Dziecko do wzięcia bardzo szybko

Dziecko do wzięcia bardzo szybko
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Dziś Maria już nie nosi wrzosowego kapelusza, ale nadal ma rude włosy, jest tak samo żywiołowa. I ma dzieci. Więcej niż jedno. W specjalistycznej opiece zastępczej.

[gallery id=1640]

- Poszliśmy do ośrodka adopcyjnego i powiedzieliśmy,  że chcemy wziąć dziecko do rodziny zastępczej. Ale, dodaliśmy, że chcemy, żeby to było dziecko z problemami zdrowotnymi – wspomina Maria Karaś, matka biologiczna jednej córki i zastępcza czterech. -  Ówczesna kierowniczka ośrodka spojrzała na nas jak na wariatów. Henia Zawadzka, dusza człowiek – uśmiecha się Maria na wspomnienie kierowniczki. Pierwsza do rodziny dołączyła siedmioletnia Asia z FAS.  Miała trudności z nauką, ale nauczyciele ją lubili. – Przekora straszna – mówią o niej rodzice zastępczy. Dziś Joanna ma 25 lat i jest mężatką.  W domu Karasiów jest jeszcze Marta, Anka, Natalka i Małgośka.  A wszystko zaczęło się od powodzi.

Na początku była woda

Krzysztof i Maria Karasiowie poznali się na osiedlu Nad Potokiem. Ona mieszkała na parterze. On piętro wyżej. Maria zajmowała 35 metrowe mieszkanie razem z niepełnosprawną córką.  – Marta ma głęboki niedorozwój umysłowy. Mąż? Prysnął niedługo po porodzie – mówi Maria. Radziła sobie sama.  Któregoś dnia po powrocie z pracy zastała mieszkanie całkowicie zalane. Pękła rura przy kaloryferze. Lało się kilka godzin, dywan pływał.  Wieczorem przyszedł Krzysztof zapytać czy nie potrzeba pomocy. – Za późno przyszedł, już było po wszystkim – śmieją się po latach.

Ślub potrzebny natychmiast

Gdy pękła rura, córka Marii, Marta miała 9 lat. Niedługo potem Krzysztof i Maria zamieszkali razem. Po pięciu latach wzięli szybki ślub. – Dlaczego tak szybko? – pytała kobieta w urzędzie stanu cywilnego – mieszkacie razem pięć lat i nagle ślub musi być natychmiast? – Ślub był potrzebny szybko, bo dziecko do wzięcia czekało. Ale zanim ślub była wycieczka do Warszawy, na którą Maria wystroiła się w swój wrzosowy kapelusz i jasne kozaczki. Wyjazd na badania genetyczne. - Tak bardzo byłam przejęta pragnieniem ponownego macierzyństwa, że zupełnie nie wiem jak to się stało, ale w tych szpilkach, kapeluszu i sukience usiadłam w tramwaju na podłodze - śmieje się dziś ze swojej elegancji. Po badaniach wiedzieli już, że dzieci mieć nie będą. 

Po pewnym czasie Maria napomknęła – a może byśmy wzięli dziecko? – Okazało się, że Krzysztof ma to  już przemyślane. Poszli do Ośrodka Adopcyjnego z zamiarem wzięcia dziecka z trudnościami zdrowotnymi. Dlaczego? – Bo moja rodzona Marta jest niepełnosprawna, żeby miała towarzystwo, bo już umieliśmy się opiekować… - uzasadnia Maria. Kierowniczka wskazała siedmioletnią Asię, zaznaczając, że dziewczynkę trzeba zabrać jak najszybciej.  Do tego potrzebowali wziąć ślub.  Szybko.

Marzę o dziecku z Downem

- Po co wam to dziecko z Downem? – dziwiła się znów kierowniczka Zawadzka, kiedy Karasiowie drugi raz przyszli do Ośrodka Adopcyjnego. Asia bez problemu zaadaptowała się w nowej rodzinie. Świeżo upieczeni rodzice zastępczy poczuli wiatr w skrzydłach. Pora na kolejne dziecko. Miał to być syn z zespołem Downa. Kierowniczka nie mogła znaleźć chłopca.  Po tygodniu poinformowała Karasiów, że jest dziecko, ale dziewczynka.

Dlaczego z Downem? – Bo ja pracowałam przez 10 lat w jako pielęgniarka w Szkole Życia i szkole specjalnej na Lipskiej. Tak mi się podobały te dzieci z Downem! Mówiłam do matek „zabierajcie je szybko, bo kiedyś jedno ukradnę” – śmieje się Maria. U dzieci z tym schorzeniem ceni, że są do bólu szczere i prawdziwe. Jak kocha to kocha. Jak nienawidzi to całym sobą.

Dlaczego chłopiec? – Bo jako facet chciałem mieć syna. Ale Anka jest taka, że starcza za dwóch synów – wyznaje Krzysztof. Ania była w Kozienicach w Domu Małego Dziecka. Miała 2,5 roku. Nie chodziła, w ogóle z trudem się poruszała. W swoim krótkim życiu zdążyła cztery razy przejść zapalenie płuc. Po wizycie u endokrynologa okazało się, że dziecko ma niedoczynność tarczycy. – Nikt wcześniej dziecka u endokrynologa nie badał. Dostała wiadro hormonów i ożyła – wspomina Krzysztof. Dziś Anka jest szczupłą dziewiętnastolatką o ciętym języku. W tańcu porusza się jak kot. Kiedy się kłóci, nie ustąpi. Po powrocie ze szkoły potrafi się w domu przywitać „się ma Cycu!”, albo, „cześć Ziom”. W pokoju dziewcząt jest dyrektorką.

Mamy dla was piękne dziecko

- Zadzwonił do mnie raz mąż i  powiedział tak: „Jest dziecko do wzięcia, prawie nic mu nie jest. Ładne bardzo. Tylko ma wodonercze. I wodo mózgowie.  A i zapomniałbym powiedzieć. Na wózku jeździ. Ale poza tym to prawie nic mu nie jest.” – Wspomina Maria chwilę, gdy w ich życiu pojawiła się Natalia. Krzysztof był na szkoleniu dla rodzin zastępczych i specjalistycznych rodzin zastępczych prowadzonym przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. PCPR zaproponował dziecko, wskazując na czteroletnią Natalię.

Natalka ma schorzenie, które powoduje, że od pasa w dół jest niesprawna. Fachowo – niedowład wiotki kończyn dolnych. Jest wynikiem przepukliny rdzeniowo oponowej, podobnie jak wodogłowie i wodonercze.  Pomimo trudności ze zdrowiem Natalia od trzech lat zdobywa medale na Mistrzostwach Polski Juniorów w Lekkiej Atletyce. Trzy lata temu złoto w wyścigu na wózkach. W tym roku srebro w biegu na 100, 200 i 400 metrów.

- Chcemy, żeby dzieci były sprawne, umiały sobie poradzić, kiedy nas zabraknie – wyjaśnia Krzysztof swoją motywację do wożenia Natalii na treningi w Radomskim Stowarzyszeniu Sportu i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych "START" dwa razy w tygodniu. – A po za tym Natalia sama chce. -  Trenerką jedenastoletniej zawodniczki jest Justyna Kozdryk,  paraolimpijka.  Na zawodach Natalia skutecznie wyprzedza innych na wózku. W domu zsiada z wózka i sprawnie porusza się po podłodze na wytrenowanych rękach.

- Trening jest nie tylko w STARCIE. W domu hantelki, brzuszki. Wszystkie nasze dziewczyny ćwiczą – zapewnia Krzysztof.

Czy mogę u was zostać?

Na samym końcu do rodziny dołączyła Małgosia. Ma 14 lat. Nie ma żadnego schorzenia poza porysowaną duszą. Przyszła z innej rodziny zastępczej, od której uciekła dwa lata temu, o świecie dzień po świętach wielkanocnych. Padał śnieg z deszczem, dziecko spakowane w przezroczyste jednorazówki szukało schronienia na plebanii, potem u koleżanki z klasy. – Obudził nas ojciec tej koleżanki, uznał, że my będziemy wiedzieć co trzeba zrobić – wspomina Maria. Małgośka została u Karasiów. Ma swoje biurko pod oknem, nad nim kolekcję segregatorów. Jak dorośnie będzie fryzjerką.

Pieniądze

Karasiowie mieszkają w wiosce pod Radomiem w dwupokojowym mieszkaniu na wysokim parterze. Dzięki pomocy wójta mają przy balkonie windę, którą dostaje się do domu Natalia. Natalia ma też rower z napędem ręcznym. Kosztował 5 tys., które udało się zdobyć dzięki zbiórce na facebooku.  Pierwszy sportowy wózek Natalii kosztował 14,5 tys. zł. Też była zbiórka na fb, trwała trzy miesiące, zebrano 15 tys. – 10 tys. kosztował, 5 wydaliśmy na osprzęt. – Informuje ojciec zastępczy.  Kiedy po trzech latach Natalia wyrosła z wózka, na kolejny znalazł się już sponsor.

- Ludzie myślą,  że my mamy nie wiadomo ile pieniędzy. Leczenie i utrzymanie dzieci z problemami zdrowotnymi nie jest tanie. Na przykład cewnik – Krzysztof otwiera szufladę, wyciąga długą przezroczystą rurkę. – Samo siku Natalki kosztuje 7 zł dziennie.

- Do lekarza na NFZ się dostać, to czasem trzeba długo czekać. My często nie  możemy czekać, bo coś się u dziecka dzieje, idziemy prywatnie. To też kosztuje – dodaje Maria. I znów Krzysztof  – Samochodu długo nie mieliśmy, dopiero po artykule w Gościu Niedzielnym pewien emeryt oddał nam swój. Teraz wzięliśmy kredyt, mamy 15 letniego seata alhambrę, w którym wszyscy się mieścimy.

Rytm dnia

Pobudka rodziców o 4:30, 5:00 to już ostatni dzwonek. Wtedy piją razem kawę, jeszcze w piżamie. – Kawa nigdy tak nie smakuje jak rano, w piżamie i najlepiej na balkonie jak jest ciepło i ptaki śpiewają – przyznaje się Maria. O 6:00 Krzysztof zawozi Martę na warsztaty terapii zajęciowej. O 6:45 po Ankę przyjeżdża gimbus. O 7:00 Małgośka idzie do szkoły. 7:45 – Maria zaprowadza Natalkę do szkoły. 9:00 Krzysztof zdążył wrócić z Radomia, idzie do szkoły cewnikować Natalkę. Pójdzie też o 12:00. W międzyczasie „robota domowa”, zakupy na obiad, gotowanie. Dziewczyny wracają, obiad, lekcje. Wyjście z domu, albo trening w STARCIE. Kolacja. – O 21:00 gasimy światło i ma być już obowiązkowo cisza – Maria i Krzysztof mają chwilę dla siebie. Jutro zacznie się kolejny dzień o 4:30.

Ostatnie słowo

- Jak ktoś bardzo pragnie dziecka, nie ma co się wahać – podsumowuje Maria.

- Wszystko co wartościowe ma swoją cenę – dodaje Krzysztof.

 

W 2006 roku Sejm RP uchwalił Dzień Rodzicielstwa Zastępczego, obchodzony 30 maja. Obchody mają na celu popularyzację ruchu rodzicielstwa zastępczego w celu poprawy losu odrzuconych i osieroconych.

W tym roku w Radomiu uroczystości z tej okazji odbędą się 27 maja w Teatrze Powszechnym. Początek o godz. 13:00.



Aneta Pawłowska-Krać/ fot. apk

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy