Bez pasji nie warto żyć

Bez pasji nie warto żyć
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ

Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ.


- Przed wejściem do studia, w którym rejestrujemy tę rozmowę na antenę Radia Rekord, do portalu CoZaDzien.pl i do tygodnika „7 Dni”, zadałem pani pytanie: jak panią przedstawić? A pani na to powiedziała: „mhm...”. Proszę więc pozwolić, że przedstawię po swojemu - radomianka. Czy się mylę?

- Jak najbardziej nie myli się pan.

- Pedagog kochający dzieci.

- Tak, zdecydowanie. To jest mój zawód, który bardzo lubię.

- Zwariowana na punkcie społecznictwa.

- Tak - jestem gorącą zwolenniczką społeczeństwa obywatelskiego. Uważam, że niezwykle są ważne mechanizmy, które działają w naszym kraju i w naszym społeczeństwie i że trzeba je bez przerwy monitorować i pobudzać.

- A to „źle się dzieje w państwie duńskim”?

- Bywa różnie, tak to ujmę.

- Według Marzeny Wróbel – kobiety, która z niejednego pieca chleb jadła i która próbowała zmieniać Polskę - czy ta nasza Polska podąża w dobrym kierunku?

- Proszę o następne pytanie.

- Czyli jednak nie?

- Panie redaktorze, proszę o następny zestaw pytań. Ten mój unik związany jest z tym, że jednak zdecydowałam się odejść od polityki, przynajmniej na razie. Uważam, że najlepiej jest się w tej chwili nie wtrącać w walkę dwóch sił, które dążą do władzy w naszym kraju. Czyli nie zamierzam wchodzić w dyskurs między PiS a PO. Może jest to efekt tego doświadczenia, które stało się moim udziałem? Kiedy mówiłam własnym głosem, kiedy oceniałam w sposób samodzielny to, co się dzieje, w pewnym momencie zostałam sama. Rzeczywiście w polityce jest tak, że można w niej być, ale mając odpowiednie zaplecze.

- I nerwy?

- Z pewnością tak. Trzeba mieć dużą psychiczną odporność i siłę.

- Pani poseł, co się z panią działo przez ostatnie prawie dwa lata?

- Wróciłem do ukochanego zawodu tak, jak zapowiadałam - do mojego poprzedniego miejsca pracy, czyli Mazowieckiego Samorządowego Centrum Doskonalenia Nauczycieli, gdzie pracuję głównie z ludźmi dorosłymi - z nauczycielami. Natomiast trochę z tęsknoty za dziećmi powstał pomysł, żeby założyć przedszkole - Niepubliczny Punkt Przedszkolny „Wróbelek”, przede wszystkim dla dzieci z autyzmem, z zespołem Aspergera, z niepełnosprawnościami sprzężonymi i z innymi rodzajami niepełnosprawności. I na tym się teraz koncentruję.

- To jest pasja?

- Tak, zdecydowanie to jest pasja. Żeby móc kierować tym przedszkolem, już skończyłam jedne studia podyplomowe i jestem na kolejnych.

- Dlaczego taki - przecież niełatwy - rodzaj placówki pani wybrała? Bo w końcu praca z dziećmi, które mają np. ADHD, z dziećmi, które nie są w pełni sprawne, jest pracą bardzo ciężką i bardzo odpowiedzialną…?

- Tak. Rzeczywiście to jest bardzo odpowiedzialna i niełatwa praca, ale też, jeśli się ma w tej pracy efekty, to powiedziałbym, że radość i entuzjazm wzrastają sześciokrotnie, co najmniej (śmiech). A to ze względu na trudności, które trzeba pokonać. Jest to praca niezwykle wdzięczna i jeśli uda się pomóc dziecku, które w sposób szczególny potrzebuje takiej pomocy, to proszę mi wierzyć, że radość też jest olbrzymia. A takie możliwości w tej chwili są. Pedagogika poszła już tak daleko, że naprawdę możemy tym dzieciom i ich rodzicom w sposób realny pomóc.

Marzena Wróbel


- Z tego, co wiem, to przedszkole takie, jak Wróbelek pracuje z dziećmi w bardzo małych grupach. Taką optymalną grupą jest grupa czteroosobowa.

- Tak. To będą dwie grupy czteroosobowe. Do opieki nad każdą z tych grup będzie przydzielony zespół dwojga nauczycieli. Czyli do ośmiorga dzieci zatrudnię czterech nauczycieli, nie mówiąc o specjalistach, czyli o fizjoterapeucie czy terapeucie integracji sensorycznej, logopedzie, psychologu i pedagogu.

- No to fajnie, że jest pasja... Zresztą ja już to kiedyś powiedziałem na antenie Radia Rekord, podczas wywiadu, który prowadziłem z panią. Ojojoj, to już było dawno... Że nie do końca prywatnie myślę podobnie jak pani, ale niezwykle cenię w pani te iskry, które pani ma w oczach. Tę szczerość, często niepolityczną i te pasje właśnie...

- Myślę, że bez pasji po prostu nie warto żyć. Bo ja mojego zawodu nie wybrałam przez przypadek - to była świadoma decyzja. I jestem zadowolona ,że mogłam do niego wrócić. Uważam, że to jest olbrzymie wyzwanie, żeby po 10 latach w parlamencie móc na nowo realizować się w zawodzie. No, ale trzeba też cały czas się uczyć, bo to jest warunek konieczny. W tej chwili tak dużo się dzieje w edukacji – i nie mówię tu tylko o zmianach prawnych, ale także o zmianach merytorycznych, metodologicznych - że konieczność ciągłego doskonalenia się jest czymś oczywistym. I jeśli ktoś nie lubi się ciągle uczyć, to powinien wybrać inny zawód. Ja lubię - lubię pracować z dziećmi i lubię pracować z nauczycielami. Uważam, że to jest bardzo ciekawa grupa zawodowa. Tam jest bardzo wielu pasjonatów, wspaniałych ludzi. Także wśród nauczycieli młodego pokolenia. Jestem akurat po pierwszych rozmowach kwalifikacyjnych do „Wróbelka” i jestem zachwycona niektórymi kandydatami. Naprawdę. Tu są wolontariusze, ludzie, którzy ciągle poszukują i którzy się ciągle doskonalą. Pan sobie może nawet nie wyobraża takiej sytuacji, że w zasadzie cały czas się chodzi na jakieś studia podyplomowe. A nauczyciele tak robię. Znam nauczycielki, które są wręcz uzależnione od ciągłego doskonalenia się i od ciągłego uczenia. Ta pasja poszukiwawcza jest czymś niezwykle cennym.

- Marzena Wróbel powróciła do nas jako twórczyni przedszkola, która zamierza rozpocząć swoją działalność tuż przed wakacjami i kontynuować ją w ich trakcie. Jak się pani będzie czuła jako osoba, która z medialnego zgiełku wróciła do radomskiego trybu życia, gdzie można sobie czasem spokojnie wyjść, pospacerować po Żeromce, iść na lody, posiedzieć sobie na ławce tam, gdzie kiedyś była fontanna...

- Cały czas jestem rozpoznawana, co sprawia mi raczej radość, ponieważ większość tych opinii czy głosów, z którym się spotykam, to są opinie pozytywne. Więc to nie jest tak do końca, że mogę się przespacerować bez makijażu po Żeromskiego. Rzeczywiście trochę się wyciszyłam, co chyba na dobre mi wyszło, bo trzeba znaleźć dystans i trzeba też umieć spojrzeć na pewne mechanizmy od dołu, a nie wyłącznie od góry. To jest bardzo higieniczne, jeśli tak mogę powiedzieć, podejście do rzeczywistości. I myślę, z perspektywy czasu, że większość polityków powinna przez takie katharsis przejść. Co nie znaczy, że jest mniej ciekawie. Po prostu trzeba sobie znaleźć pasję. A najlepiej, jeśli się tę pasję już wcześniej miało i ją rozwijać. Nie jestem szczególnie nieszczęśliwa szczególnie z powodu tego punktu, w którym w tej chwili się znajduję. Jeśli ma się dla kogo pracować, jeśli ma się zawód, który się kocha, to człowiek nie może być nieszczęśliwy.

Marzena Wróbel


- Pamięta pani, ile osób na panią głosowało w ostatnich wyborach do senatu, kiedy kandydowała pani z najtrudniejszej listy, bo listy, z której mogła dostać się do parlamentu wyłącznie jedna osoba?

- 20 tys. Za które bardzo dziękuję.

- Gdyby kandydowała pani do sejmu - a to nie było możliwe przy tak skonstruowanym prawie - 20 tys. głosów to byłby czwarty, piąty wynik w Radomiu?

- To byłby bardzo dobry wynik, rzeczywiście. Tym bardziej, że ja nigdy nie kandydowałam z pierwszego miejsca. W związku z tym zakładam, że teraz też nie miałabym pierwszego miejsca. I to byłby rzeczywiście bardzo dobry rezultat.

- Czy nadal ma pani za złe to, co się stało, panu posłowi – obecnemu, wcześniej prezydentowi – Kosztowniakowi?

- Nie sądzę, żeby pan Kosztowniak był tutaj głównym decydentem. Myślę, że głównym decydentem jest osoba, która zarządza strukturami radomskimi, czyli pan poseł Suski.

- Poda pani rękę Markowi Suskiemu?

- Nie.

- Jak kobieta powie, że nie, to znaczy, że nie.

- Nie, nie podam mu ręki.

- W takim razie nie pytam o więcej. Zapytam jednak, o czym pani teraz marzy.

- O swoich marzeniach powiedziałam już wcześniej. To jest absolutnie Wróbelek. Chcę, żeby ta moja inicjatywa udała się i już za kilkanaście dni ruszyła. To jest moje marzenie i pasja, której zamierzam się oddać. I mam nadzieję zarazić tym swoim entuzjazmem kilka osób.

- Już pani zaraziła. Już jest z panią parę osób.

- Jestem w trakcie naboru i jak się on skończy, będę mogła ostatecznie ocenić, czy odniosłam sukces w tej dziedzinie. Bardzo bym chciała. Jeśli ktoś się zdecyduje oddać dziecko do naszego Wróbelka, to my jesteśmy w stanie zająć się tym dzieckiem także w okresie wakacji. A do tego będzie to bezpłatny punkt przedszkolny.

- Ma pani zaplecze ludzkie, jeśli chodzi o przedszkole, o tę pani pasję i przedsięwzięcie. Ale co pani zrobi z tym zapleczem ludzkim, które 20 tys. razy powiedziało dwa lata temu „tak”, głosując na panią?

- Proszę zadać mi to pytanie przed wyborami.

- Którymi?

- Być może już za rok? Myślę, że prowadząc punkt przedszkolny wrócę do polityki. Nie jestem jeszcze pewna, kiedy, bo w tej chwili koncentruję się na Wróbelku, ale sądzę, że każdego wilka ciągnie do lasu. Mój ojciec będzie bardzo niezadowolony, kiedy usłyszy tę moją deklarację. Bo był przeszczęśliwy, że skupiam się na życiu rodzinnym i zawodowym,. Był zadowolony, że odeszłam z polityki. Natomiast ja jednak mam taką pasję w dużym stopniu społecznikowską i myślę, że wcześniej czy później ten głos polityka się we mnie odezwie. W tej chwili buduję zupełnie coś nowego i to jest  pasjonujące i skupia wszystkie moje siły, całą energię i cały ten intelektualny ferment, który w każdym człowieku tkwi.

- To w takim razie ja życzę pani, bo czuję przez skórę, że to są dobre życzenia, żeby pani ojciec - jak to pani sama powiedziała - był bardzo niezadowolony już niedługo (śmiech).

- Mój ojciec mnie, myślę, na tyle mocno kocha, że pogodzi się z każdą moją decyzją. Więc sądzę, że jeśli ja będę zadowolona, to i on także będzie zadowolony.

- Wszystkiego dobrego.

- Bardzo dziękuję.



Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy