IRA: bunt akustycznie (WYWIAD)

IRA: bunt akustycznie (WYWIAD)
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Na scenie są już od 27 lat, a dalej czerpią ogromną radość z wydawania płyt i grania koncertów. 25 listopada ukaże się ich akustyczne wydawnictwo (CD + DVD), a w piątek (7 listopada) wystąpią przed radomską publicznością w klubie Strefa G2. Mowa oczywiście o zespole IRA. Z jego perkusistą  Wojtkiem Owczarkiem rozmawia Michał Nowak.

W najbliższy piątek (7 listopada) w Strefie G2 zagracie ponownie przed radomską publicznością. Tym razem będzie jednak nieco inaczej...

- Tak, tym razem zagramy akustycznie. Promujemy swoje najnowsze wydawnictwo, które od lat było naszym marzeniem. Graliśmy już wcześniej z dużą przyjemnością koncerty akustyczne i wreszcie udało nam się taki wymarzony koncert zarejestrować 1 października w Łodzi. Będzie to dwupłytowe wydawnictwo (CD + DVD), które ukaże się 25 listopada, czyli już niebawem. Mam nadzieję, że udało nam się oddać znakomitą atmosferę jaka panowała tamtego wieczoru. Liczymy również, że na kolejnych koncertach na trasie akustycznej będzie równie sympatycznie jak do tej pory.

Jednocześnie chciałbym podziękować Andrzejowi Kosztowniakowi - prezydentowi Radomia i Robertowi Plucie - dyrektorowi Zespołu Szkół Muzycznych za pomoc i udostępnienie nam sali do prób przed łódzkim koncertem. Nie mieliśmy ograniczeń i mogliśmy z niej korzystać, kiedy tylko potrzebowaliśmy.

Jak wam się gra w Radomiu, w rodzinnym mieście? Fani zawsze miło Was tutaj odbierają i wspierają. W związku z tym czujecie jakąś dodatkową presję, większy stres?

- W Radomiu gra się super, choć oczywiście nie twierdzę, że gdzie indziej jest gorzej. Wiadomo jednak, że Radom to jest przede wszystkim nasze rodzinne miasto, w którym wszystko się zaczęło. Mamy olbrzymi sentyment i szacunek do publiczności, którą tutaj mamy. Nierzadko na koncertach w Radomiu są nasze rodziny czy bliscy znajomi i jest z tego powodu dodatkowy stres. Jest trema, ale po jakimś czasie od rozpoczęcia występu ona mija i zostaje czysta przyjemność z grania.

Wielokrotnie podkreślaliście, że bardzo chcecie nagrać swoje utwory w wersjach akustycznych, nosiliście się z tym pomysłem już od jakiegoś czasu. Wreszcie udało wam się spełnić  to marzenie. Jak wspominasz tamten występ?

- Udało nam się go zarejestrować w tak dobrym studio, jak studio Toya w klubie Wytwórnia w Łodzi. Chodziło nam o to, aby pod względem akustycznym i wizualnym ten koncert był najwyższej jakości.  Zaprosiliśmy dziesięcioosobową orkiestrę smyczkową, wspaniałego pianistę, akordeonistę, perkaszynistę, chór gospel i trzyosobowy chórek, a Patrycja Markowska zaśpiewała wspólnie z Arturem w utworze „Nadzieja” . Było poszerzone instrumentarium i ciekawe, zaskakujące aranżacje. Szkoda, że nie można zagrać całej trasy w tym składzie, ale przynajmniej na płycie będzie to można obejrzeć i usłyszeć. Niestety każdy z koncertów w takim składzie wymagałby ogromnego nakładu finansowego i logistycznie trudno byłoby to rozwiązać. W klubach niestety nie jest możliwe zmieszczenie na scenie ponad dwudziestu osób. Na obecnej trasie zachowaliśmy jednak te aranżacje i nie ma dużej rozbieżności pomiędzy tymi wykonaniami z Łodzi, a tym co prezentujemy teraz, choć utwory z wiadomych względów brzmią na pewno nieco inaczej.

W Wytwórni zorganizowaliście bardzo ciekawą akcję. Publiczność mogła nagrywać fragmenty koncertu, a potem przesłać je do was. Z tych filmików powstanie specjalny bonus, a nazwiska osób, które nadesłały materiały pojawią się w napisach końcowych. Skąd taki pomysł?

- Stwierdziliśmy, że te materiały i tak znalazłyby się na YouTube i lepiej to mieć w fajnie obrobionym materiale na DVD, żeby każdy kto chce, miał swój mały udział w tym wydawnictwie. Będzie na nim sporo materiałów dodatkowych. Na DVD pomiędzy utworami pojawiają się nasze wypowiedzi. Nie jest to tylko taki konwencjonalny koncert. Poza tym ma być jeszcze galeria zdjęć i film z przygotowań, tzw. „making of”.
Pomysł narodził się na początku września. Bardzo mało czasu mamy od nagrania do premiery płyty. Szalenie szybko to wszystko się odbywa, ale mamy nadzieję, że efekt będzie zamierzony. Teraz trwają ostatnie szlify. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego wydawnictwa. Na DVD pojawi się oczywiście cały koncert, ale w wersji CD być może będziemy zmuszeni do jakiegoś skrócenia, bądź pominięcia któregoś utworu, ze względu na ograniczenia spowodowane długością zapisu ścieżki na CD.

Była „Wiara”, była „Nadzieja”, więc pojawiła się i „Miłość”. W Łodzi zagraliście m.in. ten nowy utwór. Czy to numer tylko na okazję tego akustycznego wydawnictwa? A może powstanie w wersji studyjnej?

-  To był numer z przeznaczeniem promowania tego koncertu akustycznego jako nowa piosenka. Będzie również nagrana na kolejną płytę w wersji studyjnej. Mam nadzieję, że to wszystko się uda. Fajnie jest mieć wersję akustyczną m.in. z towarzyszeniem smyków, ale chcemy również na kolejną naszą płytę studyjną nagrać wersję elektryczną tej piosenki.

Ostatnia płyta studyjna – „X” - została wydana półtora roku temu. Planujecie w najbliższym czasie nagranie nowego materiału?

- Jakby pozbierać wszystkie nasze nowe kompozycje, które się przewinęły przez te półtora roku, to można powiedzieć, że połowę płyty już mamy. Jesteśmy w trakcie i mamy nadzieję, że od stycznia do marca uda nam się zakończyć pracę nad najnowszym krążkiem. Jest jeszcze za wcześnie żeby mówić o jakichkolwiek terminach. Na razie skupiamy się na trasie akustycznej. Z tego co mi wiadomo to mamy też sporo zakontraktowanych kolejnych koncertów po nowym roku.

Mieszkacie w różnych częściach kraju. Ty i Piotrek Sujka w Radomiu, Artur Gadowski w Łodzi, Marcin Bracichowicz w Krakowie, Piotr Konca w Warszawie. Czy to w jakimś stopniu utrudnia wam próby przed koncertami lub pracę nad nowymi utworami?

- Nigdy nie mieliśmy z tym większego problemu. I tak zawsze spotykaliśmy się w Radomiu i na próbach i przy nagrywaniu płyty. Wszystko teraz jest tak mobilne, że można przez Internet przesłać sobie pliki i nie trzeba się koniecznie spotykać, żeby dzielić się pomysłami. Oczywiście jak pracujemy nad płytą, to spotykamy się na próbach i w radomskim studio. Mamy świetną ekipę techniczną, oczywiście łącznie z naszym managementem i producentami płyt. Wszyscy się wzajemnie uzupełniają, zżyli ze sobą i zgrali. Nie wyobrażam sobie jakichkolwiek zmian. Możemy na siebie liczyć i jesteśmy bardzo wdzięczni, że mamy takich fajnych ludzi i fachowców, dzięki czemu ta machina działa. Wiemy, że jak gramy koncert to każdy daje z siebie sto procent i musi być dobrze. Jesteśmy mega zdyscyplinowanym zespołem. Nie spóźniamy się z próbami czy z wyjazdami, koncerty staramy się zaczynać punktualnie. Oczywiście są momenty, gdzie niektóre rzeczy są poza nami i nie mamy na nie wpływu. Jesteśmy porozrzucani po kraju, a mimo to wszystko się zazębia i każdy trybik działa dobrze. Nie ma przez to niepotrzebnych nerwów i nieporozumień.

Jesteście na scenie od 27 lat, to w branży muzycznej szmat czasu. Granie koncertów dalej sprawia wam tak dużą frajdę jak kiedyś?

- Jak najbardziej! Szczególnie na tej trasie akustycznej wytwarzają się pozytywne wibracje. Wspaniale się napędzamy razem z publicznością. Ona oddaje energię, którą staramy się wykrzesać z siebie. Są momenty wzruszenia i są ciarki na plecach. Jest trema czyli jest OK! Cały czas zależy nam, aby nasza muzyka wywoływała emocje nie tylko w nas, ale także wśród publiczności. Musisz wykrzesać to coś z siebie, aby przekazać ludziom te emocje i żeby to działało w obie strony. Granie koncertów jest dla nas bezcenne. Występujemy dużo i tego się trzymamy. To jest najważniejsze. Ludzie, którzy jeżdżą na koncerty, są fanami zespołu, napędzają go. Bez naszych fanów nie byłoby nas.

Polska muzyka rockowa w naszym kraju nie jest już tak popularna jak choćby w latach 90. Mimo to gracie kilkadziesiąt, a czasami nawet około stu koncertów w ciągu roku. Przychodzi na nie wciąż bardzo dużo ludzi. Wypełniacie kluby. Czy w ostatnich latach w Polsce zwiększyło się zapotrzebowanie na koncerty rockowe rodzimych artystów?

- Jest teraz duży wybór, dla każdego coś się znajdzie. Jest Internet, gdzie ludzie mogą słuchać i szukać muzyki. Wszyscy mają chyba już dość tej przejściowej papki muzycznej, która pojawia się gdzieś tam w tzw. "mainstreamie". Po roku nie pamięta się o danym artyście, ani o jego twórczości.
My staramy się być wiarygodni w tym co robimy, niczego nie udajemy. Jesteśmy konsekwentni w swoich poczynaniach muzycznych. Nie kombinujemy, nie mówimy sobie, że - o, teraz jest coś takiego modne, to pójdziemy w tym kierunku. Ta piosenka, którą tworzymy ma być nasza. Nie udajemy kogoś innego. Nigdy się nie staraliśmy z nikim ścigać, bo to też nie ma sensu. To sport jest od rywalizacji, nie muzyka. Wydaje mi się, że każdy ma coś do powiedzenia i dobrze, że jest wielu artystów. Ja nigdy też nie słuchałem jednego gatunku muzycznego. Każdy z nas słucha muzyki bardzo przekrojowo. Gramy rocka, bo to jest najbliższe naszym sercom i płynie w naszych żyłach. To jest nasz wspólny mianownik. Z pierwszego składu IRY zostało nas trzech (Wojciech Owczarek, Artur Gadowski i Piotr Sujka - przyp.red.), choć w aktualnym składzie gramy już dłużej niż wtedy i nagraliśmy więcej płyt no i świetnie się rozumiemy. Zawsze jednak znajdzie się jakiś niezadowolony pseudofan, który twierdzi, że powinniśmy grać ciągle tak, jak na początku lat 90 – tych. I pewnie dalej chodzi w tych swoich trzydziestoletnich spodniach - bardzo proszę. Tylko wydaje mi się, że małe pranko by się jednak czasem przydało (śmiech).

IRA to dalej gniew i bunt?

- W pewnym sensie tak. W tekstach zawsze dotykaliśmy warstw publicystycznych, dotyczących choćby emigracji - „Mój dom”. „Mój kraj”, „Londyn 8:15” - które mówią o tym, że jest ciężko ludziom zwyczajnie i godnie żyć. Trzeba głośno mówić o tych problemach. Nie zagłębiamy się za bardzo w politykę, bo to nie nasza działka, ale niektóre problemy społeczne trzeba nagłaśniać. Artyści mają takie prawo głosu i trzeba z niego korzystać poprzez własną twórczość. Ostatnio w tekście piosenki Artur skupił się na temacie miłości, która scala wszystko, jest najważniejsza i jest ponad wszystko. Ten, kto nie przeżywa prawdziwej miłości w życiu nie ma lekko. W obecnym świecie i coraz większym pędzie do spraw materialnych człowiek zatraca się. Powinien zacząć kochać siebie i innych, a wtedy świat byłby lepszy.

Co planujecie w dalszej perspektywie, oprócz wydania nowej studyjnej płyty?

- Na przyszły sezon mamy już zakontraktowane kilkadziesiąt koncertów, także zapowiada się bardzo fajnie. Na pewno nie będziemy spoczywać na laurach, nie będziemy kapelą, która będzie odcinała kupony od swojej działalności. Dalej chcemy iść do przodu. Nie chcemy popaść w zapomnienie, ani w samozachwyt. Nigdy tacy nie byliśmy, zawsze mieliśmy dystans do siebie i do swojej twórczości. Wiele muzycznych dokonań w naszym życiu weryfikuje czas. Dla nas celem nie jest osiąganie czegoś, ale droga artystyczna, którą przemierzamy. Nie myślimy o tym, że już coś tam osiągnęliśmy. To są ważne, ale przejściowe sytuacje. Naszym celem jest po prostu nasza droga...

Czego można życzyć zespołowi IRA na kolejne lata działalności?

- Na pewno kolejnych 27 lat na scenie (uśmiech). Oby tylko było zdrowie, a z wielką chęcią i przyjemnością będziemy wchodzić na scenę, grać koncerty i nagrywać kolejne płyty. Ja zawsze chcę to robić. Od dziecka o tym marzyłem. Myślę, że moi koledzy z zespołu również. To jest takie błogosławieństwo od Boga, że możemy realizować swoją pasję, która stała się przy okazji naszym zawodem.


Koncert IRY "The best of" akustycznie w radomskiej Strefie G2 odbędzie się w piątek (7 listopada). Początek o godz. 20. Bilety w cenie 40zł (50zł w dzień koncertu) do nabycia w:
- Strefa G2 - tel. 515 666 777
- Jack's (Galeria Słoneczna) - tel. 48 382 28 88
- Cafe pod Kasztanami - tel. 48 362 11 25
- Videofox - tel. 48 362 64 50
- Solarium Ibiza (ul. Chrobrego 42) - tel. 537 759 809
Sprzedaż internetowa  - www.biletynarock.pl

Michał Nowak (m.nowak@cozadzien.pl)

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy