Wybory to nie są jaja

Wybory to nie są jaja
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Andrzej Kosztowniak, były prezydent Radomia, radny , kandydat do sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości.

Dlaczego zdecydował się Pan kandydować do sejmu?

- Myślę, że to jest wypadkowa dotychczasowych działań w moim życiu. Byłem i zresztą nadal jestem zaangażowany w sprawy publiczne w naszym mieście, więc naturalną koleją rzeczy jest to, że chcę pracować dalej dla Radomia i ziemi radomskiej. Ja czuję się cały czas osobą bardzo mocno związaną z samorządem i myślę, że parlament to dobra forma przedłużenia, mimo wszystko, pracy na rzecz naszego miasta i regionu. Chciałbym być takim politykiem i taką osobą w parlamencie, która będzie potrafiła łączyć sprawy lokalne z tą największą polityką, bo to jest chyba - w moim przekonaniu – istotą polityki, a niekoniecznie spory i awantury, które gdzieś tam w sejmie przyciągają największą uwagę. Ja wolałbym się zajmować pracą i to jest mój cel. Z pracy są efekty - z krzyku i awantur niekoniecznie. Startuję, bo chcę z siebie dać jak najwięcej, jak tylko potrafię.

Ale czy w parlamencie jest możliwość połączenia tej lokalnej polityki z krajową?

- Jest.  Obserwuję "kariery polityczne" moich wielu kolegów, którzy zarządzali innymi miastami i wiem, że to jest możliwe. Nawet odnoszę wrażenie, że wśród polityków parlamentarnych jest zbyt mało ludzi, którzy wywodzą się wprost z samorządu i nie czują tej Polski lokalnej. Często żyją w oderwaniu od rzeczywistości miejskiej, regionalnej czy wiejskiej. A funkcjonują na Wiejskiej troszeczkę w takim zamkniętym kokonie. Mówią o sprawach ważnych, ale często w taki sposób, który jest nieakceptowalny i powoduje wyłącznie napięcia. Samorząd uczy pokory, takiego spojrzenia przez pryzmat miejsca z którego się wywodzimy. Ja nie kryję, że tego typu parlamentarzystą chciałbym być.

To chyba dosyć trudne wyzwanie.

- Ja myślę, że w ogóle polityka nie jest łatwym wyzwaniem i w ogóle praca. Jeżeli ktoś chce ciężko pracować i mieć dobre efekty, to żadne wyzwanie nie jest proste. Nie łatwo być dobrym dziennikarzem, rolnikiem, piekarzem czy lekarzem, tak samo jak politykiem. To trudne o tyle, że bardzo często mamy do czynienia z elementem sporu, często głupiego. Ja to nazywam zawiścią polityczną. Ale trzeba sobie jasno określić cele do zrealizowania i prowadzić taką politykę, aby móc je osiągnąć.

Ale te cele każdy ma inne.

- To prawda. Dlatego ważną cechą każdego człowieka pracującego w grupie jest umiejętność przekonania do swoich racji i doprowadzenia do tego, żeby ten cel został osiągnięty. Tak to wygląda w każdej grupie ludzi pracujących. Stawiałem sobie cele wtedy, kiedy byłem prezydentem miasta. Uważam, że w dużej mierze je osiągnąłem. Również dzisiaj stawiam sobie cele, jako  kandydat na parlamentarzystę i zamierzam - w momencie kiedy Państwo obdarzycie mnie zaufaniem - je realizować.

W sejmie będzie się Pan stykał z wieloma sprawami sprzecznymi z interesem miasta. I co wtedy?

- I wtedy trzeba umieć przedstawić taką argumentację, która trafi do całego grona. Polityka jest grą zespołową, zarówno argumenty na tak, jak i na nie muszą być rozważane. Przez wiele lat jako prezydent miasta mogłem obserwować wiele inwestycji krajowych, realizowanych przez obecną koalicję. Myślę tutaj np. o budowie dróg czy kolei. To wszystko w mniejszym lub większym stopniu działo się w Polsce. Niektórzy bardzo dużo zyskali przez te osiem lat, ale Radom nic nie zyskał. Żadna z dużych inwestycji infrastrukturalnych nie została zrealizowana przez polski rząd w ciągu ostatnich ośmiu lat. Ktoś może zaklinać rzeczywistość, ale nie powstała kolej ani trasa S12. Natomiast powstawały - i tu śmiem twierdzić- inwestycje, które były zależne od aktywności samorządu lokalnego, czyli włodarzy, którzy przez ostatnie 8 lat sprawowali władzę w Radomiu, czyli PiS i moją osobę jako prezydenta.

Czym dla Andrzeja Kosztowniaka jest polityka?

- Polityka jest dla mnie niczym innym, jak pewnym procesem zarządzania i dochodzenia do jakiegoś konkretnego celu. Taka polityka jest dokładnie uprawiana w firmie. Zresztą w każdym miejscu w którym się znajdujemy, bo my jako ludzie po prostu sobie określamy pewien cel i robimy wszystko, żeby do niego dążyć.


Wróćmy do początków Pana kariery politycznej. Ukończył Pan trzy kierunki studiów: ekonomię, administrację i prawo. Pracował Pan na kilku radomskich uczelniach. Dlaczego więc związał się Pan z polityką, a nie został chociażby prawnikiem?

- Pracowałem na kilku uczelniach i żałuję, że to się przerwało, bo to uwielbiałem. Zresztą w ogóle bardzo lubię kontakt z ludźmi. Prowadzenie zajęć ze studentami ładowało moje akumulatory. To był znakomity czas. Potrafiłem pracować w sobotę czy niedzielę po osiem godzin dziennie, bez przerwy mówiąc. Wracałem do domu po tych ośmiu godzinach mocno wypoczęty. Dlaczego polityka? Zawsze mnie pociągała. Wyrastałem w domu, gdzie często dyskutowało się na tematy społeczne i polityczne. Później szkoła czy studia, to był czas aktywności społecznej. Bycie przewodniczącym szkoły czy szefem Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Politechnice Radomskiej. To wszystko mnie kierunkowało do tego, abym mocno angażował się w sprawy społeczno-polityczne. Zawsze stałem na rozdrożu - czy iść w stronę wyłącznie prawa i być radcą prawnym czy  w stronę społeczno-polityczną. Uważam, że jestem osobą, która mogłaby uprawiać zawód radcy prawnego. Nie chciałbym być prokuratorem. Zdaje sobie też sprawę z tego, że nie będę całe życie politykiem, bo to by była spora naiwność myśleć, że całe życie będę człowiekiem polityki. Prawdopodobnie będę politykiem przez całe życie, ale w sensie zaangażowania, a niekoniecznie będę musiał to robić zawodowo. A póki co, taką decyzję podjąłem. Jestem człowiekiem posiadającym duże doświadczenie samorządowe, którym chciałbym się dzielić.

Jakie są konkretnie postulaty Andrzeja Kosztowniaka?

- Jeżeli będzie taka sytuacja, że zostanę posłem. W co bardzo gorąco wierzę i proszę o głosy. To chciałbym się zajmować trzema rzeczami. Jedną z nich jest wyłączenie Warszawy z województwa mazowieckiego. Chcę stanąć przeciwko polityce lokomotyw, uważam ją za skrajnie szkodliwą w przypadku naszego miasta i regionu. Bo wszystkie takie miasta jak Radom tracą na tej polityce, stają się bardziej ośrodkami prowincjonalnymi. Bogactwo jest kumulowane w dużych ośrodkach, a takie jak Radom po prostu biednieją. PiS w swoim programie mówi jasno: „Polsce potrzebny jest zrównoważony rozwój. Źle jest wtedy, kiedy dysproporcje finansowe będą tak wielkie, gdyż będą one powodowały napięcia i podział na nas i was. To bardzo zła rzecz. Po drugie, ważny jest rozwój infrastruktury. Uważam, że PiS będzie w stanie doprowadzić do realizacji choćby tych inwestycji, które od lat są odkładane - myślę tutaj o kolei, i temu chciałbym się poświęcić. Jako prezydent miasta poświęciłem temu sporo czasu i wiem do jakich ośrodków trzeba uderzać, aby skutecznie to lobbować. Ponadto zająłbym się szkolnictwem. Nie ma w dzisiejszym świecie możliwości rozwijania silnych ośrodków miejskich bez silnej edukacji i zaplecza intelektualnego. Musimy doprowadzić do tego, aby nasze uczelnie i ośrodki badawcze były jak najmocniej wspierane. Nie jestem człowiekiem, który chciałby zajmować się polityką, odnoszącą się do ideologii, spraw górnolotnych czy mocno kontrowersyjnych, związanych chociaż z ostatnio ,,modną” płciowością. Ja mam swoje zdanie, pewne rzeczy popieram a pewnych nie, ale nie chciałbym z tego robić mojego oręża politycznego. Chciałbym pracować na rzecz konkretnych projektów, bo cały czas czuję się samorządowcem i gospodarzem.


Jest Pan znany w środowisku radomskim. Ma Pan duże doświadczenie polityczne. Ale w wyborach parlamentarnych pojawiają się również nazwiska osób, które słyszymy po raz pierwszy. W związku z tym, czy łatwiej jest kandydować osobie rozpoznawalnej czy wręcz odwrotnie dużo trudniej niż komuś, kto debiutuje na scenie politycznej.

- Trudno powiedzieć, to jest bardzo indywidualne. Ja mogę odpowiadać jako ten, który jest osobą znaną dla większości radomian. Mogę się legitymować tym, co zrobiłem i tym co obiecywałem. I tych wszystkich, którzy mają jakieś uwagi, to po prostu odsyłam do moich programów wyborczych. To najlepsza ocena człowieka. Nieraz słyszę od polityków choćby PO, że w Radomiu żadna inwestycja nie została wykonana. To jest przykład obrzydliwego populizmu politycznego, w którym ktoś próbuję zniechęcić społeczność do danej osoby. To czy się nic nie zdarzyło w ciągu ośmiu lat w Radomiu, to pozostawiam ocenie mieszkańców. Często bywa tak, że wybieramy polityków, których kompletnie nie znaliśmy i nieodpowiedzialnych. Mam taki jeden przykład, z ostatnich lat. Niewypałem naszym jako mieszkańców był wybór pana Ryfińskiego z Ruchu Palikota na parlamentarzystę naszej ziemi. Przyznaję, że jako prezydent nie uzyskałem żadnej pomocy od niego. Z jednej strony możemy powiedzieć, że doświadczenia nowości są dobre, ale muszę też powiedzieć jasno, partie polityczne, które są stabilnymi partiami, łatwiej jest rozliczyć. Bo czy chodzi o to, żeby wybrać kogoś raz na cztery i za cztery lata wybierać kolejnego, nowego, "świeżego" człowieka, który przeminie. Moim zdaniem lepiej jest wybrać tych, których jakoś znamy. Ja bym był przeciwnikiem takich doświadczeń, które często kończą się obecnością poszczególnych parlamentarzystów przez jedną kadencję. W Polsce przyszedł czas stabilizacji sceny politycznej. Dla mnie ugrupowania, powstające na jedną kadencję są w konsekwencji niemożliwe do rozliczenia. Cenię ludzi, którzy chcą startować w polityce, bo to jest wielkie wyzwanie i cieszę się, że są tacy, ale też bym namawiał nas wszystkich, aby dokonywać jednak rozsądnego wyboru. Wybory to nie są ,, jaja’’. Choć wiem, że są takie stwierdzenia, że jeżeli ma nie być dobrze, to przynajmniej niech będzie wesoło. Ja uważam, że polityka jest bardzo poważnym zajęciem i nie powinniśmy sobie robić z tego żartów.


Polityka jest poważnym zajęciem, a kampania wyborcza? Ja mam takie wrażenie, że kampania wyborcza jest trochę jak przekupstwo na targu. Kto więcej zalicytuje, kto więcej da. Nie jest tak?

- Tak, ale jestem osobiście przeciwnikiem tego, abyśmy tak patrzyli. Jestem zwolennikiem czytania programów wyborczych. Większość z nas bierze ulotki, wyrzuca do śmieci. Nie analizujemy tego, czujemy się "obrażeni" na polską politykę i mówimy, że nam się coś nie podoba, a później nie rozliczamy ludzi z tego co zrobili. Często ktoś nam wmawia, że dana osoba do czegoś się zobligowała. Sam to przerabiałem na własnej skórze, gdzie część polityków Platformy wmawiała nam, że ja się do czegoś zobowiązałem, ale nikt nie jest w stanie ani znaleźć dokumentu, ani mojego słowa na potwierdzenie tego. Czytajmy te ulotki, bo one mówią coś o człowieku, ale z drugiej strony jest to prosta forma zobowiązania.

Wróćmy do projektu, który zaczął Pan realizować za swojej kadencji – mianowicie chodzi o lotnisko. Jak Pan skomentuje ostatnią wypowiedź wojewody Jacka Kozłowskiego podczas debaty TOK FM: „120 mln zł wpompowane w lotnisko przez poprzednie władze z PiS, 140 osób zatrudnionych tam od roku. A do tej pory z lotniska odleciało z Radomia ok. 100 pasażerów. To najdroższe lotnisko na świecie - ponad milion zł kosztował jeden pasażer."

- Pan wojewoda Kozłowski jest człowiekiem bardzo małej wiedzy i szkodzącym od wielu lat ziemi radomskiej. 120 mln władze PiS nie wydały na lotnisko. Wojewoda nie potrafi nawet zapoznać się z podstawowymi informacjami. Trudno komentować politykierstwo, bo pan wojewoda taką wypowiedzią jest politykierem, a nie politykiem, niemającym po prostu racji. Pan wojewoda Kozłowski po prostu opowiada bajki. Zaraz po wyborach powinien się szybko spakować i nie przeszkadzać ziemi mazowieckiej.  Do dziś nie oddał lotnisku pieniędzy za otwarcie przejścia granicznego.  To skandal. Wracając do jakichś 120 mln zł. o których mówi Wojewoda to z tego, co pamiętam pan prezydent Witkowski w dniu, kiedy leciał do Rygi obiecywał, że będzie taki zysk. To raczej te 120 mln trzeba kojarzyć z wypowiedzią pana Witkowskiego, ale też nie wiem skąd ona się wzięła.

Na lotnisku kręcone są spoty reklamowe. To dobrze czy źle?

- Lotnisko powinno być wykorzystywane do tego, aby latać.  W momencie kiedy przestawałem być prezydentem, oddałem lotnisko do użytkowania do tego, do czego się zobowiązałem. Od prawie roku naszym miastem i lotniskiem zarządza pan Radosław Witkowski i to on w trakcie kampanii mówił, że jest w stanie rozwiązać wszystkie nasze problemy. Ja jestem w stanie odpowiedź za projekt, który sam realizowałem, ale nie zamierzam za pana Witkowskiego odpowiadać. Były przygotowane umowy z kilkoma przewoźnikami. Do dnia dzisiejszego nie mam pojęcia co się z nimi dzieje.  (…) Pan Witkowski podjął jedną z najgorszych - w moim przekonaniu - decyzji wyrzucając zarząd Portu Lotniczego, który tworzył ten projekt od kilku lat. To pokazuje ignorancję w sposobie myślenia. Nie można uprawiać polityki wyłącznie opartej na swoich kolegach. Teraz mamy nowego prezesa i jak widać kręcenie spotów. Powinna być budowana płyta postojowa, na którą czekali przewoźnicy, miał być wydłużany pas startowy. Brak tych inwestycji to działania na szkodę portu lotniczego i miasta. Należy dokończyć rozbudowę lotniska.


Jak ocenia Pan prawie rok rządów Radosława Witkowskiego i PO w naszym mieście?

- Źle. Liczyłem na to, że przy zmianie władzy część obietnic zostanie zrealizowana. Dziś będą realizowane, ale w przededniu kampanii wyborczej, co pokazuje, że traktuje się nas jako bezmyślny tłum. Stawiam dwa zarzuty obecnej polityce. Pan Witkowski nie zmienił nic kompletnie w odniesieniu do budżetu miasta, przyjął budżet, który ja pozostawiłem, bez żadnej zmiany. Poza tym, nie poznaliśmy żadnej strategii na nasze miasto. Byłem przekonany, że prezydent Witkowski będzie w stanie przedstawić konkretny plan rozwoju naszego miasta na najbliższe lata.  Ale tak się nie stało. Nie wiemy co będzie działo się w służbie zdrowia czy będzie prywatyzowana czy nie. Coraz częściej słyszy się o możliwości prywatyzacji Radpecu. Nie mamy pojęcia co będzie się działo w edukacji. Nie wiemy do dnia dzisiejszego, co będzie się działo z lotniskiem. Nie pojawia się na Komisji Rozwoju Miasta, gdzie dyskutujemy o projektach, strategiach i planach, choć bywa zawsze zapraszany. To przedziwna praktyka. Niektórzy radni żartują, że przyjdzie jak będzie miał wreszcie plan. Niedługo minie rok. Pan Witkowski nie umie wyjść z poziomu parlamentarzysty i polityka. Niestety nie stał się gospodarzem miasta, tylko cały czas jest politykiem i albo straszy PiS-em albo mówi o tym, że Platforma nam coś da. Za dużo polityki, a za mało samorządności.

Co dla Andrzeja Kosztowniaka w życiu jest najważniejsze?

- Ja myślę, że ja jestem bardzo typowym człowiekiem, że tak naprawdę rodzina i zdrowie mojej rodziny.

Jak prawdziwy Polak.

- Myślę, że jak każdy na świecie. Chociaż może my, Polacy jesteśmy ludźmi wychowywanymi w takim kręgu kulturowym, dla których rodzina ma wielkie znaczenie. Inaczej to już dzisiaj wygląda np. we Francji, w Belgii czy Holandii. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, skłamałbym gdybym powiedział inaczej. Później zdrowie i poczucie, że jest się potrzebnym, bo to nas tak naprawdę napędza wszystkich do działania.

Czego życzyłby Pan naszemu miastu w nadchodzącym czasie?

- Życzę zmiany ludzi, którzy są u steru władzy w Warszawie. Nie tylko dlatego, że jestem z PiSu, i startuję z PiSu, chociaż to też jest powód, ale życzę tego, aby doszło do zmiany myślenia o Radomiu. Ostatnie 8 lat na poziomie rządu udowodniły, że Radom jest poza zainteresowaniem. Musimy dokonać wyboru takich ludzi, którzy będą tym zainteresowani. Ja bym sobie życzył, żeby PiS po prostu wygrał w Polsce wybory i to jest chyba życzenie w stosunku nie tylko do Radomia, ale do dziesiątków miast. Polska zaczyna się nie dzielić. Państwo nie powinno zabiegać o tworzenie enklaw bogactwa i biedy, a ostatnie 8 lat tylko potwierdzają, że tak w przypadku koalicji PO i PSL było.

A czego by Pan sobie życzył?

- Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

Ja też tego Panu życzę i oczywiście wytrwałości.

- Bardzo dziękuję.

Rozmawiała Katarzyna Skowron.


Katarzyna Skowron/ fot. Michał Sołśnia

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy