"Zatańcz ze mną"


Produkcji filmowych, których wątek osnuty jest wokół tematyki tanecznej powstało już bardzo wiele. Prawdopodobnie liczba ta będzie się powiększać, zwłaszcza, że od paru lat za sprawą licznych programów tanecznych, wzrosło zainteresowanie tańcem i jego nauką.

Czym w takim razie zasłużył sobie na wyróżnienie film reżyserii Petera Chelsom’a: „Zatańcz ze mną”?

Film ukazuje historię adwokata Johna Clarka (Richard Gere), który wydaje sie być spełnionym szczęśliwym człowiekiem. Ma dobra pracę, u boku kochającą żonę i dwójkę dzieci. Jednakże Clark po 20 latach rutyny, zaczyna pragnąć odmiany. Przejeżdżając pociągiem codziennie z pracy tą samą trasą, w oknie szkoły tańca „Panny Mitzi” dostrzega smutną, zamyśloną twarz instruktorki tańca Pauliny (w tej roli Jennifer Lopez). To właśnie wyraz jej twarzy tak poruszył bohatera, iż postanowił zapisać się na lekcje tańca.

Grupa, do której trafił składa się z trzech mężczyzn, zaś instruktorką jest starsza pani, która nieudolne kroki swych podopiecznych opija w przerwach alkoholem. Clark uczęszcza na zajęcia taneczne, podczas których fascynuje się młodą tancerką Pauliną, tymczasem jego żona (Susan Sarandon) podejrzewa romans. Udaje się nawet do detektywa, by ten śledził jej męża. Widz zaczyna podążać tropem zdesperowanej kobiety. Wydaje się, że  Richard Gere w roli Clarka uwikła się w romans z Pauliną. Nic bardziej mylnego. Bohater w trakcie kolejnych lekcji rzeczywiście odnajduje miłość, ale do tańca. Bierze nawet udział w turnieju dla początkujących tancerzy. Mimo, że nie udaje mu się wygrać, zdobywa bardzo cenną nagrodę. Otóż odkrywa na nowe szczęście, które posiadał – kochającą żonę i dzieci.

Film nie przedstawia nadzwyczajnej historii, nie jest to też górnolotna produkcja. Na pewno nie zachwyca grą aktorską Jennifer Lopez, której rola sprowadza się jedynie do tego, że ładnie wygląda. Tym, czym ujmuje widza jest klimat, jaki stwarza. Szkoły tańca mają to do siebie, że posiadają pewną magię. Właśnie tę magię udało się wykreować reżyserowi w filmie: „Zatańcz ze mną”. Szkoła „Panny Mitzi” jest bardzo kameralna, pełna ciepła. Podążając za Johnym Clarkiem na lekcje tańca, widz zdaje się słyszeć skrzypienie parkietu przy kolejnych krokach bohatera, czuć unoszący się tam zapach perfum wymieszanych z potem tańczących par.

Akcja filmu nie jest wartka, tak naprawdę nie dzieje się za wiele. Wydawać, by się mogło, że wieje nudą. Jednakże film skupia uwagę, przyciąga atmosferą ciepła i kameralności. W trakcie oglądania ma się ochotę poderwać z kanapy i udać do najbliższej szkoły tańca, by niczym Richard Gere odnaleźć szczęście w stawianiu bardziej lub mniej udolnych kroków w kolejnych tańcach.

Agnieszka Szulc


Polecany artykuł

Tańce z gwi(a)zdami Taneczne programy telewizyjne - o co w nich chodzi i czy do czegoś się przydają? Po 1989...

x