Radom w centrum walk Styczniowych

Radom w centrum walk Styczniowych
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

W połowie lat 50. XIX wieku umarł car Mikołaj I oraz znienawidzony przez Polaków namiestnik Królestwa Polskiego Iwan Paskiewicz. Osłabienie Rosji i nowy car Aleksander II wzbudziły wśród Polaków nadzieje na odzyskanie niepodległości. W kraju zaczęły mnożyć się organizacje konspiracyjne, wzmogły się demonstracje patriotyczne. Ruch patriotyczny w Królestwie Polskim podzielił się na dwa obozy. W 1861 r. kręgi burżuazji i ziemiaństwa utworzyły konserwatywne środowisko tzw. białych. Z kolei tzw. czerwoni, wyrośli z tajnych kółek i młodzieżowych organizacji spiskowych, mieli poglądy radykalne – m.in. planowali powstanie.



źrodło OKiSZ "Resursa Obywatelska"



Kocia muzyka i manifestacje

Radom był wtedy stolicą województwa sandomierskiego. Jak w innych częściach kraju, nastroje patriotyczne najsilniejsze były tutaj wśród młodzieży. Organizowała ona tajne kółka kształcenia, kultury fizycznej - w prywatnych mieszkaniach uczono się historii własnego kraju, ćwiczono musztrę i fechtunek.
Delegaci czerwonych tak jak w całym królestwie, również w Radomiu – stolicy guberni - zainspirowali utworzenie zorganizowanej sieci spiskowej.
Należała do niej m.in. młodzież gimnazjalna i rzemieślnicza, która pod oknami carskich urzędników urządzała kocią muzykę, wybijała też szyby w mieszkaniach radcy policji, komendanta żandarmów i Polaków współpracujących z zaborcą.
W 1861 r. pod figurą Matki Boskiej przed kościołem oo. Bernardynów odbyły się pokojowe manifestacje patriotyczne. Rosyjskie wojsko rozpędziło ludzi przy pomocy kolb i bagnetów. Podobnych manifestacji odbyło się jeszcze wiele.
Z czasem z młodzieżówek próbowano utworzyć oddziały wojskowe, odbywano regularne ćwiczenia musztry i walki, np. w  refektarzu u bernardynów.
W czerwcu 1862 r. w Warszawie ukonstytuował się tajny organ kierowniczy obozu czerwonych - Komitet Centralny Narodowy. Z jego ramienia przed wybuchem powstania karabiny z Niemiec i Belgii sprowadzał do Polski Marian Langiewicz. 9 stycznia 1863 r. został on mianowany dowódcą województwa sandomierskiego, a cztery dni później przybył pod fałszywym nazwiskiem do Radomia. Początkowo planował uderzyć na wszystkie załogi rosyjskie na terenie województwa. Jednak biorąc pod uwagę szczupłość sił powstańczych oraz to, że w mieście stacjonowało ok. 1200 doskonale uzbrojonych żołnierzy rosyjskich, Langiewicz zdecydował o zaatakowaniu mniejszych oddziałów nieprzyjaciela.

Krwawy starzec

Zaraz po wybuchu powstania Langiewicz ze swymi oddziałami uderzył na Szydłowiec, Bodzentyn oraz Jedlnię. Powstańcy zajęli Suchedniów, Iłżę i Ostrowiec. Langiewicz w klasztorze w Wąchocku zgromadził około 1400 ludzi, założył kancelarię sztabową, drukarnię i fabryczkę broni. Tam dołączył do niego Dionizy Czachowski, przejściowo szef sztabu u Langiewicza i dowódca jednego z batalionów.  
W Radomiu Rosjanie skoncentrowali siły pod dowództwem generała Marka i ruszyli przeciw Langiewiczowi. Ten wyruszył więc na Kielecczyznę i Małopolskę. W walkach tu prowadzonych niemałą rolę odegrali mieszkańcy ziemi radomskiej. Czachowski (o jego związkach z Radomiem wiemy tyle, że prawdopodobnie skończył gimnazjum pijarskie w Radomiu, był też  - w czasie powstania – mieszkańcem woj. sandomierskiego) dzielnie walczył u boku Langiewicza i osłaniał jego odwroty. Po przejściu Langiewicza do Galicji i internowaniu przez Austriaków, Czachowski został dowódcą wojsk powstańczych w województwie sandomierskim.
Poczynał sobie dzielnie. Odnosił zwycięstwa (pod Stefankowem, Jeziorkami i Rzeczniowem), dzięki czemu zyskał sobie ogromną popularność i szacunek rodaków. Na terenach regionu radomskiego ludzie zaczęli nazywać go „polskim królem”.
Przyczyniały się też do tego surowość Czachowskiego wobec własnych i żołnierzy i bezwzględność wobec wroga. Konsekwentnie realizował on bowiem akcje odwetowe na armii carskiej za pacyfikacje opuszczonych przez powstańców miejscowości. Na szpiegach wykonywał kary śmierci. Dlatego Rosjanie mówili o nim „krwawy starzec”.
W tym czasie rosyjskim naczelnikiem Radomskiego Oddziału Wojennego był Aleksander Uszakow, który w Radomiu stosował terror. Znany jest list, jaki Czachowski wystosował do Uszakowa: „Szanowny kolego! Gdy wojsko polskie opuściło Grabowiec, zajęło go wojsko moskiewskie i dopuściło się tam morderstw, zabiwszy kilku bezbronnych mieszkańców i poraniwszy zgrzybiałego proboszcza. Otóż według Pisma Świętego ząb za ząb, oko za oko. Od tej chwili oznajmiam ci pod słowem honoru, że każdego żołnierza carskiego, który się dostanie w moją niewolę, bez pardonu wieszać będę!”.
W maju 1863 r. Czachowski pobił jeszcze Rosjan pod Białobrzegami. Potem stoczył bitwy pod Bukownem w okolicach Przytyka, pod Rusinowem, pod Rudą Przysuską. Wreszcie, z dwóch stron napierany przez dowódców rosyjskich: Ernrotha z Radomia i Czengierego z Kielc, poniósł klęskę pod Ratajami i rozpuścił swój oddział pod Wąchockiem.

Dogorywanie powstania

Po upadku Rządu Narodowego czerwonych, 17 października 1863 r. dowódcą powstania został Romuald Traugutt. Na czele wojsk Sandomierskiego i Krakowskiego stanął generał Józef Hauke-Bosak. Dysponował ok. 1200 żołnierzami.
W tym okresie Dionizy Czachowski przeszedł Wisłę na czele uformowanego w Mielcu oddziału, składającego się z ok. 650 ludzi. Niestety został rozbity. Z resztką ludzi 5 listopada przeszedł Wisłę pod Solcem, kierując się na Lipsko.
Tutaj 6 listopada  zaskoczyli go dragoni rosyjscy. Czachowski poległ pod Jaworem Soleckim.
Rosjanie wywieźli jego zwłoki do Radomia. Generał Uszakow kazał je wystawić na widok publiczny w koszarach w Radomiu. Potem ciało Czachowskiego wydano rodzinie. Na rozkaz władz rosyjskich polski bohater został pochowany na cmentarzu wiejskim w Bukównie. Dopiero w 1937 r. jego prochy przewieziono do Radomia i pochowano w mauzoleum przed kościołem ojców Bernardynów. W setną rocznicę powstania styczniowego odrestaurowano zniszczony podczas II wojny światowej grobowiec i umieszczono go na placu przy ulicy Malczewskiego, gdzie stoi do dziś.
Ale wracając do jesieni 1863 r. Generał Hauke-Bosak przez dłuższy czas  wymykał się z rosyjskich zasadzek. Zajął nawet Opatów, wygrał pod Szczekocinami i Ociesękami. Jednak 16 grudnia podczas przeprawy przez rzekę Kamienną Rosjanie zaskoczyli oddziały Hauke-Bosaka i jego szefa sztabu pułkownika Zygmunta Chmieleńskiego. Chmieleński dostał się do niewoli. Rosjanie przewieźli go do Radomia, wkraczając do miasta przy wtórze orkiestry. 23 grudnia Chmieleński został publicznie rozstrzelany na radomskim rynku.
Ogółem między majem 1863 a październikiem 1864 r. stracono w Radomiu 41 uczestników powstania.
W porównaniu z innymi województwami walki w Sandomierskiem trwały dłużej niż na innych ziemiach objętych powstaniem. Cały czas młodzież uciekająca z Radomia wstępowała do partyzanckich oddziałów, jednak wiadomo już było, że powstanie jest skazane na klęskę.
Rosjanie tropili i wykańczali poszczególne oddziały. Ostatnim z nich była grupa niejakiego Malinowskiego, która walczył jeszcze  pod Smolanką i Garwolinem. Po każdej potyczce oddział topniał, aż został zmuszony do samorozwiązania. Tak zakończyły się walki w województwie sandomierskim.




ROW

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

#WieszPierwszy

Polecamy