Polka z Kazachstanu


Północny Kazachstan, wieś Czkałowo - miejsce wysiedlenia tysięcy Polaków tuż przed II wojną światową - mieszka tam Pani Maria - sześćdziesięcioletnia Polka, która na własnej skórze doświadczyła brutalności historii pierwszej połowy XX wieku. Na pytanie, jaki kraj uważa za swą ojczyznę, odpowiada bez zastanowienia - Polska.


By dojechać do Czkałowa w Kazachstanie, trzeba zarezerwować miejsce w pociągu z kuszetkami przynajmniej miesiąc przed terminem wyjazdu. Podróż trwa 4 doby. Odległość od Warszawy do Czkałowa wynosi 5 000 km. To nie lada wyprawa - trzeba się do niej solidnie przygotować - suchy prowiant, woda, odpowiednie ubranie, dokumenty i przede wszystkim konieczna jest znajomość języka rosyjskiego. Czkałowo znajduje się w samym środku ogromnej połaci stepu. Pani Maria mieszka tam od urodzenia. Rozmowę odbyłyśmy przez skype. 

- W jaki sposób znalazła się Pani w Kazachstanie?
W 1936 roku szlachta polska z Ukrainy została wysiedlona na tereny Północnego Kazachstanu. Podróż pociągami bydlęcymi trwała kilkanaście tygodni. Niektórzy poumierali podczas jazdy. Na stepie nie było nic. Początkowo ludzie żyli w namiotach, potem zaczęli budować domy z gliny i słomy. Kazachstan należał do ZSRR. Funkcjonowały tu kołchozy, w których pracowali również Polacy. Mama urodziła mnie tu, w Kazachstanie.

- Ile lat miała Pani mama, kiedy znalazła się w Czkałowie?
5 lat. Miała na imię Jadwiga. Przyjechała tu ze swoją mamą i tatą, czyli moimi dziadkami. U babci wszystko było zabrane. Tylko w tym ubraniu, co była i jeszcze kilka sukienek miała ze sobą - w tym przyjechała do Kazachstanu.

- System polityczny w Kazachstanie był niezwykle rygorystyczny, zwłaszcza wobec religii. Przez kilkadziesiąt lat nie było tam kościoła. W sytuacji, kiedy ludzie znaleźli się w tak nieprzyjaznych dla siebie warunkach, religia, modlitwa spełniała bardzo istotną rolę. Jak radziła sobie Pani z brakiem kościoła?
Jak był ZSRR, to nie wolno było się modlić na widoku. Ludzie zakrywali drzwi i okna, schodzili się w nocy i wtedy się modlili tak, żeby nikt nie wiedział, bo jeśli ktoś zobaczył, to informował NKWD. Funkcjonariusze przychodzili i zabierali modlących się z różańcami w rękach do więzienia - tam ich rozstrzeliwali. Starsze kobiety przepisywały ręcznie książeczki do modlitw. Potem przekazywały je swoim dzieciom. Mam taką książeczkę od swojej mamy. Nie używam jej już, bo mam wersję drukowaną, od księdza.

- Od kiedy jest w Czkałowie kościół?
Od 1991 roku. Wszystkie sakramenty przyjmowaliśmy od tego czasu. Mój syn urodził się w 1983 roku. Przed przyjściem księdza ochrzciła go "babcia" - pobożna kobieta, najstarsza z ludu. Chrzciła wszystkie dzieci we wsi. Kiedy przyjechał do nas ks. Krzysztof od Chrystusowców, syn otrzymał chrzest z jego rąk. Miał 12 lat.

- Co zyskała Pani przez te kilkadziesiąt lat, kiedy nie było kościoła w Kazachstanie?
To była taka "szkoła" dla każdego człowieka. Każdy mógł sobie pomyśleć, co jest dobre, a co złe, co robi dobrego, a co złego. Ludzie starają się żyć tak, żeby kochać drugiego człowieka i więcej robić dobrego.

- Porozmawiajmy o pani życiu osobistym. Jest pani zamężna, ma pani syna. Jaki jest pani zawód?
Mam dyplom z Moskwy. Jestem technikiem korektorem i ekonomistką. W wiosce nie było dla mnie pracy zgodnej z moim zawodem, więc robiłam wiele innych rzeczy. Pracowałam jako księgowa w kołchozach, a ostatnio w banku nacjonalistycznym.

- Jak wygląda pani zwykły dzień?
Wstaje rano, gotuję, dużo czasu spędzam w kuchni lub w ogródku. Chodzę do kościoła rano albo wieczorem. Uczęszczam na różne spotkania religijne. Jestem na emeryturze, więc mam więcej czasu dla siebie.

- Czy uczy się pani języka polskiego?
Tak, uczyłam się, ale umiem już wystarczająco, więc w tym roku nie chodzę na lekcje. Pamiętam zajęcia z nauczycielką języka polskiego - podobały mi się, były interesujące.

- Rozmawia pani z mężem po polsku? Gdzie można obcować z językiem polskim w Czkałowie?
Mamy TV Polonia. Oglądamy telewizję po polsku. Lubię patrzeć na seriale - "Złotopolscy", "Plebania". Lubimy kabarety i wiadomości - dopowiada mąż pani Marii, pan Aleksander.

- Jak Kazachowie traktują Polaków?
Normalnie. Kiedyś pomagali Polakom, bo widzieli, że trudno im było przystosować się do surowych warunków w Kazachstanie. Pomagali, czym mogli -  przynosili jedzenie, ubrania. A teraz nie ma różnicy między nami. To tez zależy od polityki - teraz wymagają od nas biegłej znajomości języka kazachskiego. Chcą, by ten język był urzędowy, bo jak na razie jest nim język rosyjski. Kto chce, to się uczy.

- Jaki jest pani stosunek do Polski?
Pozytywny. Czuję, że tu mam korzenie. Tu miałam rodzinę, ale nie szukamy jej - zbyt dużo czasu upłynęło.

- Uważa pani Polskę za swój kraj ojczysty?
Tak. To moja ojczyzna historyczna. W metryce mam napisane, że jestem Polką. Inaczej nie można tego rozumieć.

- Jakie jest pani największe marzenie?
Chcemy z mężem zamieszkać w Polsce. Doczekać do repatriacji do Polski! - wykrzyczał z entuzjazmem pan Aleksander.

Rozmowa z panią Marią sprowokowała mnie do wzmożonych poszukiwań informacji na temat historii Polski z lat trzydziestych XX wieku.

W naszym kraju niestety bardzo mało mówi się o rodakach wysiedlonych do Kazachstanu, a jest ich tam obecnie kilka tysięcy. Mogą zamieszkać w Polsce na zasadach repatriacji. To długa, żmudna i kosztowna wędrówka po urzędach, ale tylko dzięki niej zgromadzi się odpowiednie dokumenty potrzebne do repatriacji. Ale to nie wszystko. Kiedy wszelkie zaświadczenia zostaną już złożone w konsulacie polskim w Kazachstanie, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Wracając do Polaków w Kazachstanie - ich historia była niesamowicie brutalna. Ich przodkowie byli represjonowani przez władze sowieckie tuz przed wybuchem II wojny światowej. Historia prześladowań Polaków sięga czasów lat dwudziestych XX w., kiedy to po I wojnie światowej w granicach Polski znalazła się m.in. Ukraina. Na jej terenach zamieszkiwała dość liczna populacja polska, licząca w 1921 r. ok. sześciuset tysięcy osób. Zdecydowana większość Polaków przebywała na terenach wiejskich, gospodarując przekazywany z dziada pradziada kawałek ziemi. Była to głównie szlachta, która w tamtych czasach niewiele różniła się od chłopstwa przede wszystkim ze względów finansowych. Kultywowano religię, język i świadomość narodową. Zaczęto tworzyć autonomiczne polskie społeczeństwo socjalistyczne oraz duży rejon narodowościowy, zwany Marchlewszczyzną – od imienia J. Marchlewskiego. Na wschód od Żytomierza zaczął funkcjonować pierwszy rejon polski ze stolicą w Dołbyszu, w którym dominował język polski, przekazywano wiedzę na temat polskiej kultury, historii, obyczajów. Te działania nie nastawiały pozytywnie władz radzieckich i już w 1926 r. rozpoczęto prześladowania od polskich duchownych. Od 1930 r. prasa radziecka prowadziła swego rodzaju nagonkę na Polaków z okolic Żytomierza i Marchlewszczyzny. Krytykowała tamtejszą ludność i jej działania społeczno-polityczne. Mówiono o polskiej bierności w walce klas, o fanatyzmie religijnym, o przywiązaniu do własności. Polacy i ich dobra materialne zostały poddane tzw. kolektywizacji na rzecz równości klasowej. Z biegiem czasu Polaków nazywano szpiegami i dywersantami. To wszystko przyczyniło się do podjęcia przez władze sowieckie decyzji o deportacji ludności polskiej z sąsiadujących z Polską przygranicznych obszarów Ukrainy do Kazachstanu, którą uchwalono 17 stycznia 1936 r., a zatwierdzono 28 kwietnia tegoż roku. Oficjalnie deportowano czterdzieści pięć tysięcy Polaków, aczkolwiek było ich zdecydowanie więcej. Przesiedlano całe rodziny z obwodu kamienieckiego, żytomierskiego i winnickiego. Każda rodzina miała kilka godzin na spakowanie się. Zgromadzoną ludność transportowano wagonami towarowymi. Nie wszyscy dojechali żywi. Podróż trwała kilka tygodni. Osady na terenie Północnego Kazachstanu organizowano na stepie, na którym początkowo nic nie było. W takich surowych warunkach ludność polska musiała wykazać się niebywałymi zdolnościami, hartem psychicznym i fizycznym, by przetrwać.

Z Panią Marią rozmawiała Karolina Sierka.

K.S.


Polecany artykuł

Kobiety wyszły na ulice Panie były ubrane w piękne białe żakiety, jeszcze piękniejsze białe spódnice, a efektu...

x