Rodziny w akademiku - jest problem?


Akademiki choć noszą nazwę domów studenckich są także miejscem zamieszkania  osób nie związanych z życiem żaków. Coraz częściej żyją tu rodziny z dziećmi. Studenci i dzieci w jednym miejscu - dla wielu to nie do pogodzenia. 

Ciągłe imprezy, hałas, wspólne łazienki i kuchnie - te akademikowe nieudogodnienia przegrywają z ceną, która w porównaniu do wynajmu mieszkania jest zdecydowanie niższa. Argumentem cenowym w doborze tymczasowego lokum kierują się nie tylko studenci. W akademikach mieszkają także nie studiujący - małżeństwa czy matki z dzieckiem.
Jak wypowiada się Magdalena Szwagierek, kierowniczka „Bliźniaka” - Domu Studenckiego nr 3 Politechniki Radomskiej: – Posiadamy trzy oddzielne piętra przeznaczone np. dla rodzin, kobiet z dziećmi. 

Wspólne mieszkanie ze sobą często rozbawionych żaków i rodziców małych dzieci niesie jednak ze sobą problemy.

- Choć to dom studencki i wiadomo, że godziny ciszy nocnej są raczej ni przestrzegane, to nigdy nie mieliśmy żadnych skarg ze strony rodzin mieszkających w domu studenckim. Jeśli istnieją problemy, mieszkańcy załatwiają je między sobą – mówi Magdalena Szwagierek.

Czy faktycznie życie studentów i rodzin z dziećmi jest takie sielankowe?

- Gdy wprowadzałem się do akademika, pytałem się kierowniczki czy część, w której mam zamieszkać jest spokojna i czy mieszkają w niej również i studenci. Przekonywała mnie, że to spokojne piętro zamieszkałe przez rodziny z dziećmi. Faktycznie standard był zadowalający, lecz jeśli chodzi o spokój, sytuacja wyglądała inaczej. Ciągłe imprezy były na porządku dziennym - mówi Janek, który mieszkał w "Bliźniaku" z żoną i małym dzieckiem. - Wiedziałem, że akademik to z założenia lokum dla studentów i może być różnie. Lecz gdy studenci wracali z imprez nad ranem i kontynuowali zabawę w pokoju, to już była przesada. Gdy już urodził się mój syn, sytuacja była coraz gorsza. Grzeczne prośby nie pomagały, wielokrotnie byłem u kierowniczki z prośbą o uciszenie hałaśliwych lokatorów, petycje trafiały do rektora uczelni, lecz i tak sytuacja pozostawała bez echa. Pamiętam gdy jednej nocy poprosiłem imprezowiczów o ciszę -  przyparli mnie w sześciu do ściany z krzykiem: - Czego się spodziewałeś w akademiku?!". Często byłem świadkiem rozmów studentów, którzy podkreślali, że w akademiku nie ma miejsca dla rodzin z dziećmi - wypowiada się Janek.

- Uważam, że akademiki to nie jest miejsce dla rodzin z dziećmi. To nie hotel, jest to miejsce zamieszkania studentów, którzy zarówno chcą się uczyć, ale także i bawić, miło spędzać czas. Rozumiem, że władze domów studenckich chcą zarobić i lokują rodziny w akademikach, lecz to w ich kwestii powinno leżeć, by zapewnić ciszę i spokój tym rodzinom potrzebny – potwierdza była studentka i mieszkanka Radomia Katarzyna.

Jak wygląda dokładnie ta sytuacja wiedzą najlepiej mieszkańcy akademików. Sama spędziłam parę miesięcy w takim miejscu, wiem, że w ferworze zabawy nikt nie myśli o tym by zachować ciszę i uszanować osoby, które zapadły już w sen. Lecz czy w takim razie domy studenckie nie powinny przyjmować rodzin? A może dobrym rozwiązaniem jest powstanie akademików przeznaczonych tylko dla małżeństw oraz osób samotnie wychowujących dzieci? Nie jest to nowością lecz jak wiemy w naszym mieście nowości nadal brakuje.  

A co Wy o tym sądzicie? Czekamy na komentarze.

Autor: Nina Zaborowska/ Foto M. Sołśnia
Oceń
Wasze komentarze liczba komentarzy: 2
Rodziny w akademiku - jest problem?
Wysłany 2012-04-19 15:28 dziks napisał:
przecież nazwa jest jasna dom studenta, a student jak to student chce się bawić. Jeśli ktoś chce spokojnie wychowywać dziecko to nie w akademiku. Tam pozytywnych przykładów nie znajdzie!!!! chyba, że w trakcie sesji :)
Wysłany 2012-04-19 12:45 Bartłomiej W. napisał:
Co się dziwić, przecież student po imprezie nie będzie się kładł spać niedolany ;)


Polecany artykuł

Ambasador Republiki Francuskiej na WSH Pierre Buhler, ambasador Republiki Francuskiej będzie 34. gościem Wyższej Szkoły Handlowej w...

x