Prawda o "Lęku wysokości"

Prawda o
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Wysokość wzbudza u niektórych paniczny strach. Ludzie, którzy cierpią na tę fobię myślą, że ich każdy ruch będzie równoznaczny ze śmiercią. Nagle sztywnieją im nogi, nie mogą wydusić z siebie żadnego słowa, kurczowo trzymają się czegokolwiek, by nie spaść. Czuliście kiedyś coś takiego?

Dlaczego lęk wysokości to jedna z najczęściej spotykanych fobii?

Lekarze uważają, że akrofobia jest konsekwencją silnych emocji przeżytych w dzieciństwie. Przezwyciężenie lęku wysokości jest z początku sprawą trudną. Jednak dzięki pomocy i determinacji, można lęk ten pokonać. Jak? Przyzwyczajać chorego do wysokości. Tak samo, jak chorych na arachnofobię leczy się stopniowym przyzwyczajaniem do pająków.



Lęk wysokości w filmie Bartosza Konopki również związany jest z silnym przeżyciem z dzieciństwa. Tomek (Marcin Dorociński) miał szczęśliwe dzieciństwo: kochający się rodzice, wspólne wypady w góry, ojciec, którego nie odstępował na krok. Ale tak było do czasu. Wojciech, ojciec Tomka (Krzysztof Stroiński) cierpiał na schizofrenię. Jego stan się pogarszał. Pewnego dnia ni stąd ni zowąd wyrzucił jego i jego matkę na bruk. I tak skończyła się rodzinna sielanka. Kontakty z ojcem zostały urwane na wiele lat.

Tomek, jako dorosły mężczyzna, dowiedział się, że jego ojciec jest w szpitalu psychiatrycznym. Po ponad 20. latach ma zobaczyć się z ojcem - z człowiekiem, który nieodwracalnie zniszczył jego dzieciństwo. 

Film Bartosza Konopki ukazuje studium nadszarpniętych więzi ojcowsko-synowskich. W tym przypadku choroba ojca  przyczyniła się do rozbicia rodziny i zerwania kontaktu z synem. Ale znamy też inne powody rodzinnych nieszczęść: alkoholizm, narkotyki, zdrady, rożnego rodzaju uzależnienia, niedojrzałość rodziców itd. Kontakty z rodzicem, który mocno skrzywdził swoje dziecko, są wręcz nie do odbudowania. Jak Tomek poradził sobie ze swoim problemem?

Co zaskakujące, zwraca się do ojca "tato". Osoba skrzywdzona przez rodziciela, zwraca się do niego czule i z szacunkiem. Czuje się za niego odpowiedzialny, choć nadal pamięta krzywdy z dzieciństwa. Jak to możliwe? Być może młody Tomek musiał szybciej dorosnąć i radzić sobie w każdej stresującej sytuacji. Dlatego jest taki empatyczny względem ojca.

"Lęku wysokości" nie można obejrzeć pobieżnie. Tam każdy szczegół jest ważny. Jeśli nie zwróci się na nie uwagi, film okaże się mdły, nijaki. A to byłoby dla niego krzywdzące.

Obraz Konopki składa się z kilku mocnych scen, które wprost pokazują wpływ schizofrenii na życie całej rodziny, a przede wszystkim na kontakty syna z ojcem. W jednej z nich ojciec chce zaatakować syna nożem. To scena-klucz - pokazuje, jak choroba psychiczna może zapanować nad człowiekiem i wzbudzić w nim taką agresję, że zaatakowałby swojego syna. Reakcja Tomka - bezcenna - przytulił ojca, tym samym w mgnieniu oka rozładował jego napięcie.

Wzruszającą jest scena, kiedy Wojciech odwiedza swojego syna i jego żonę w Warszawie. Wizyta jest niespodziewana. Ojciec wpada wieczorem, nie mówi, tylko pisze na kartkach, ma sińce pod oczami. Widać, że schizofrenia kompletnie go wykończyła. Żona Tomka Ewa, jest w zaawansowanej ciąży. Wojciech dotyka jej brzucha. To jest pierwszy i jedyny kontakt dziadka z nienarodzoną jeszcze wnuczką. Ta sytuacja była punktem zwrotnym. Tomek, widząc, że choroba ojca postępuje, postanawia zabrać go ze szpitala.

Scena, kiedy ojciec z synem wspinają się po górach nad Morskim Okiem również należy do tych symbolicznych, bowiem w ten sposób leczy się lęk przed wysokością oraz, w tym przypadku, przed cierpieniem z dzieciństwa. To swoista terapia przeciwlękowa. Wtedy Wojciech zaczyna mówić, a nie pisać na kartkach, jest szczęśliwy, nagle zapomina o chorobie. Tomek stara się opanować lęk przed napadami schizofrenicznymi ojca, towarzysząc mu w wyprawie górskiej, śpiąc w schronisku, jedząc z nim śniadanie nad Morskim Okiem - po prostu obcując z nim. Pod koniec filmu ojciec umiera, ale bez wyrzutów sumienia. Wojciech umiera ze świadomością, że pogodził się z synem. 

Krzysztof Stroiński, Marcin Dorociński grali bez zarzutu. Stroiński rewelacyjnie oddał charakter osoby chorej psychicznie. Świetnie pokazał dwa oblicza schizofrenika. Jego kamienna twarz, tępe spojrzenie, milczenie, niechlujny wygląd, alienacja, kiedy Wojciech był sam; strach w oczach, opętanie, nerwowy chód, mówienie do siebie, rzucanie czym popadnie, kiedy miał atak; z drugiej strony przyjazne spojrzenie, spokój na twarzy, normalna rozmowa, kiedy choroba była "uśpiona". To z pewnością jedna z najlepszych ról Stroińskiego.

Marcin Dorociński kojarzy mi się z rolami szorstkiego, surowego faceta, który mówi, co mu ślina na język przyniesie. W filmie Konopki w zasadzie też taki jest, ale w łagodnym stopniu. Na pewno nie bluźnił i nie był 100 procent surowy. Bohater, którego gra, nosi ciężki bagaż przykrych doświadczeń, który zmusił go do szybszego dorastania, do wypracowania sobie pancerza bezpieczeństwa. Ale widok chorego ojca powoli rozbija go na części, dzięki czemu Tomek staje się bardziej empatyczny, opiekuńczy, odpowiedzialny. Dorociński swą naturalnością i męskością świetnie oddał charakter dorosłego syna, nad którym non stop wisi widmo przeszłości, przez co nie może w pełni dorosnąć psychicznie. 

Scenariusz Piotra Borkowskiego i Bartosza Konopki uważam za udany. O problemach ojcowsko-synowskich nie mówi się tutaj wprost. By zrozumieć ten film, trzeba go uważnie oglądać. To obraz dla inteligentnych widzów.

"Lęk wysokości" Bartosza Konopki powinno się obejrzeć przynajmniej dwa razy, by żaden szczegół nie umknął uwadze oglądającego, by zrozumieć sens tragedii rodziny, w której funkcjonuje schizofrenik.

Dlaczego lęk wysokości dotyczy każdego z nas? Film Konopki uświadamia, że większość z nas przeżyła coś tak traumatycznego, co na zawsze zmieniło to nasze patrzenie na świat i to od nas zależy, czy pokonamy ten lęk. Tomek, bohater filmu, opanował swój "lęk wysokości".


Karolina Sierka

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy