezon. Z dyrektorem teatru Zbigniewem Rybką rozmawia Dorota Trojanowska.

W ubiegłą niedzielę zakończył się w teatrze kolejny sezon. Jak pan go ocenia?


- Trudno ocenić sezon artystyczny, bo jest to pojęcie bardzo szerokie. Mogę ocenić ubiegły sezon artystyczny, np. pod względem frekwencji. Publiczność z nami została, więc myślę, że udał nam się on całkiem nieźle.

Właśnie. 70 tysięcy widzów w tym sezonie – całkiem nieźle. Czuje pan teraz presję, jak będzie za rok?

- Ta presja jest bez przerwy. Tu nigdy nie ma takiego momentu, że osiągnęliśmy maksimum i na tym poprzestajemy. O publiczność trzeba dbać stale – inaczej odejdzie. Musimy się zawsze tak samo dobrze pracować, żeby ciągle utrzymywać wysoki pułap. Staramy się sercem i uchem być blisko naszych widzów. Bez przerwy obserwujemy, co się dzieje.

Czy patrząc z perspektywy czasu, zmieniłby pan coś w ubiegłorocznym repertuarze?

- Nie zmieniłbym nic. Uważam, że było dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę naprawdę trudne warunki, w jakich przyszło nam pracować w ostatnich miesiącach – musieliśmy zmienić repertuar na ten sezon w momencie, gdy dowiedzieliśmy się, że dostaniemy mniejszą dotację na działalność teatru. Poza tym działaliśmy w warunkach trwającego w teatrze remontu.

O ile zmniejszone zostały fundusze dla teatru?

- U nas jest to 10 procent mniej w stosunku do poprzedniego roku. To dla nas bardzo duże cięcie. Rozumiem, że w mieście jest mniej pieniędzy, ale nie chciałbym, żeby tak dalej było, bo kilka lat pracy włożyliśmy w to, aby uzyskać dobre efekty, a szkoda byłoby się teraz zatrzymać.

Jaki wpływ na dobór spektakli miała zmniejszona dotacja?

- Efekt jest taki, że rezygnujemy z ambitniejszych projektów. Mamy wśród premier minionego sezonu dwie farsy, klasykę - Fredrę i Zapolską oraz spektakl dla młodzieży. To jest repertuar, który daje nam możliwość przeżycia. Mamy nadzieję, że na przyszły rok dotacja będzie wyższa. Wówczas będziemy mogli realizować nasze plany na większą skalę.

Czy teatr w wakacje wstrzymuje pracę?

- To będą pracowite wakacje. Trwa remont, a my przygotowujemy już nowe spektakle. Próby rozpoczął już do swojego nowego spektaklu Janusz Wiśniewski, a 7 sierpnia przygotowania z naszymi aktorami zaczyna Mikołaj Grabowski...

Czyli już znamy tytuły kolejnych premier?

- Tak, pod koniec września odbędzie się premiera autorskiego przedstawienia Janusza Wiśniewskiego pod roboczym tytułem "Itaka". A 20 października, na inaugurację X Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego planujemy premierę "Dzienników" w reżyserii Mikołaja Grabowskiego.

Jaki będzie repertuar nowego sezonu?

- Możliwie jak najbardziej różnorodny. Jestem zwolennikiem teatru repertuarowego, jaki robimy w Radomiu. Zwracamy uwagę na potrzeby widzów i na potrzeby teatru. Staramy się łączyć te dwa żywioły, co bywa karkołomne, bo one na ogół stoją w sprzeczności - interesem teatru jest odkrywanie nowych przestrzeni sztuki, a widownia oczekuje najczęściej bardziej rozrywkowej formy.  Musimy znaleźć kompromis. Dlatego nawet, gdy robimy przedstawienie dla młodzieży, to staramy się, żeby było ono jak najbardziej wartościowe artystycznie.

Repertuar z tego sezonu pozostanie?

- Właściwie z niczego nie rezygnuję. Wszystkie tytuły, które zrobiliśmy do tej pory zostają na afiszu. Pojawi się za to kilka nowych sztuk.

Czy możemy spodziewać się gwiazd w nowym sezonie?

- Nie wiem czy gwiazdy są nam potrzebne. Jeżeli teatr funkcjonuje ze zmniejszonymi środkami, to gwiazda jest dla niego dodatkowym kosztem.  Nie mogę wydawać pieniędzy, gdy mam ich o wiele mniej na przedstawienia, zwłaszcza że gwiazdy nie gwarantują sukcesu.

Jest panu bliższa dramaturgia współczesna czy klasyczna?

- Nie jest dla mnie ważne kiedy utwór powstał. O wiele ważniejsze jest natomiast to, jakim językiem został napisany - czy jest to język komunikatywny, jasny i konkretny. Panuje pogląd, że teatr współczesny jest wtedy, gdy wystawia współczesne dramaty. Tylko, że interesującej i wartościowej dramaturgii współczesnej w Polsce za bardzo nie ma. 


- Nauczyli mnie podczas studiów, że literatura nie jest absolutną podstawą i czymś bezwzględnym w tworzeniu teatru. I współczesny teatr o tym dobitnie przekonuje. Teatr nie jest literaturą. Literatura jest jedną z dyscyplin, która wspomaga teatr. Tak jak np. muzyka i światło. Jeżeli ktoś redukuje teatr do literatury, to po co mu teatr? Lepiej kupić książkę i przeczytać, bo wtedy uruchamia się wyobraźnia czytelnika. Do teatru nie idzie się po to, żeby ktoś za nas przeczytał książkę i nam ją streścił. Teatr to coś więcej niż literatura.



Fot. Łukasz Stańczuk

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy