Czy warto wybrać się do kina na "American Hustle"? Recenzja filmu

Czy warto wybrać się do kina na
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Trzy lata temu amerykański reżyser filmowy Dawid O. Russell zaskoczył wszystkich oskarowym filmem "Fighter" z Markiem Wahlbergiem i Christianem Balem w rolach głównych. W zeszłym roku podobnie było z "Poradnikiem pozytywnego myślenia". Teraz dostaliśmy "American Hustle".

Przełom lat 70 i 80 ubiegłego wieku. Niezwykle błyskotliwy oszust Irving Rosenfeld (Christian Bale) wraz z partnerką i kochanką Sydney Prosser (Amy Adams) zostaje zmuszony do współpracy z niezrównoważonym agentem FBI Richiem DiMaso (Bradley Cooper), wkraczając tym samym w  niebezpieczny świat wpływowych lobbystów oraz mafii. Celem jest wciągnięcie w korupcję nieugiętego polityka z New Jersey Camine'a Polito (Jeremy Renner). Co jednak się stanie, jeśli na scenę wkroczy także wybuchowa żona Irvinga, Rosalyn (Jennifer Lawrence)?

"American Hustle" nie grzeszy zbyt odkrywczą fabułą i przesadnie skomplikowanym scenariuszem. Nie jest to też typowy kryminał, jak mogłoby się zdawać z materiałów promocyjnych. Bliżej mu do kina obyczajowego i filmom pokroju "Ocean's Eleven". Najważniejsze są tutaj dynamiczne relacje pomiędzy bohaterami, co stanowi naprawdę mocną stronę filmu. Tak ciekawego przekroju zróżnicowanych charakterów nie mieliśmy w kinie już dawno, czego zasługą jest zebranie przez reżysera aktorów, z którymi nierzadko przyszło mu już wcześniej pracować. Może z wyjątkiem Christiana Bale'a, który do swojej roli przytył ponad 20 kg. Jego wyeksponowany brzuch robi wrażenie. Bywa nawet przerażający... To właśnie Bale'a wskazałbym jako najlepszego aktora w "American Hustle". Wszystko kręci się wokół Irvinga, to jego wybory prowadzą do takiego, a nie innego finału.

Przyznam, że do kina szedłem z pewnymi obawami. Internet roi się od niepochlebnych opinii o filmie. Tymczasem im dłużej trwa film, tym jest ciekawiej. A nawet jeśli ktoś mógłby stracić zainteresowanie głównym wątkiem, ma się nad czym zastanawiać: którego mężczyznę wybierze Sydney? Czy Irving zatrzyma syna? W jakie tarapaty wpakuje ich Rosalyn i jej za długi język? Jak jeszcze bardziej rozrośnie się plan agenta DiMaso? I wreszcie, jak kończy się historia o połowie ryb?

Filmowcom udało się przenieść na ekran magię schyłku lat 70. Ulice, samochody, bilbordy, moda, fryzury, dyskoteki - wszystko jak żywcem wyjęte z tamtego okresu. Dekolty aż do pępka, kolorowe koszule w paski i garnitury w kiczowate wzory...

Warto "American Hustle" obejrzeć, choć jednocześnie widzę, dlaczego można tego filmu nie lubić. Po pierwszym rozczarowaniu znalazłem jednak w nim coś dla siebie. "American Hustle" jest nominowany do Oskarów w wielu kategoriach. Czy zasłużenie? I tak, i nie. Konkurencja w tym roku jest jednak silna i odnoszę wrażenie, że film będzie raczej wielkim przegranym w walce o tegoroczne statuetki.

Tomasz Woźniak

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy