Co kryje malinowy chruśniak?

Co kryje malinowy chruśniak?
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

O Leśmianie dowiedziałem się w szkole średniej. I nie było to na lekcjach polskiego, ale na koncercie Starego Dobrego Małżeństwa. Grali wtedy utwór zatytułowany „Szczęście”. Muzyka i słowa tak dobrze ze sobą współgrały, że piosenka przypadła mi do gustu. Kupując później płytę, dowiedziałem się, że to wiersz Bolesława Leśmiana. O tym, że był jednym z wielkich, choć nie tak docenianych jak inni polscy poeci, dowiedziałem się później. O tym, że mocno związany był z Iłżą, wiem od niedawna. I to jeden z powodów, dla których na weekendowy spacer wybrałem się właśnie do Iłży.

W malinowym chróśniaku, przed ciekawych wzrokiem

Zapodziani po głowy, przez długie godziny

Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.

Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem....”

frag. „W malinowym chróśniaku” B. Leśmian; tomik „Łąka”, Warszawa 1920

Tytułowy malinowy chruśniak - wytwór poetyckiej wyobraźni? Chciałem to sprawdzić. Okazało się, że to nie fantazja - to miejsce istniało naprawdę, za jednym z domów położonych u stóp zamkowego wzgórza. I kryło romantyczną, ale i tragiczną historię. Ale jak pochodzący z Warszawy poeta trafił w to miejsce? Otóż Bolesław Leśmian miał w Iłży rodzinę. To właśnie w domu koło malinowego chruśniaka - mieszkali Sunderlandowie, rodzina jego ciotki.

Sunderlandowie w swoim domu, który stoi do dziś u podnóża zamku, prowadzili manufakturę. Zajmowali się wyrobem rękodzieła ceramicznego, z czego Iłża była wtedy znana. To tu przez 32 lata - od 1903 roku przyjeżdżał na wakacje Leśmian. To widoki stąd, z iłżeckiego wzgórza, widoki na piękne rozlewiska doliny Iłżanki były jedną z inspiracji do wierszy zawartych w tomie poezji „Łąka” (1920). To właśnie tu, pod iłżeckim zamkiem mieszkała jego pierwsza miłość - malarka Celina Sunderland. Ale to nie ona została jego żoną – ożenił się bowiem później z inną malarką, Zofią Chylińską. W 1917 roku, podczas jednego z pobytów w Iłży, Celina Sunderland zapoznała Bolesława Leśmiana ze swoja przyjaciółką żydowskiego pochodzenia, lekarką Teodorą Lebenthal. I tak to rozpoczął się płomienny romans, który trwał do ich śmierci. Leśmian, zainspirowany tą miłością, stworzył jeden z najpiękniejszych i zarazem najsłynniejszych utworów - „W malinowym chróśniaku”. Życie jednak okazało się niełatwe - z powodu problemów finansowych Leśmiana i jego rodziny Dora sprzedała swoje mieszkanie w Warszawie wraz z całym umeblowaniem i wyposażeniem gabinetu lekarskiego, aby ratować ukochanego, i podjęła pracę za niewielką pensję w szpitalu św. Łazarza. Mimo, że było to wielka miłość, nigdy się nie pobrali. Ale była z nim do końca.

Bolesław Leśmian nie dożył wojny. Zmarł w Warszawie 5 listopada 1937 roku. Mówi się, że podczas pogrzebu poety Dora nie pozwoliła jego rodzinie wsiąść do karawanu. Sama Dora Lebenthal kilka lat później uciekła przed hitlerowskimi represjami z warszawskiego getta do Iłży. Jako lekarz, niosąc pomoc potrzebującym, zaraziła się tyfusem i zmarła w styczniu 1942 roku. Według relacji osoby, u której mieszkała, przy jej łóżku do końca stała fotografia Bolesława Leśmiana. Do końca też przechowywała jego listy, które później spalono.

Dorę Lebental pochowano w Iłży, ale dokładne miejsce pochówku nie jest znane. Może gdzieś w malinowym chruśniaku?

...I nie wiem, jak się stało, w którem okamgnieniu,

Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,

Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu,

A chróśniak malinowy trwał wciąż dookoła.”

frag. „W malinowym chróśniaku” B. Leśmian


Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ.

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy