Nowe po staremu, a stare po nowemu

Nowe po staremu, a stare po nowemu
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

„Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły/ zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki...” No i rozpoczął się rok szkolny. Rok wyjątkowy, gdyż właśnie skończyła się era tzw. produktów pogimnazjalnych.

Czy to krok w dobrym kierunku? Obecnie ciężko jest to ocenić, ale chyba każdy z mojego rocznika pamięta, jaka była przepaść w poziomie edukacji między ludźmi, którzy jeszcze się na gimnazja nie załapali, a tymi, którzy na własne nieszczęście do nich trafili.

Niektórzy ze względu na tę reformę nadal są w ciężkim szoku. Głównie politycy opozycji i dyrektorzy (dawnych) gimnazjów. Najgorzej jest, gdy zdarzy się ktoś, kto jest i dyrektorem, i politykiem. Wtedy stres wywołany zmianami nie może odpuścić nawet w sytuacji, gdy trzeba żyć w nowej/ starej rzeczywistości. Dla takich osób przystosowanie się może być ciężkie. W tej sytuacji pozostaje im pewnie jedynie krytykowanie zmian, które i tak już weszły w życie. Jeśli mogę się zgodzić, że każde zmiany niosą ze sobą pewne obawy i koszty, to nie zgadzam się z tezą, że likwidacja gimnazjów przyniesie szkody w systemie edukacji. Największym mankamentem wprowadzanej reformy jest czas jej wprowadzenia i brak tzw. okresów przejściowych. W tym przypadku jednak ani politycy, ani nauczyciele nie mają na wprowadzone już zmiany żadnego wpływu. Każde zmiany niosą ze sobą koszty, ale, moim zdaniem, rachunek zysków i strat wychodzi wyraźnie na plus. Owszem, pewni nauczyciele na skutek reorganizacji stracą pracę, jednak wielu z nich powinno odnaleźć się w innych placówkach edukacyjnych. Słuszne obawy może budzić nowa podstawa programowa, zwłaszcza gdy zmiany są wprowadzane ekspresowo. Co zatem może najbardziej boleć pedagogów? Oprócz stresu związanego z reorganizacją i obawą o miejsce pracy lub ewentualną koniecznością szukania nowego zatrudnienia, dochodzi jeszcze jedna kwestia. Ci, którzy dotychczas uczyli w gimnazjach, w dużej części będą uczyć w szkołach podstawowych, a to mogą odebrać jako degradację. Wiadomo też, że nauczyciele mogą trochę dorobić do nieszczególnie wielkiej pensji korepetycjami. Ci ze szkół średnich mają lepsze stawki niż ci z podstawówek. Jednak chyba nie na tym ma polegać reforma, by ludzie, którzy kształtują w ogromnym stopniu poziom naszego społeczeństwa szukali innych sposobów dorobienia sobie i kombinowali, jak „ogarnąć” się w nowej rzeczywistości. Trochę to słabe…

Czy coś jeszcze należałoby zmienić w systemie edukacji? Myślę, że należałoby odejść od matury jako egzaminu kończącego szkołę średnią, która zarazem zastępuje egzamin na studia. W „starych dobrych czasach” uczelnie same weryfikowały, czy kandydat na studenta ma odpowiednią wiedzę, by owym studentem zostać. I śmiało mogę stwierdzić, że także w tej kwestii „dawne czasy” powinny absolutnie powrócić. To byłaby rzeczywiście dobra zmiana.

Na rozpoczęciach roku szkolnego uczniowie zapewne słyszeli mnóstwo życzeń dobrych ocen, czerwonego paska na świadectwie i wspaniałych najbliższych dziesięciu miesięcy. Ja jednak pożyczę przewrotnie – skutecznego poprawiania ocen. Tak, właśnie tak. Uważam bowiem, że właśnie powtarzanie materiału do poprawek o wiele lepiej utrwala wcześniej zdobytą wiedzę. Mówię to z własnego doświadczenia, bo czerwonego paska nigdy na świadectwie nie miałem. No chyba, że ten czerwony pasek był na… Mniejsza o to, na czym. A dosyć często i skutecznie poprawiałem klasówki i egzaminy. Podsumowując reformę, to „wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy/ hej hej la la la la, hej hej hej hej”.

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy