Pół-człowiek, pół-maszyna. W całości glina. Recenzja filmu "RoboCop"

Pół-człowiek, pół-maszyna. W całości glina. Recenzja filmu
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Jako że Hollywood coraz bardziej cierpi z powodu braku pomysłów, coraz częściej sięga po starsze, sprawdzone już marki, serwując nam co krok odgrzewane kotlety, rebooty i remake'i mniej lub bardziej popularnych produkcji. Praktyka ta w głównej mierze dotyka kultowych horrorów i kina akcji. Teraz filmowcy dorwali się do, wydawać by się mogło, że zapomnianego już, RoboCopa...

Sam byłem sceptycznie nastawiony do tego pomysłu. Wychowałem się na oryginale z 1987 roku i nie chciałem, aby ktokolwiek mieszał w moich wspomnieniach. Tym bardziej, że reboot dostał niższą, bo od 13 lat, kategorię wiekową, podczas gdy pierwszy film był skierowany wyłącznie do widzów dorosłych przez wzgląd na sporą dawkę przemocy i obrazy niewskazane dla młodszych widzów. Sam proces powstawania filmu również trwał bardzo długo, co także nie wróżyło dobrze.

Jakież więc było moje zdziwienie, gdy po opuszczeniu kina musiałem przyznać, że "RoboCop" jest całkiem udanym filmem, choć zupełnie innym od oryginału. Zamiast ponownego czerpania inspiracji z Biblii, twórcy postawili na rasowe kino akcji/s-f. I nie był to taki zły pomysł. Już teraz ludzkość czyni poważne odkrycia w dziedzinie robotyki i nanotechnologii. Np. taki sklep wysyłkowy Amazon.com pracuje w tej chwili nad własnym systemem dronów, które w przeciągu kilkudziesięciu minut mogłyby dostarczać przesyłki do naszych domów. Coś, co uważamy za czystą fantastykę, już wkrótce może zapukać do naszych drzwi. Kryje się w tym także duży potencjał dla medycyny, chociażby poprzez coraz lepsze protezy i tym podobne. Co jednak, jeśli obrażenia pacjenta były tak duże, że "naprawiony" człowiek bardziej przypominałby maszynę niż żywy organizm? Co czyni nas ludźmi? "RoboCop" poszedł właśnie w kierunku tych pytań.

Fabuła prosta jak drut: w przyszłości OmniCorp dostarcza swoje drony i roboty bojowe na wszystkie konflikty zbrojne świata. Korporacja ma jednak ochotę na ekspansji swoich produktów również i na ulice amerykańskich miast, aby strzegły porządku na ulicach. W celu przekonania polityków i poprawy swojego wizerunku, pada pomysł na połączenie człowieka i maszyny, a następnie wypuszczenia go między ludzi. Niedługo potem funkcjonariusz Alex Murphy zostaje ciężko ranny i za zgodą żony, przekształcony w cyborga...

Nowa wersja wielokrotnie puszcza oko w stronę oryginału, np. poprzez dialogi ("Nie dałbym za to dolara!"), symbole ("ludzka" ręka RoboCopa nawiązuje do brutalnie odstrzelonej w oryginale). Przerywające film bloki reklamowe z oryginału tutaj zostały zastąpione bardzo pomysłowym programem telewizyjnym prowadzonym przez Pata Novaka (Samuel L. Jackson), którego chętnie zobaczyłbym jako głównego złego w ewentualnej kontynuacji, gdyż jego postać jest znacznie bardziej intrygująca, wybuchowa i porywcza, niż główny czarny charakter w filmie, czyli szef OmniCorp Raymond Sellars (Michael Keaton), który niestety wypadł dość nijako. Najbardziej podobała mi się jednak postać dr. Dennetta Nortona (Gary Oldman), który był tą dobrą osobą, dbającą o dobro Aleksa Murphy'ego, wielokrotnie zmuszaną do robienia rzeczy wbrew sobie. Sam Joel Kinnaman jako Alex Murphy/RoboCop jest w porządku, choć nie jest to też rola, przy której aktor mógł faktycznie rozwinąć skrzydła. Cały wątek jego dalszych relacji z rodziną wypadł znośnie, acz nie porywa i jest to jedna ze słabszych stron filmu. Efekty specjalne przez cały czas trzymają bardzo wysoki poziom, poza nieco sztucznym CG w czasie finałowej walki z dużymi dwunożnymi jednostkami bojowymi.

Tak czy inaczej, nowego "RoboCopa" da się obejrzeć. Tłumy jednak do kin nie walą, przez co ewentualna kontynuacja stoi w tej chwili pod znakiem zapytania. A z chęcią bym ją obejrzał.

Tomasz Woźniak

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy