Wibrator też ma swoją historię

Wibrator też ma swoją historię
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Wibrator też ma swoją historię - "Histeria" w reżyserii Tanya Wexlera.

Film o seksie bez seksu? Da się? - da i to z dużym powodzeniem. Udowadniają to twórcy filmu "Histeria. Romantyczna historia wibratora". Jesteście w szoku? Wibrator ma swoją historię i na dodatek doczekała się ona ekranizacji? Faktycznie - to zaskakujące, ale najciekawsze jest to, że "Histeria" jest naprawdę dobrym obrazem filmowym, który warto polecić.



Film osadzony jest w czasach wiktoriańskich, gdzie feministki coraz głośniej wypowiadały swoje postulaty, a w szpitalach nadal panował smród, brud i ubóstwo. Głównym wątkiem jest historia wibratora. Nie obyło się również bez miłości głównych bohaterów - nowoczesnego lekarza, współtwórcy wibratora oraz zagorzałej feministki, właścicielki podupadającego przytułku.

Okazuje się, że kobiety w XIX w. cierpiały na tzw. histerię - chorobę, objawiającą się wahaniami nastrojów, rozdrażnieniem. Z jednej strony panie bywały wściekłe, płakały, a z drugiej odczuwały radość, na ich twarzach pojawiał się uśmiech. Teraz nazwalibyśmy to stanem przedmiesiączkowym, wtedy była to histeria. Najcięższe przypadki leczono w szpitalach psychiatrycznych. Dobrze, że w naszych czasach już się tego nie stosuje - szpitale byłyby pełne rozhisteryzowanych babek.

Na histerię było jedno lekarstwo - doprowadzenie do paroksyzmów skurczy, czyli do orgazmu. W jaki sposób? W gabinecie lekarskim, gdzie medyk odpowiednimi ruchami ręki i palców stymulował łechtaczkę pacjentki. Panie, które miały syndrom histerii, leczyły się u jedynego lekarza w mieście, który stosował właśnie tę metodę.

Młody lekarz, który stracił pracę w szpitalu (paradoksalnie za propagowanie czystości i higieny wśród pacjentów i lekarzy), znalazł posadę właśnie u tego specjalisty od chorób kobiecych. Pracując u niego, poczuł się jak ryba w wodzie, bowiem uwierzył w swoją lekarską misję. W końcu ratował kobiety od histerii. Niestety jego ręka i nadgarstek odmówiły mu posłuszeństwa. Jedna z pań stała się "ofiarą" niedysponowania medyka - nie osiągnęła orgazmu. Mortimer stracił pracę. To spowodowało, że wynalazł erotyczną zabawkę o wdzięcznej nazwie Molly Lizaczek, która zapewniła mu spektakularny powrót do wykonywania zawodu i... jego ręka mogła odpocząć.

W filmie, gdzie "głównym bohaterem" był wibrator, gdzie doprowadzano panie do orgazmów, gdzie mówiono o seksie, nie było żadnej nagości. Pod koniec feministka i wynalazca pocałowali się i tyle. Twórcy tej komedii pokazali, że wynalezienie wibratora miało ogromny wpływ na życie erotyczne i zdrowie kobiet, że można o tym opowiedzieć w sposób po trosze naukowy, po trosze śmieszny - z pewnością inny niż typowe komedie romantyczne z wątkami erotycznymi. Zresztą osadzenie jej w czasach XIX w. nie pozwoliłoby na to. Przecież w tych czasach królowały konwenanse, zatem o seksie nie można było mówić wprost. Niemniej jednak "Histeria" wprawia w dobry nastrój, jest zabawna, ciekawa.

Myślę, że powinien go obejrzeć niejeden facet, a z pewnością każda kobieta. Ubaw gwarantowany. A wibrator dziś ma niejedna pani. 



Karolina Sierka

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy