Męskim okiem - Narzeczeni do kontroli

Męskim okiem - Narzeczeni do kontroli
Najlepsze wiadomości video z Radomia znajdziesz na naszym kanale na YouTube - TUTAJ
Kościół niepokoi się, że coraz więcej par nie dotrzymuje zasad „czystości przedślubnej” i zamierza zaostrzyć warunki zawierania małżeństw. Czy to cokolwiek zmieni? Tak – zwiększy się liczba związków żyjących „na kocią łapę”.

Sprawa jest poważna. Martwi nawet Benedykta XVI. Na spotkaniu z amerykańskimi biskupami papież stwierdził, że ludzie, którzy mieszkają razem bez ślubu, często nie zdają sobie nawet sprawy, jak poważny grzech popełniają. Grzech stanowiący zagrożenie stabilności społeczeństwa.
Kościół postanowił więc przeciwdziałać temu niecnemu procederowi. Na Światowym Spotkaniu Rodzin w Mediolanie, które odbędzie się na przełomie maja i czerwca, ogłosi zaostrzone zasady „przygotowania do katolickiego małżeństwa”. Wydłużony zostanie m.in. okres narzeczeństwa – z obecnych trzech miesięcy (od zapowiedzi do ślubu) do sześciu. Hierarchowie chcą też położyć większy nacisk na przedmałżeńską czystość – ślub ma być konsekwencją życia zgodnego z zasadami.
Nie chcę kwestionować dobrych intencji, które na pewno przyświecają autorom tych reform. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to trochę „sztuka dla sztuki”.
Spróbujmy zastanowić się, co w praktyce oznaczają te zmiany. Czy wydłużenie okresu narzeczeństwa pozwoli lepiej scementować związek? Nie sądzę. Przecież już teraz musimy się zgłosić do kościoła przynajmniej rok przed planowanym ślubem, żeby „zaklepać” wybrany termin. Skoro składamy wizytę w parafii panny młodej, można założyć, że jesteśmy po zaręczynach. Wcześniejsze zapowiedzi, które dla kościoła rozpoczynają okres narzeczeństwa, dla większości par stanowią więc tylko jeden z formalnych etapów na drodze do upragnionego dnia ślubu.

Wiem, wiem – zdaniem księży ten czas powinien być przepełniony głęboką refleksją nad naszym przyszłym małżeństwem. Jednak z doświadczenia (także własnego) płynie inny wniosek. Na kilka miesięcy przed „tym dniem” mamy głowę zajętą zupełnie innymi dylematami. Krawat czy muszka? Tort czekoladowy czy wiśniowy? Wesele całonocne czy przyjęcie do północy? Brzmi to bardzo materialistycznie, a może nawet hedonistycznie, ale naprawdę trudno wtedy znaleźć czas na duchowe rozważania. Możemy to akceptować lub odrzucać, ale nie zmienimy rzeczywistości, z którą zmagają się młodzi ludzie, przygotowujący się do ślubu. Obawiam się, że wydłużenie okresu narzeczeństwa nic w tej kwestii nie zmieni, choć oczywiście chciałbym się mylić.
Jeszcze bardziej kuriozalny jest pomysł zwiększenia kontroli czystości przedślubnej. Nawet nie chcę domyślać się, co jego autorzy mają na myśli. Wystarczą mi już pojawiające się dowcipy na temat księży, skrywających się pod łóżkiem przyszłych małżonków.
Kościół ma pełne prawo reagować na zmiany zachodzące w naszym podejściu do życia. Jednak jego działania muszą być dobrze przemyślane. W przeciwnym razie jeszcze więcej Polaków zniechęci się do instytucji małżeństwa, co od paru lat i tak następuje. Świadczą o tym statystyki. W ubiegłym roku oficjalne „tak” powiedziało sobie ok. 207 tys. par – o 21 tys. mniej niż rok wcześniej i niemal 51 tys. mniej niż w 2008 r. Dla porównania – w 1975 r. na ślubnym kobiercu stanęło 330 tys. par.  

Rafał Natorski

Najświeższe wiadomości z Radomia i regionu znajdziesz na profilu CoZaDzien.pl na Facebooku - TUTAJ

Polecamy