Uciekli z Ługańska pod Radom. Potrzebują pomocy

Uciekli z Ługańska pod Radom. Potrzebują pomocy
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

[gallery id=1282]

Czteroosobowa rodzina pani Oksany przyjechała do Polski na początku września. Małżeństwo ma dwie córki – trzylatkę i starszą, prawie pełnoletnią, która jest niepełnosprawna ruchowo i intelektualnie. Pani Oksana opowiada o dramacie, jaki przeżyli w rodzinnym mieście:

- Wszystko zaczęło się na wiosnę. Odłączano prąd i wodę, sklepy przestały działać. Od maja nieczynne były również banki, wszystkie pieniądze na kontach zostały zamrożone. Później zaczęły się problemy z telefonami, zarówno stacjonarnymi jak i komórkowymi. Nieczynne były szkoły, przedszkola. Często w mieście organizowano rozmaite manifestacje. Problemem stawało się zdobycie żywności - ci którzy sprowadzali ją do miasta bardzo ryzykowali. Później zaczął się już ostrzał. Ostatnie dwa dni chowaliśmy się w piwnicy, leżeliśmy na podłodze przez kilka godzin, aby nie dosięgnęły nas pociski. Młodsza córka bardzo płakała, nie wiedziała co się dzieje. My nie ucierpieliśmy, ale na naszej ulicy kilka domów zostało ostrzelanych.

PRZERWA W OSTRZALE

Kiedy rozpoczął się regularny ostrzał Ługańska, pani Oksana wraz z rodziną postanowiła uciekać.

- Zabraliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy do samochodu i opuściliśmy dom, który kupiliśmy rok temu. Na szczęście nasi znajomi dali nam znać, kiedy jest dwugodzinna przerwa wostrzale. To był czas, kiedy obie strony miały pochować zabitych. Wówczas udało nam się wydostać z miasta – opowiada Ukrainka. - Mój teść nie miał tyle szczęścia. Przebywał w piwnicy domu we wsi pod Ługańskiem, która znajdowała się w centrum konfliktu. Po którejś nocy spędzonej w piwnicy, teść ze stresu dostał wylewu. Rodzin próbowała wezwać pomoc, ale nikt z lekarzy nie chciał przyjechać. Teść zmarł po dwóch dobach. My już wtedy byliśmy poza Donieckiem. Mąż chciał wrócić na pogrzeb, ale drogi były nieprzejezdne. Zresztą tam cały czas werbują do wojska, a ja nie chciałam zostać sama z dziećmi.

Rodzina trafiła, jak mówi pani Oksana na „ukraińską” cześć Ukrainy, tam gdzie nie ma działań zbrojnych.

- Zatrzymaliśmy się u znajomych. Mąż próbował znaleźć pracę, ale kiedy tylko pracodawcy słyszeli, że jest z Ługańska, odmawiali. Na zachodzie kraju myślą, że ci ze wschodniej części popierają Rosję - wyjaśnia Ukrainka. - W końcu poprosiliśmy o pomoc pana Michała z Polski, którego wiele lat temu poznaliśmy na turnusie rehabilitacyjnym, na którym byliśmy ze starszą z córką. Bardzo szybko wszystko załatwił, dostaliśmy wizy i na początku września przyjechaliśmy do Jedlni.

PRZETRWAĆ ZIMĘ

Ukraińska rodzina trafiła więc do Polaków, pan Michał wraz ze swoją mamą starają się pomóc uciekinierom.

- Syn ma firmę, więc załatwił tej rodzinie zaproszenia i pozwolenie na pracę dla Andrieja, którego zatrudnił u siebie. Przez pierwszy tydzień mieszkali u syna, później przeprowadzili się do domku letniskowego, ale tam mogą zostać jeszcze przez miesiąc, dom nie nadaje się na zimę. Staramy się zorganizować pomoc, ci ludzie przyjechali praktycznie bez niczego – wyjaśnia pani Joanna, matka Michała.

Polska rodzina, a także okoliczni mieszkańcy dla uciekinierów z Ukrainy zorganizowali pierwszą pomoc. Jak na razie pani Oksana wraz z córkami otrzymała wizę do marca, jej mąż na dłuższy okres.

- Staramy się pomóc tym ludziom. Teraz poszukujemy dla nich jakiegoś taniego mieszkania na zimę. Najlepiej w okolicy Jedlni Letnisko, tak aby byli blisko nas. Chcemy również załatwić przedszkole dla małej, aby miała kontakt z rówieśnikami, a jej matka mogła spokojnie zająć się starszą niepełnosprawną córką. Wiem, że mają również problem z samochodem. Jest wiele potrzeb – dodaje pani Joanna.

W rozmowie z nami pani Oksana przyznała, że ciężko utrzymać się rodzinie z jednej pensji męża. Dodaje jednak, że okoliczni mieszkańcy bardzo im pomagają. Popsuty samochód wymaga naprawy za ok. 1700 zł, cześć tej kwoty już pani Oksana otrzymała od ludzi. Nie wie również, w jakim stanie będzie lokal do którego się przeprowadzą. Rodzina najpilniej potrzebuje teraz odzieży zimowej, szczególnie niewielkich ubrań męskich dla pana Andrieja, pampersów dla niepełnosprawnej córki, a także pomocy przy załatwieniu przedszkola dla młodszej córki, ubezpieczenia dla rodziny i polisy na samochód.

Czy rodzina pani Oksany zostanie w Polsce?

- Na razie będziemy starali się tu zostać, a w przyszłości nie wiemy co będzie dalej. Jeżeli Ługańsk będzie ukraiński, będziemy chcieli wrócić do domu, jeżeli nie... to nie wiemy – przyznaje załamana Ukrainka.

Osoby chcące pomóc ukraińskim uciekinierom proszone są o kontakt: redakcja@cozadzien.pl

Aleksandra Jabłonka/ fot. archiwum prywatne Oksany

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy