Małgorzata Woźniak - kim jest nowa poseł PO?

Małgorzata Woźniak - kim jest nowa poseł PO?
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Z Małgorzatą Woźniak, posłanką Platformy Obywatelskiej, kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego w Chynowie, nauczycielką, pracownikiem społecznym rozmawiał Rafał Dziewięcki.

Pytanie, które zadają sobie wszyscy, brzmi: kim jest prywatnie poseł Małgorzata Woźniak? Zacznijmy od miejsca urodzenia. Garwolin.


- Garwolin, Grójec, Radom. To moje miejsca na ziemi.

Poseł Małgorzata Woźniak


Na stronie internetowej sejmu znajduję informację, że urodziła się pani w 1960 roku. Pokolenie bigbitowe. Czy były to czasy rozrywkowe, czy też siermiężne?

- Dla mnie był to czas pracowity. Jestem postrzegana jako osoba spokojna i zawsze tak było. Czas dla rodziny to był czas dla rodziny. Reszta to codzienna, mozolna, urzędnicza praca. Tak było, dopóki nie zostałam posłem.

Skończyła pani politologię, podyplomowe studia z zakresu administracji publicznej, samorządu terytorialnego, finansów publicznych. To szerokie zainteresowania i umiejętności zawodowe.

- Dosyć szerokie, ale skupiają się wokół administracji. Chciałabym wiedzieć wszystko, co dotyczy samorządów; polityka zresztą zawsze mnie interesowała, stąd studia politologiczne. Pamiętam, że jako uczennica szkoły średniej, w pierwszej klasie technikum wygrałam konkurs wiedzy o społeczeństwie i świecie współczesnym. Wygrałam wówczas z kolegą, który był w klasie maturalnej. Byłam bardzo zadowolona; tym bardziej, że nie było dużo czasu na słuchanie radia i oglądanie telewizji. Zresztą nie było tylu programów. Moja edukacja polityczna polegała na czytaniu gazet w bibliotece szkolnej.

Technikum, ale klasa sportowa.


- To był taki moment, kiedy w technikum była zorganizowana klasa sportowa. Codziennie mieliśmy jedną lub dwie godziny wychowania fizycznego. Do tego były zajęcia pozalekcyjne. Codziennie byliśmy budzeni wpół do szóstej na gimnastykę poranną, co dla współczesnej młodzieży, teraz jest co najmniej niezrozumiałe (śmiech).

Jaką dyscyplinę pani uprawiała?

- Lekką atletykę. Delikatnie, nie wyczynowo.

Pani idolką była wówczas Irena Szewińska?

- Oczywiście, że tak. Ale nie tylko biegi. Skok wzwyż, w dal…

Miałyście okazję spotkać się osobiście?


- Jeszcze nie.

Jakiej muzyki słuchała pani w młodości?

- Myślę, że każdej. To był taki czas, kiedy kształtuje się każde zamiłowanie – i do muzyki, i do sportu, kultury i innych dziedzin nauki. Obecnie słucham muzyki poważnej.

Konkretni wykonawcy?

- A to moja tajemnica (śmiech).

Lubi pani eksperymenty, np. łączenie muzyki jazzowej z poważną? Chopin na jazzowo?

- Jazz, ale króciutko i przy kawie.

Jest pani członkinią Parlamentarnego Zespołu do spraw Kobiet. Uważa pani, że Polska powinna przyjąć tzw. konwencję przemocową?

- Dlaczego nie? Oczywiście, że powinniśmy ją przyjąć. Myślę, że wiele środowisk spotykających się z przemocą czekało na to, że prezydent tę konwencję podpisze, że sejm ją przyjmie. Sądzę, że to było dobre posunięcie. Mam tutaj inne zdanie niż pani poseł Wróbel, która - jak widziałam - robiła spotkanie w okręgu radomskim i była zdecydowanie przeciwna tej konwencji.

Pracowała pani jako kurator sądowy ds. rodziny i nieletnich. Na pewno spotykała się pani wówczas z przypadkami przemocy.


- To był długi czas pracy, bardzo dużo doświadczeń. Była przemoc w rodzinie; staraliśmy się temu zapobiegać. To są ciężkie sprawy, trudne, długie, a najbardziej pokrzywdzone są w tym wszystkim dzieci. Nie jest to również bez wpływu na drugiego małżonka - czy to kobietę, czy mężczyznę. Niestety, z bólem serca chcę to powiedzieć, że zdarza się też przemoc wobec mężczyzn.

- Dlaczego z bólem serca?

- No, bo zawsze stawałam po stronie kobiet, a w pewnym momencie okazało się, że zgłasza się do mnie coraz więcej mężczyzn. W różnych sprawach - a to kobiety wymuszają jakieś zachowania na mężczyznach, a to „żonglują” dziećmi, pobicia również się zdarzają. Mężczyźni są twardsi i nie przyznają się do takich sytuacji, ale one, niestety, są. Kobiety nie są bez winy; one są nie tylko ofiarami przemocy domowej.

Grójec cieszy się z kolejnego posła z tego miasta i regionu. Nie czuje się pani jednak nieco w cieniu posła Marka Suskiego, prawdziwej gwiazdy parlamentarnej?

- Pan poseł Suski jest znany, nie pierwszą kadencję jest posłem. Jednak mam wrażenie, że jest bardziej znany w Radomiu niż w Grójcu. Nie wiem, dlaczego, ale tak jest. Z posłem Suskim mam poprawne relacje’ znamy się od dawna, jeszcze kiedy byłam wiceprzewodniczącą rady powiatu, czyli 8 lat temu. A co do mojej postaci... Na pewno dla niektórych osób jestem nieznana. Ale chcę powiedzieć, że w powiecie grójeckim jestem pierwszą kobietą, która jest posłem i myślę, że to też jest jakiś atut. Powiat grójecki nie miał poza tym nigdy posła z Platformy Obywatelskiej, przez wszystkie lata rządów. I to też jest jakieś zadowolenie dla tych osób, które wspierają PO. Nie wyobrażam sobie jednak, że poseł całego regionu radomskiego będzie posłem wyłącznie ziemi grójeckiej. Jestem częstym gościem w Szydłowcu, bywam w Przysusze, Kozienicach, bywam w Pionkach; tam, gdzie jestem zapraszana, albo jest taka potrzeba, tam jestem.

Chce pani być posłem „cichym i pracującym”, w przeciwieństwie do niektórych posłanek tak widocznych, że człowiek boi się otworzyć lodówkę, bo mogą się z niej wychylić, aby coś powiedzieć. Woli pani być w cieniu?

- Mam taką naturę. Jestem spokojna, co nie znaczy, że pochmurna; jestem raczej pogodna. To wszystko zależy od tego, jak będę pracowała, jak będę odbierana, zauważana. Może ktoś to doceni? Na to liczę.

Ma pani dwoje dzieci. Nie obawiały się tego, że nagle pojawi się takie „poselskie gwiazdorstwo”?

- Córka się cieszyła. Natomiast syn stwierdził: „Oj, mamo, mamo; teraz będziesz miała mniej czasu dla Emi”, czyli mojej wnuczki. Tak to skomentował, czyli z taką nutką żalu, że mniej czasu będę poświęcała wnuczce. I tak się dzieje.

Więc zna pani z praktyki kwestię, o której rozmawialiśmy z panią Anną Kwiecień. Wydłużenie wielu emerytalnego do 67 lat. To powoduje, że kobiety nie mają czasu na zajmowanie się rodzicami lub pomoc w opiece nad wnukami. Czy pani zdaniem był to dobry pomysł?

- Myślę, że to sprawa polityki społecznej; myślę, że to konieczny pomysł. Na pewno większość kobiet chciałaby wychowywać dzieci, opiekować się rodzicami, ale jest część kobiet, które, co podkreślam, chcą pracować bardzo długo, są aktywne zawodowo. Ja sama reprezentuję taką postawę, co niestety odbywa się kosztem rodziny. Nie mogę tyle czasu poświęcić wnuczce, która ma już pięć lat. Oczko w głowie babci, jedna jedyna.

Będą następne? Chciałaby pani?

- Mam jeszcze córkę i mam nadzieję, że też będę miała wnuczki.

Jak pani spędza wolny czas? Słyszę non stop o pracy - „miałam dużo pracy, mam dużo pracy”. Przychodzi jednak taki moment, kiedy trzeba z radością znaleźć czas dla wnuczki, ale również dla siebie. Co pani wówczas robi?

- Zaskoczę pana – to znów jest praca (uśmiech). Bardzo lubię być na działce. Mam taką małą działkę. W tym roku, niestety, nie udało mi się zrobić tego, co bym chciała; działka trochę odpoczywa. Ale każdą wolną chwilę, jeśli mam, to spędzam na działce.

Podróże?


- Podróże niekoniecznie. Może trochę, ale na krótko.

Czyli jest pani typem domatora.

- Tak. Jak najbardziej tak.

Czemu obywatele mają wrażenie, że posłowie zajmują się nie tym, czym powinni?

- Mam wrażenie, że dlatego, iż posłowie, z całym szacunkiem dla pracy parlamentarzysty, są oderwani od rzeczywistości. Często zajmują wyłącznie jakieś kierownicze stanowiska, dostają się do sejmu i nie widzą rzeczy, które dla osób pracujących na podstawie przepisów prawa, są niezmiernie uciążliwe. Oni tego nie widzą.

Z jakimi problemami przychodzą mieszkańcy do pani radomskiego biura przy ul. Zbrowskiego?


- Są to różne sprawy; czasem drobne, czasem poważniejsze. Ale najwięcej skarg jest na resort sprawiedliwości, czyli na sądy i prokuratury. W 2012 roku zmieniła się ustawa dotycząca prokuratur i sądów. Myślę, że jest to niekorzystne dla resortu, ale również dla osób korzystających z sądów, czasem na swoje życzenie, czasem nie. Jest tu wiele do zrobienia, do poprawy, aby sądy działały inaczej. To, co się dzieje, ta przewlekłość w sądach, ta drobiazgowość, nadmierne wyciąganie sankcji karnych z przepisów prawa, jest po prostu żenujące, nie podoba mi się to. Rozmawiałam z poprzednim ministrem na ten temat, rozmawiałam z obecnym ministrem. On też uważa, że należy parę rzeczy zmienić, jeśli chodzi o resort sprawiedliwości.

Ostatnio mamy bardzo dużo zmian w rządzie. Na pewno przygląda się pani temu z uwagą. Z nadzieją patrzy pani na przyszłość Platformy Obywatelskiej?


- Oczywiście, że tak. Nie wyobrażam sobie, abym mogła odpowiedzieć inaczej. Jest to jednak szczera odpowiedź. Ci, którzy dokładnie śledzą to, co się dzieje w Platformie, w tym sami posłowie, wyciągają z tego wnioski. Nikt nie jest doskonały. Próbujemy naprawić, co się da, zmienić sposób działania. Te osiem ostatnich lat jednak bardzo zmieniło Polskę. Nie jest prawdą, iż jest to zrujnowany kraj, jak mówi nasza partia opozycyjna, czyli PiS. Nie widzę niczego, co by popadało w ruinę. Mam nadzieję i chciałabym, żeby obywatelom żyło się lepiej, żeby każdy miał pracę i żeby była ona dobrze płatna. Ważne, aby instytucje były dla obywatela, aby ułatwiały mu życie.

Październik roku 2015. Sądzi Pani, że znajdzie się pani na dobrym miejscu na liście? Będzie pani kandydować?

- Takie pytanie otrzymałam też od pani premier Ewy Kopacz. Tak, zamierzam kandydować, natomiast co do miejsca na liście, nie mam żadnych informacji na ten temat.

Jak pani postrzega Radom z perspektywy tych kilku miesięcy?

- Znam Radom od 1980 roku, często tu przyjeżdżałam. Kiedy powstało w Radomiu moje biuro, to pierwszą rzeczą, jaką powiedziałam, było: „jakie macie piękne miasto, ile tu jest przestrzeni”. Wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. Radomianie już nie zauważają, jak wypiękniała Żeromskiego; przyzwyczaili się do tego. Gdzieś w tle są pretensje, że było i jest bezrobocie. Ale moim zdaniem jest ono coraz mniejsze i wszyscy, z władzami miasta na czele, pracują nad tym, aby zmniejszać je dalej. Jest dobry czas dla Radomia. Jest pani premier z Radomia. Prezydent miasta zna specyfikę parlamentarną i wie, jak się poruszać w przepisach prawa, więc jestem przekonana, że dużo się zmieni na lepsze.

W poprzednich wyborach zdobyła pani nieco ponad 2000 głosów. Życzę, aby tym razem było ich dużo więcej.

- Tak naprawdę to nie zamierzałam wygrać. Kampanię prowadziłam w swojej gminie i Grójcu. Natomiast w Radomiu nie powiesiłam żadnego plakatu; nigdy tu nie byłam w celach wyborczych, jeżeli chodzi o poprzednią kampanię. Obecnie mam zamiar zbudować tutaj zaufanie mieszkańców do mnie, do mojego spokojnego usposobienia. Chciałabym pracować na rzecz południowego Mazowsza.


fotografował: Szymon Wykrota

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy