FELIETON: Chemia, czyli z dziejów... wazeliny

FELIETON: Chemia, czyli z dziejów... wazeliny
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Na zawiłe dzieje ludzkości wpłynęło wiele czynników. Jak potoczyłyby się nasze losy, gdyby nie wynaleziono penicyliny, dynamitu, plastiku, LSD? Jest jednak jedna substancja, wykorzystywana nadmiernie często, której – moim skromnym zdaniem – przecenić nie sposób i ma ona wszystkie wyżej wymienione pod sobą, nie tylko ze względu na popularność. Wazelina, bo o niej mowa, to substancja mazista, dość rzadka, bezwonna, niewysychająca i dość prześwitująca, przez co staje się ciężka do wykrycia – zwłaszcza przez... przedstawicieli szeroko rozumianej władzy. Władzy nie tylko formalnej, ale wszystkich tych, którzy znaleźli się na, z góry przegranej w naszym społeczeństwie, pozycji silniejszego.

Wazelina jest na tyle tania i łatwo dostępna, że używają jej już od najmłodszych lat niesforni uczniowie wobec łasych na komplementy nauczycieli. W dorosłym życiu umiejętność korzystania z jej darów okazuje się wręcz zbawienna. Kto nigdy nie słodził szefowi, nie kadził sąsiadce, która zazwyczaj pilnuje mieszkania podczas naszego wyjazdu, nie przymilał się do przyjaciół, że ich dziecko jest najpiękniejsze na świecie i że ładniejszego to żeśmy nie widzieli? Jeśli jest ktoś taki, niech pierwszy rzuci słowo krytyki!

Nawet wielkie historyczne postaci nie uniknęły skutków działania rzeczonej substancji. Może ona bowiem niemal w okamgnieniu przemienić nieudacznika czy bestię w szlachetnego przywódcę narodu. Wystarczy przypomnieć nagłówki paryskiej prasy tuż po ucieczce Napoleona z niewoli na wyspie Elbie: „Potwór korsykański wylądował w zatoce Juan”, „Ludożerca idzie na Grenoble” oraz te na dzień przed wkroczeniem cesarza do stolicy: „Jego cesarska mość jest oczekiwany jutro w swym wiernym Paryżu”.

Wazelina robi karierę pod każdą szerokością geograficzną i w każdym czasie. W grodzie nad Mleczną również. Na ostatnim kongresie organizacji pozarządowych prowadzący mało nie wyzionęli ducha, wychwalając pod niebiosa calutką ekipę prezydenta Witkowskiego. A on rósł… Słuchał i rósł... Pamiętacie zapewne kultową scenę z filmu „Miś”, w której nagrana na taśmie zawodniczka klubu Tęcza wyznaje, że prezes Ochódzki „dba o nas jak ojciec najlepszy”. No to mieliśmy sequel. 

Równie „lepko” jest po drugiej stronie sceny politycznej. Przewodniczący Rady Miejskiej Radomia Dariusz Wójcik, niezmordowany oficer prawdy, będąc świadom ciążącego nań obowiązku wobec radomian i historii – postanowił zawalczyć! Nie o podwyżkę w PGZ, jak sugerują źli ludzie (to nie ludzie, to wilki), ale o organizację Air Show 2017. I w walce tej użył broni najcięższego kalibru! Po salwach serdecznych podziękowań przewodniczący Wójcik napomknął o aktywnym zaangażowaniu, wysiłku oraz wytrwałości i operatywności Ministra, o pośle Suskim nie zapominając. I wszyscy już wiedzą, kto jest dobry i komu mamy być wdzięczni. I wszyscy wiedzą, dzięki komu wszyscy wiedzą. 

Na koniec pytanie – po co te wszystkie umizgi, płaszczenie się, czapkowanie? Odpowiedź jest brutalna i przyziemna. Wszystko po to, by wypracować przychylność, na którą w rzeczywistości w całości lub w części nie zasługujemy. Osiągnąć zamierzony cel najkrótszą, ale bynajmniej nie najłatwiejszą z dróg. A skoro czas to pieniądz, to wazeliniarze mają przed sobą świetlaną przyszłość. 

Na marginesie warto zauważyć, że nawet kot Gargamela ze „Smerfów” wabił się Klakier. Przypadek? 


Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy