Zawsze dotrzymuję słowa

Zawsze dotrzymuję słowa
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Cezary Brymora, 53l., żonaty, ma dwoje dzieci, z wykształcenia matematyk. Od ponad 25 lat prowadzi własną działalność gospodarczą. Obecnie jest prezesem firmy Brymorex, która zajmuje się handlem elementami złącznymi. Jest założycielem i Prezesem Stowarzyszenia STREFA ŁUCZNIK zrzeszającego przedsiębiorców i Członkiem Zarządu Stowarzyszenia Czarni w Radomiu. Kandydat do sejmu z listy .Nowoczesnej, jako osoba bezpartyjna.


To są początki Pana kariery politycznej, nigdy Pan wcześniej nie brał udziału w wyborach. Dlaczego akurat teraz się Pan zdecydował startować?

- To prawda. Nigdy w życiu nie startowałem w żadnych wyborach i nie byłem członkiem żadnej partii. Pewnie by tak było dalej, gdyby nie fakt, że pojawiła się .Nowoczesna. Pojechałem na spotkanie, poznałem tych ludzi. Okazało się, że większość postulatów .Nowoczesnej pokrywa się z moimi poglądami, stąd też zdecydowałem się kandydować z listy .Nowoczesnej, ale jako osoba bezpartyjna.

To znaczy, że żadna partia do tej pory Pana nie przekonywała? Poza .Nowoczesną są  jeszcze inne, nowe partie czy komitety wyborcze np. KWW Kukiz.

- Zdecydowanie to nie moja bajka. Jestem przedsiębiorcą od wielu lat, stąd też moje zdanie jest takie, że najważniejsza jest gospodarka. Gospodarka jest lekiem na całe zło. Jeśli będziemy silni w tej dziedzinie, to wszystkie inne problemy, o których często się dziś mówi - moim zdaniem - rozwiążą się poniekąd same. Mocna, zarówno krajowa, jak i regionalna gospodarka to sprawa, na którą powinniśmy położyć szczególny nacisk, a nie jakieś obietnice populistyczne, bo z tego naprawdę nikomu nic nie przybędzie. Żadne obietnice po 500 zł czy minimalnej pensji nie zrobią z ludzi  nagle bogatszych. Ludzie muszą dostać dobrą, stabilną i dobrze wynagradzaną prace,  to im pozwoli normalnie funkcjonować. Chwilowe rozdawnictwo nic nie pomoże.

Mówił Pan, że identyfikuje  się z większością postulatów .Nowoczesnej, ale to oznacza, że nie ze wszystkim, w czym się różnicie? 


- Uważam, że mimo wszystko, jeśli chodzi o Radom to powinna nastąpić reforma systemu administracyjnego.  Po pierwsze, z powodów finansowych, dotyczących dotacji z UE, szczególnie dotacji regionalnych. Warszawa bardzo zawyża nam statystyki. Z Warszawą jesteśmy bogaci, a bez - już nie. Gdyby Warszawa została wyłączona, wtedy bylibyśmy zupełnie inaczej kwalifikowani i klasyfikowani. Natomiast w tym przypadku stanowisko .Nowoczesnej jest takie, że oni, co do reformy administracyjnej kraju i zmian w tym kierunku, póki co,  nie zajmują stanowiska.  Myślę, że ta reforma jest dla Radomia ważna chociażby z powodu podniesienia prestiżu naszego miasta. Jeśli w dalszym ciągu będziemy w mazowieckim, to zawsze będziemy drugoplanowym miastem. Od wielu lat słyszę, że to przecież koszty, ale nie takie pieniądze w minionym czasie zmarnowano w zupełnie idiotyczny sposób.  To naprawdę nie jest żadną przeszkodą i to nie są jakieś gigantyczne wydatki, żeby te rzeczy nie były możliwe. Będę do końca namawiał kolegów z .Nowoczesnej do tego, żeby wspierali ten projekt. Coraz więcej słyszę kandydatów na posłów z ziemi radomskiej, którzy zaczynają mówić o  województwie radomskim i bardzo się z tego cieszę. Natomiast pod pozostałymi postulatami partii mogę się zdecydowanie podpisać, a szczególnie tymi dotyczącymi gospodarki.

Jeżeli chodzi o wyłączenie Warszawy z Mazowsza, to jest Pan bliski temu, co mówią politycy PiS. 

- PiS się troszeczkę podzieliło, ponieważ PiS w Płocku chciało Mazowsza, ze stolicą w Płocku.  Nie chciałbym nigdy obudzić się w mazowieckim, ze stolicą w Płocku i wydaje mi się, że to jest najgorsze rozwiązanie. Zdecydowanie wolałbym obudzić się w województwie radomskim, ze stolicą w Radomiu. Natomiast po tym, kiedy panowie z PiS usłyszeli, że w Płocku są takie zamiary, nie dziwi mnie wcale, że również woleliby, w związku z powyższym, mieć stolicę województwa w Radomiu - z czego się bardzo cieszę.

Pana wypowiedzi w tej sprawie mocno zostały skrytykowane przez Marka Wikińskiego. W trakcie kampanii narodził się między wami konflikt.

 - Na temat Marka Wikińskiego już się kilkakrotnie wypowiadałem i muszę powiedzieć, że znam Marka wiele lat.  Jest wytrawnym politykiem,  ale nie wiem tylko czy w związku z powyższym moją skromną osobę potraktował jako pomysł na swoją kampanię wyborczą. Powiedziałem, nie będę robił żadnych polemik z Markiem w tej sprawie, bo nie uważam, żeby to było dla wyborców interesujące.  Chciałbym, żeby  wyborcy oceniali mnie  po tym, kim byłem i jestem, co zrobiłem w swoim życiu i co mam zamiar zrobić, a nie po tym jak będę się przepychał przed kamerami.  A już nie daj Panie Boże, żeby mi ktoś powiedział, że to są jakieś ustawki, specjalne gierki, które odstawiamy przed kamerą, a potem razem pójdziemy na drinka. Absolutnie nie. Odciąłem się i nie chcę do tego wracać. 

Polityka to chyba dość trudne zajęcie i wymagające poświęcenia.

- Zajmowałem się  wieloma różnymi działaniami społecznymi w swoim życiu, więc uznałem teraz, że kiedy mam poukładane życie zawodowe i rodzinne mogę poświęcić więcej czasu na sprawy społeczne. Żona mnie w tych działaniach bardzo mocno wspiera. (…) Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi podobnie jak ja, ma dosyć pewnych rzeczy. Na pewno nie mógłbym  podpisać się pod czymś takim, że Polska jest w ruinie, to absurd zupełny. Natomiast wydaje mi się, że jest duży problem na styku obywatel - urząd. Ten styk cały czas mi się nie podoba. Biurokracja jest ogromna i widzimy to na każdym kroku. Nie trzeba prowadzić firmy, żeby się z tym non stop zderzać. Dla mnie np. państwowa służba zdrowia to też poniekąd urząd i to bardzo źle zorganizowany.  Nie podoba mi się to wszystko, uważam, że można to robić dużo sprawniej i lepiej, dlatego zdecydowałem się kandydować, żeby pokazać wyborcom, że do polityki mogą przyjść ludzie, którzy tam jeszcze nie byli. W polityce potrzebne jest nam nowe spojrzenie. Natomiast to, co do tej pory dzieje się, zwyczajnie wielu ludziom nie podoba się.

Ostatnio obiecał Pan, że przekaże 100 tys. zł poselskiej pensji na cele charytatywne. Czy to odpowiedź na głosy internautów, którzy zarzucali Panu, że kandyduje Pan dla kasy?

- Moje hasło to: "Zawsze dotrzymuję słowa", ale na pierwszej konferencji prasowej, którą zrobiłem w swoim sztabie, powiedziałem m.in., że ci co mnie znają wiedzą, że nie kandyduję dla kasy. Potem to stało się takim mottem przewodnim. Jak wróciłem do domu i zacząłem przeglądać strony w Internecie, to okazało się, że we wszystkich artykułach pojawił się tytuł, że "Brymora nie kandyduje dla kasy". Zauważyłem później, że internauci zaczęli robić różnego rodzaju wpisy, które wyglądały  m.in. tak:  "wszyscy mówią, że nie kandydują dla kasy", "jak nie kandyduje dla kasy, to niech to udowodni”, „niech przekaże środki na cele dobroczynne, a jeszcze lepiej, żeby to potwierdził rejentalnie", jeszcze ktoś inny napisał "że chyba firma mu źle idzie, skoro się pcha do polityki". Jak sobie to wszystko poczytałem, to uznałem dlaczego nie. Przecież ja mam naprawdę stabilną i dobrze zorganizowaną firmę. Chciałem przerwać całą tą dyskusję, więc poszedłem do notariusza i poprosiłem o sporządzenie aktu, w którym zobowiązuje się do przekazywania przez kolejnych 20 miesięcy z wynagrodzenia poselskiego kwoty 5 tys. zł. na cele dobroczynne, np. dla wybitnie uzdolnionych studentów, ale zgłaszanych przez uczelnie. To są pieniądze dla ludzi, za którymi stoją organizacje pożytku publicznego. Moim podstawowym hasłem jest, to że „zawsze dotrzymuję słowa" i tego słowa również dotrzymam.

Jaka była reakcja na taką decyzję? Spotkał się Pan z krytyką czy uznano to za szlachetne działanie i wyborcy docenili Pański gest.

- Było różnie. Niektórzy mówili dlaczego tylko 100 tys., dlaczego nie wszystko. Wynagrodzenie posła netto wynosi ok. 7 tys. więc jeśli zdecydowałem się przeznaczyć 5 tys. to myślę, że to jest chyba dużo. Poza tym mam zamiar  popracować. Pierwszą rzeczą, którą chcę zrobić, może znowu wyda się komuś kontrowersyjna, ale chcę w pierwszej kolejności, gdybym dostał się na Wiejską, stworzyć profesjonalne biuro poselskie w Radomiu czynne w odpowiednich godzinach. Tak, aby każdy mógł  przyjść i spotkać się ze mną albo moimi pracownikami. Chciałbym też w ciągu kilku najbliższych miesięcy objechać wszystkie powiaty i gminy. Spotkać się zarówno z władzami samorządowymi, jak i mieszkańcami, po to, żeby jeszcze dokładnej zbadać potrzeby poszczególnych miejscowości. Od tego powinien zacząć pracę każdy poseł, który startuje czy reprezentuje ziemię radomską i myślę, że nie zrobi tego nikt, kto jest tzw. spadochroniarzem. Zawsze podkreślam wyborcom, żeby nie dali się nabrać na kandydatury osób, które przyjeżdżają do okręgu na miesiąc przed wyborami.  Ci ludzie tak szybko wyjadą jak przyjechali i zapomną o Radomiu, czego mieliśmy już w przeszłości wielokrotnie przykłady.

Czyli poseł ma pewną misję do wykonania.  

- Ja sobie tego inaczej nie wyobrażam. Poseł ma reprezentować tych ludzi, którzy go wybrali. Jeśli nie miałby na to czasu, to jest to zupełną porażką. Poseł dostaje pieniądze na pracę biura, żeby to biuro zorganizował sobie w okręgu wyborczym, a nie np. w Warszawie, bo nikt z okręgu radomskiego nie będzie jechał do stolicy, po to, aby wybrać się do biura poselskiego wybranego z tej ziemi. 

Powiedział Pan, że nie zagłosuje na żaden projekt, który byłby sprzeczny z interesem ziemi radomskiej, ale w polityce nieuniknione są konflikty i tak jak w w życiu trzeba iść  czasem na kompromis.

- Kompromisy na pewno tak,  ale nigdy nie będą to kompromisy, które miałyby szkodzić ludziom, którzy mnie wybrali.  Ci, którzy mnie znają, to wiedzą o tym, że dla mnie nie ma takich zgniłych kompromisów,  w których będę musiał coś zrobić przez jakąś dyscyplinę partyjną. Ja jeszcze raz powtarzam, bardzo szanuję .Nowoczesną i ludzi, którzy tam są. Startuje z listy .Nowoczesnej i z innej partii sobie nie wyobrażam, ale jako osoba bezpartyjna. 

Wszedł Pan do świata polityki, a więc czym dla Pana jest polityka?


- Polityka musi służyć ludziom, bo tak naprawdę bez tego byłaby kompletnie niepotrzebna. Politycy muszą dbać o to, żeby państwo było dobrze zorganizowane, żeby ludzie czuli się bezpiecznie i dobrze. Prowadząc firmę często wyjeżdżam za granicę i spotykam się tam z Polakami, którzy wyjechali i pracują. Oni tęsknią i chcą wrócić, ale problem polega na tym, że tam żyje im się,  bo to państwo jest dla nich bardziej przyjazne. Moim zdaniem to najbardziej powinniśmy zmienić.  Nasze  państwo powinno stać się jeszcze bardziej przyjazne dla obywatela. Ono na dzień dzisiejszy takie nie jest, bo idiotyczne przepisy i biurokracja są tak denerwujące, że człowiek rzecz, którą powinien załatwić w trzy minuty załatwia w trzy miesiące.  Politycy powinni się zajmować tym, żeby każdy obywatel, niezależnie od wieku,  mógł zawsze powiedzieć, że to państwo jest dla niego przyjazne. To jest najważniejszą rolą polityków.

Czy .Nowoczesna jest w stanie to zagwarantować? 

 -  Będzie to zależało od wyników wyborów.  Jeśli .Nowoczesna zdobędzie w całej Polsce taki wynik, który pozwoli na to, że będzie mogła współrządzić, to wtedy myślę, że będzie próbowała wprowadzić wiele zmian. Natomiast jeśli uzyska bardzo mały wynik, wtedy nie będzie miała wpływu na rządzenie. Wówczas jako opozycja będziemy oczywiście starali się robić jak najwięcej np. składać różne projekty, szczególnie w sprawach gospodarczych, ale wiadomo, że możliwości będą zdecydowanie mniejsze.


Co dla Cezarego Brymory jest najważniejsze w życiu? 

- Myślę, że tak jak dla większości ludzi, najważniejsze w życiu jest mieć dobrą pracę, z której jest się zadowolonym i mięć wokół siebie szczęśliwą rodzinę i wielu serdecznie nastawionych przyjaciół.
 
Tak jak słucham Pana, to wydaje się Pan usatysfakcjonowanym człowiekiem i szczęśliwym ze swojego życia.

- Powiem tak, może nie będzie to skromne, ale ja sobie na to zapracowałem. Kiedy zacząłem zakładać swoją firmę, 28 lat temu, to miałem do dyspozycji dwudziestu kilku metrowy garaż, który babcia mi udostępniła. Dzisiaj wyłącznie dzięki swojej pracy mam – tak myślę -  w miarę stabilną, dobrze zorganizowaną firmę, która zatrudnia wielu pracowników. Ogromna ich większość rozumie to, że ja z nimi gram do jednej bramki, że nie jesteśmy po dwóch stronach barykady tylko po jednej. Jeśli w firmie jest dobrze, to oni są zadowoleni nie tylko z wynagrodzenia, ale również z tego, że mają dobre warunki pracy. Pracują na nowoczesnym sprzęcie, na najnowszym oprogramowaniu.  Mam wielu pracowników, którzy pracują u mnie po 15 - 17 lat, co jak na prywatną firmę trzeba przyznać, że nie jest dość powszechne. To jest to, czym się mogę pochwalić.

Jakie wartości powinien mieć polityk?

- Tutaj można by dużo różnych sloganów używać, ale powinien być generalnie szczery i prawdomówny, bo tego chyba w tej polityce najbardziej brakuje.
 
A Pan taki jest?

- Ja taki jestem. Dlatego na pewno nie będę ludziom obiecywał czegoś, czego nie będę w stanie zrealizować albo do czego nie jestem przekonany. Nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła, żebym podnosił rękę wtedy, kiedy nie będę o tym przekonany, że będą to dobre ustawy. Mnie żadne dyscypliny partyjne nie interesują.

W polityce szczerość chyba nie jest zaletą?

- Ale czas na zmiany. Czas, żeby zmienić oblicze polityków. Większość  moich znajomych i ludzi, którzy mnie spotykają mówią, że pcham się do brudnej polityki, a ja bym chciał, żeby ta polityka przestała być brudna. Myślę, że to jest możliwe. 


Czego Pan życzy sobie i mieszkańcom Radomia?

- Życzę, żeby się wszystko dalej dobrze układało. Naprawdę nie mam powodów do narzekań zarówno w życiu rodzinnym, jak i w biznesie wszystko mi się dobrze układa, więc na dzień dzisiejszy życzyłbym sobie zdrowia, bo ostatnio podczas kampanii zaczęło mocno szwankować. Natomiast mieszkańcom ziemi radomskiej życzę, żeby przestali myśleć o wyjazdach, aby pomyśleli, że tu jest fajne miejsce.  Zależy mi na tym, żeby zarówno w sejmie, jak i we władzach miasta i gmin, znaleźli się ludzie  mądrzy, bez względu na to z jakiej są opcji. Nie dzielę ludzi na tych którzy są z lewicy czy prawicy, ja dzielę ludzi na mądrych i głupich. Chciałbym, żeby tych pierwszych szczególnie w polityce i w urzędach było znacznie więcej.
 
Jaki ma Pan pomysł na życie jeśli jednak nie uda się dostać do sejmu, czy to oznacza, że zrezygnuje Pan z polityki czy wręcz przeciwnie?

- 26 października wracam do swojej firmy i dalej sobie działam. To jest moje jakby trzecie dziecko. Firmie poświęciłem bardzo dużo czasu i mam gdzie wracać. Natomiast plany mam również takie, że 27 października wylatuję wraz z kolegami do Helsinek na mecz koszykówki. Lecimy z Radomia. Chcemy zobaczyć lotnisko i również poprawić statystykę osób wylatujących. Po powrocie wracam do działalności w swojej firmie i działalności społecznej jaką prowadzę.

Ale zrezygnuje Pan z polityki?

- Na chwilę obecną, myślę, że tak. Jeśli wyborcy nie uznają, że czas na zmiany w polityce, żeby faktycznie wymienić tych posłów, którzy od dwudziestu kilku lat siedzą w sejmie, i o których wszyscy dobrze wiemy, że się wypalili - to myślę, że zrezygnuję.  Jeśli społeczeństwo tego nie zrozumiało, że potrzeba nam zmian, to niestety, ale uważam, że  potem będzie mogło mieć pretensje tylko do siebie i do nikogo więcej.  Dlatego też apeluję do wszystkich,  żeby uczestniczyli w wyborach, bez względu na to, na jaką opcję chcą zagłosować, bo nie pójście na wybory naprawdę nic nie rozwiązuje. Trzeba dać szanse nowym i wyłącznie tym, którzy są związani z ziemią radomską. Żadnych spadochroniarzy.

Rozmawiała Katarzyna Skowron

Katarzyna Skowron / fot. archiwum prywatne

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy